piątek, 28 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 11


Obudziłam się cała zalana łzami i spocona. Kołdra leżała gdzieś na podłodze, a prześcieradło było pomiętolone. Zaczęłam głęboko oddychać. Moje serce waliło, jak oszalałe. Wstałam i powolnym krokiem poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam w lustro. Podkrążone oczy, włosy lepiące się do czoła i bledsza niż zazwyczaj cera. Wytarłam dokładnie twarz ręcznikiem i boso udałam się na dół. W domu było ciemno i cicho, więc szłam bardzo ostrożnie, żeby nic sobie nie zrobić. Gdy znalazłam się w kuchni, zapaliłam światło. Pisnęłam, widząc siedzącego na krześle Zayn'a. Ten tylko uśmiechnął się do mnie blado, a następnie wbił tępy wzrok w swoje dłonie. Chwilę się w niego wpatrywałam, nie mogąc oderwać wzroku od jego umięśnionego ciała. Chciałabym mieć taką karnację. Podeszłam do lodówki, z której wyjęłam sok pomarańczowy. Nalałam sobie całą szklankę, z którą usiadłam przy stole, obok chłopaka. Od razu wypiłam całą szklankę soku, a nie była ona mała.
-Uważamy, że powinnaś iść do psychologa. - Odezwał się w końcu czekoladowooki. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale on na mnie nie patrzył. Gapił się tylko na swoje dłonie.
-Niby dlaczego?- Spytałam cicho. Zaczynałam się denerwować, a to zdaża mi się raczej rzadko.
-Przez twoje sny. - Odparł spokojnie, lustrując mnie wzrokiem. Westchnęłam, kładąc dłonie na stole. Chyba lepiej było, gdy siedział cicho.
-Moje sny to moja sprawa. Odwal się.- Warknęłam, a następnie wstałam. Chłopak od razu do mnie podszedł i mnie przytulił. Chwilę się szarpałam, ale ostatecznie uległam. Nie miałam siły, byłam zmęczona i śpiąca, a do tego głowa zaczęła mnie boleć. W końcu ja też go objęłam. Może tego potrzebowałam? Choć może chciałam być bliżej niego? Jego ciepło, zapach, bliskość... Przyprawiały mnie o dreszcze. Magnetyzujące spojrzenie wprawiało w osłupienie, umysł był bardziej otępiały, jak po narkotykach. Zawsze, gdy byłam blisko Zayn'a starałam się utrzymać dystans, a teraz... Byłam na to zbyt zmęczona. Nie potrafiłam się mu przeciwstawić, w jakiś sposób pokazać mu, że tego nie chcę. Przecież wiedział, że jestem z Niall'em, więc dlaczego nadal próbował? Nie mógł po prostu dać nam być razem? Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej.
-Nie...- Wychrypiałam, resztką sił. Zatrzymał się.
-Może to tylko sen?- Szepnął, bardziej stwierdzając. Nasze wargi się złączyły. Jego były ciepłe i miękkie, pełne pożąda i lekko brutalne. Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego. Delikatnie się uśmiechał, przygryzając dolną wargę. Jakby jeszcze smakował moje usta... Patrzyłam na niego z przerażeniem. Boże, co ja zrobiłam? Choć, skoro to sen... Trzeba się tylko obudzić. Podeszłam do szuflady ze sztućcami i wyjęłam największy nóż.
-Co ty...- Zaczął Malik, ale natychmiast skończył. Wyciągnął jedną dłoń i bardzo powolnym krokiem ruszył w moją stronę.
-Sam mówiłeś, że to sen, a ja chcę się tylko obudzić. - Szepnęłam. W moich oczach zebrały się łzy strachu. Przyłożyłam nóż, ostrą stroną do swojego brzucha.
-Nie! - Krzyknął. Stał w miejscu.- Wystarczy, że położysz się spać. Tylko ty to będziesz pamiętać. - Dodał, ciszej. Starał się zachować zimną krew, ale przerażenie trudno ukryć.
-Jesteś pewien? - Spytałam, unosząc jedną brew. Uśmiechnął się delikatnie.
-Oczywiście. Ja nie będę pamiętał.- Odłożyłam nóż i wróciłam do swojego pokoju. Od razu bez zastanowienia wskoczyłam do łóżka i niemal natychmiast zasnęłam.

