Obudziłam się cała zalana łzami i
spocona. Kołdra leżała gdzieś na podłodze, a prześcieradło było pomiętolone.
Zaczęłam głęboko oddychać. Moje serce waliło, jak oszalałe. Wstałam i powolnym
krokiem poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam w
lustro. Podkrążone oczy, włosy lepiące się do czoła i bledsza niż zazwyczaj
cera. Wytarłam dokładnie twarz ręcznikiem i boso udałam się na dół. W domu było
ciemno i cicho, więc szłam bardzo ostrożnie, żeby nic sobie nie zrobić. Gdy
znalazłam się w kuchni, zapaliłam światło. Pisnęłam, widząc siedzącego na
krześle Zayn'a. Ten tylko uśmiechnął się do mnie blado, a następnie wbił tępy
wzrok w swoje dłonie. Chwilę się w niego wpatrywałam, nie mogąc oderwać wzroku
od jego umięśnionego ciała. Chciałabym mieć taką karnację. Podeszłam do
lodówki, z której wyjęłam sok pomarańczowy. Nalałam sobie całą szklankę, z
którą usiadłam przy stole, obok chłopaka. Od razu wypiłam całą szklankę soku, a
nie była ona mała.
-Uważamy, że powinnaś iść do psychologa.
- Odezwał się w końcu czekoladowooki. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale
on na mnie nie patrzył. Gapił się tylko na swoje dłonie.
-Niby dlaczego?- Spytałam cicho.
Zaczynałam się denerwować, a to zdaża mi się raczej rzadko.
-Przez twoje sny. - Odparł spokojnie,
lustrując mnie wzrokiem. Westchnęłam, kładąc dłonie na stole. Chyba lepiej
było, gdy siedział cicho.
-Moje sny to moja sprawa. Odwal się.-
Warknęłam, a następnie wstałam. Chłopak od razu do mnie podszedł i mnie
przytulił. Chwilę się szarpałam, ale ostatecznie uległam. Nie miałam siły,
byłam zmęczona i śpiąca, a do tego głowa zaczęła mnie boleć. W końcu ja też go
objęłam. Może tego potrzebowałam? Choć może chciałam być bliżej niego? Jego
ciepło, zapach, bliskość... Przyprawiały mnie o dreszcze. Magnetyzujące
spojrzenie wprawiało w osłupienie, umysł był bardziej otępiały, jak po
narkotykach. Zawsze, gdy byłam blisko Zayn'a starałam się utrzymać dystans, a
teraz... Byłam na to zbyt zmęczona. Nie potrafiłam się mu przeciwstawić, w
jakiś sposób pokazać mu, że tego nie chcę. Przecież wiedział, że jestem z
Niall'em, więc dlaczego nadal próbował? Nie mógł po prostu dać nam być razem?
Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej.
-Nie...- Wychrypiałam, resztką sił.
Zatrzymał się.
-Może to tylko sen?- Szepnął, bardziej
stwierdzając. Nasze wargi się złączyły. Jego były ciepłe i miękkie, pełne
pożąda i lekko brutalne. Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego. Delikatnie
się uśmiechał, przygryzając dolną wargę. Jakby jeszcze smakował moje usta...
Patrzyłam na niego z przerażeniem. Boże, co ja zrobiłam? Choć, skoro to sen...
Trzeba się tylko obudzić. Podeszłam do szuflady ze sztućcami i wyjęłam
największy nóż.
-Co ty...- Zaczął Malik, ale natychmiast
skończył. Wyciągnął jedną dłoń i bardzo powolnym krokiem ruszył w moją stronę.
-Sam mówiłeś, że to sen, a ja chcę się
tylko obudzić. - Szepnęłam. W moich oczach zebrały się łzy strachu. Przyłożyłam
nóż, ostrą stroną do swojego brzucha.
-Nie! - Krzyknął. Stał w miejscu.-
Wystarczy, że położysz się spać. Tylko ty to będziesz pamiętać. - Dodał,
ciszej. Starał się zachować zimną krew, ale przerażenie trudno ukryć.
-Jesteś pewien? - Spytałam, unosząc jedną
brew. Uśmiechnął się delikatnie.
-Oczywiście. Ja nie będę pamiętał.-
Odłożyłam nóż i wróciłam do swojego pokoju. Od razu bez zastanowienia
wskoczyłam do łóżka i niemal natychmiast zasnęłam.
+Pytania dotyczące rozdziałów lub ogólnie : http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
Obudziłam się o 9. Poszłam wziąć
prysznic, następnie wysuszyłam i rozczesałam włosy, delikatnie się umalowałam i
ubrałam się w jaskrawozieloną bokserkę, krótkie, jeansowe spodenki i zielone converse.
Gdy tylko skończyłam, zbiegłam na dół. W salonie siedzieli Louis i Harry,
zacięcie o czymś dyskutując. Sposób, w jaki loczek patrzył na Lou był... Co
najmniej inny. Bardziej... Osobisty. Otrząsnęłam się i weszłam do kuchni, gdzie
Niall właśnie skończył robić naleśniki. Pocałowałam go przeciągle, a on się
uśmiechnął. Szybko zjadłam całą zawartość talerza, a następnie popiłam ją
sokiem. Nie wiem, dokąd się tak spieszyłam. Poszłam do salonu. Chłopcy nadal
rozmawiali, lecz gdy mnie zauważyli, ucichli.
-Przepraszam, że przeszkodziłam.
-Powiedziałam, odwracając się.
-Nie przeszkodziłaś. - Powiedział
sypmatycznie Tommo. Usiadłam obok niego na kanapie. Zapadła niezręczna cisza.
Chwile zastanawiałam się, czy nie wyjść, gdy odezwał się Harry.
-Jak się spało? - Spytał i szeroko się do
mnie uśmiechnął.
-Dobrze, choć miałam dziwny sen.-
Powiedziałam, zaraz tego żałując.
-A jaki? - Spytał Boo Bear. Uśmiechnęłam
się krzywo.
-Że... Ty i Harry... Jesteście razem. -
Wymyśliłam na poczekaniu, marszcząc czoło. Chłopcy spojrzeli na siebie
znacząco, choć trochę dziwnie. Jakby... W ogóle ich to nie ruszyło. Ba! Jakby
to było prawdą.
-Przepraszam. - Powiedziałam cicho i
wstałam. Louis chwycił mnie za nadgarstek.
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. -
Powiedział spokojnie. Chyba przyzwyczaił się już, że ludzie czasem tak o nich
mówią. W internecie jest głośno na temat " Larry'ego Stylinson'a".
-Mimo to, pójdę już. - Szepnęłam nerwowo.
Chłopak puścił mnie, a ja powędrowałam do swojego pokoju. Gdzie jest Horan?
Usiadłam na łóżku i zakryłam twarz dłońmi. Nie pasuję tu. Gorzej! Ja nigdzie
nie pasuję. Jestem jak urwana z innego świata. Zbiegłam spowrotem na dół i bez
słowa wyjaśnienia wyszłam z domu. Miałam przy sobie telefon i portfel. Jenna...
Dawno z nią nie rozmawiałam. Zadzwoniłam do niej, lecz nie odbierała. No cóż.
Kolejna osoba ma mnie w dupie, mowi się trudno. Szłam powoli. Było ciepło, no
ale w końcu to lato. W końcu dotarłam do małego stawu. W okół nikogo nie było,
a miejsce ogrodzone krzakami. Tak cicho i dobrze. Usiadłam przy brzegu, palcem
jeżdżąc po tafli wody. Ciekawiło mnie, czy śpię. Nienawidzę swojej psychiki,
swojego mózgu i podświadomości. To przez nie się gubiłam, ale też dzięki nim
żyłam. Co jest ze mną nie tak? Od zawsze byłam inna. Woda w stawie była przejżysta.
Żadnych śmieci na dnie. Ktoś musiał o to dbać, bo gdyby nie, byłoby tu brudno.
Zdjęłam buty i skarpetki, a następnie zamoczyłam nogi. Woda była letnia.
Wystraszyłam się.
-Caroline, przecież nie umiesz pływać. -
Upomniałam sama siebie na głos. Mimo to zdjęłam bluzkę i spodenki, zostając w
samej bieliźnie. Raz się żyje, prawda? To nasze wybory doprowadzają do
przedwczesnej śmierci, ale... Jestem rozważna. Będę trzymała się blisko brzegu.
Wsunęłam się powoli do wody, zatapiając ponad piersi. Cholera, głęboko na samym
początku. Gdy byłam mała, panicznie się bałam wody. Nikt nie wiedział czemu.
No, oczywiście, oprócz Niall'a. Powiedziałam mu, że w wieku 7 lat byłam z
koleżankami nad jeziorem, bez wiedzy rodziców. Prawie się utopiłam, gdyby nie
jakiś starszy mężczyzna. Odeszłam jeszcze parę kroków, zanóżając się do szyi.
Próbowałam poruszyć lewą nogą, ale nic z tego. Ugrzęzła.
-Cholera! - Krzyknęłam. Zaczynałam
gwałtowniej szarpać nogą. W końcu wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam, by móc
pomóc sobie rękoma. Szarpałam i szarpałam, aż po chwili zabrakło mi powietrza.
Wyciągnęłam głowę na powierzchnię, chwilę pooddychałam i ponownie zanurkowałam.
Próbowałam odkopać nogę, aż w końcu, po kilku wynurzeniach, udało się. Chciałam
zawrócić, ale potknęłam się o coś w wodzie i wpadłam do niej. Nie zdążyłam
wziąć oddechu, więc zachłysnęłam się wodą. Ktoś mnie wyciągnął i zrobił
"usta usta". Wyplułam płyn z moich płuc i usiadłam. Patrzyłam na
mojego wybawiciela. Krople wody idealnie oświetlało słońce.
-Caroline, co ty wyrabiasz?!- Wydarł się
na mnie Zayn. Czułam, że gotuję się w środku. Przytuliłam go, nie zwracając
uwagi na to, że jest zły. Uratował mi życie i tylko to się teraz liczyło. Boże,
dlaczego ja jestem taką ofermą? Powinnam siedzieć w domu w kaftanie bezpieczeństwa. Ubrałam się i razem z chłopakiem ruszyliśmy do domu.
+Pytania dotyczące rozdziałów lub ogólnie : http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
suuuper ;d dawaj dalej dalej :D
OdpowiedzUsuńO.o czyżby larry? aw yeah! jestem "żona" stylesa ale lubię wątki Larrego ;)
OdpowiedzUsuńiwona :*