Obudziłam się o 9. Poszłam wziąć prysznic, następnie wysuszyłam i rozczesałam włosy, delikatnie się umalowałam i ubrałam się w jaskrawozieloną bokserkę, krótkie, jeansowe spodenki i zielone converse. Gdy tylko skończyłam, zbiegłam na dół. W salonie siedzieli Louis i Harry, zacięcie o czymś dyskutując. Sposób, w jaki loczek patrzył na Lou był... Co najmniej inny. Bardziej... Osobisty. Otrząsnęłam się i weszłam do kuchni, gdzie Niall właśnie skończył robić naleśniki. Pocałowałam go przeciągle, a on się uśmiechnął. Szybko zjadłam całą zawartość talerza, a następnie popiłam ją sokiem. Nie wiem, dokąd się tak spieszyłam. Poszłam do salonu. Chłopcy nadal rozmawiali, lecz gdy mnie zauważyli, ucichli.
-Przepraszam, że przeszkodziłam. -Powiedziałam, odwracając się.
-Nie przeszkodziłaś. - Powiedział sypmatycznie Tommo. Usiadłam obok niego na kanapie. Zapadła niezręczna cisza. Chwile zastanawiałam się, czy nie wyjść, gdy odezwał się Harry.
-Jak się spało? - Spytał i szeroko się do mnie uśmiechnął.
-Dobrze, choć miałam dziwny sen.- Powiedziałam, zaraz tego żałując.
-A jaki? - Spytał Boo Bear. Uśmiechnęłam się krzywo.
-Że... Ty i Harry... Jesteście razem. - Wymyśliłam na poczekaniu, marszcząc czoło. Chłopcy spojrzeli na siebie znacząco, choć trochę dziwnie. Jakby... W ogóle ich to nie ruszyło. Ba! Jakby to było prawdą.
-Przepraszam. - Powiedziałam cicho i wstałam. Louis chwycił mnie za nadgarstek.
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. - Powiedział spokojnie. Chyba przyzwyczaił się już, że ludzie czasem tak o nich mówią. W internecie jest głośno na temat " Larry'ego Stylinson'a".
-Mimo to, pójdę już. - Szepnęłam nerwowo. Chłopak puścił mnie, a ja powędrowałam do swojego pokoju. Gdzie jest Horan? Usiadłam na łóżku i zakryłam twarz dłońmi. Nie pasuję tu. Gorzej! Ja nigdzie nie pasuję. Jestem jak urwana z innego świata. Zbiegłam spowrotem na dół i bez słowa wyjaśnienia wyszłam z domu. Miałam przy sobie telefon i portfel. Jenna... Dawno z nią nie rozmawiałam. Zadzwoniłam do niej, lecz nie odbierała. No cóż. Kolejna osoba ma mnie w dupie, mowi się trudno. Szłam powoli. Było ciepło, no ale w końcu to lato. W końcu dotarłam do małego stawu. W okół nikogo nie było, a miejsce ogrodzone krzakami. Tak cicho i dobrze. Usiadłam przy brzegu, palcem jeżdżąc po tafli wody. Ciekawiło mnie, czy śpię. Nienawidzę swojej psychiki, swojego mózgu i podświadomości. To przez nie się gubiłam, ale też dzięki nim żyłam. Co jest ze mną nie tak? Od zawsze byłam inna. Woda w stawie była przejżysta. Żadnych śmieci na dnie. Ktoś musiał o to dbać, bo gdyby nie, byłoby tu brudno. Zdjęłam buty i skarpetki, a następnie zamoczyłam nogi. Woda była letnia. Wystraszyłam się.
-Caroline, przecież nie umiesz pływać. - Upomniałam sama siebie na głos. Mimo to zdjęłam bluzkę i spodenki, zostając w samej bieliźnie. Raz się żyje, prawda? To nasze wybory doprowadzają do przedwczesnej śmierci, ale... Jestem rozważna. Będę trzymała się blisko brzegu. Wsunęłam się powoli do wody, zatapiając ponad piersi. Cholera, głęboko na samym początku. Gdy byłam mała, panicznie się bałam wody. Nikt nie wiedział czemu. No, oczywiście, oprócz Niall'a. Powiedziałam mu, że w wieku 7 lat byłam z koleżankami nad jeziorem, bez wiedzy rodziców. Prawie się utopiłam, gdyby nie jakiś starszy mężczyzna. Odeszłam jeszcze parę kroków, zanóżając się do szyi. Próbowałam poruszyć lewą nogą, ale nic z tego. Ugrzęzła.
-Cholera! - Krzyknęłam. Zaczynałam gwałtowniej szarpać nogą. W końcu wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam, by móc pomóc sobie rękoma. Szarpałam i szarpałam, aż po chwili zabrakło mi powietrza. Wyciągnęłam głowę na powierzchnię, chwilę pooddychałam i ponownie zanurkowałam. Próbowałam odkopać nogę, aż w końcu, po kilku wynurzeniach, udało się. Chciałam zawrócić, ale potknęłam się o coś w wodzie i wpadłam do niej. Nie zdążyłam wziąć oddechu, więc zachłysnęłam się wodą. Ktoś mnie wyciągnął i zrobił "usta usta". Wyplułam płyn z moich płuc i usiadłam. Patrzyłam na mojego wybawiciela. Krople wody idealnie oświetlało słońce.
-Caroline, co ty wyrabiasz?!- Wydarł się na mnie Zayn. Czułam, że gotuję się w środku. Przytuliłam go, nie zwracając uwagi na to, że jest zły. Uratował mi życie i tylko to się teraz liczyło. Boże, dlaczego ja jestem taką ofermą? Powinnam siedzieć w domu w kaftanie bezpieczeństwa. Ubrałam się i razem z chłopakiem ruszyliśmy do domu.

+Pytania dotyczące rozdziałów lub ogólnie : http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

2 komentarze:

  1. suuuper ;d dawaj dalej dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O.o czyżby larry? aw yeah! jestem "żona" stylesa ale lubię wątki Larrego ;)
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń