sobota, 29 grudnia 2012

Six - Zayn

Nienawidzę takich wielkich imprez. Mimo tego, że była to impreza w Willi przyjaciół. Konkretnie piątki kretynów, za którymi szaleją miliony dziewczyn. Przyszłam z moimi najlepszymi przyjaciółkami: Martą i Michaliną. Ta pierwsza była szczupłą brunetką o kręconych włosach. Miała ponad 170 cm wzrostu, zielone oczy i była malarką. Druga, miała długie, blond włosy, niebiesko-szare oczy i grała w piłkę nożną, w lidze kobiecej. Nie była szczególnie wysoka, miała 165 cm wzrostu. Teraz obie rozeszły się w swoje strony, a ja stałam na środku korytarzu. Nie wiedziałam, gdzie iść, czy co robić. Po chwili namysłu udałam się do salony, gdzie był tłum tańczących ludzi. Pokręciłam przecząco głową i udałam się do kuchni. Było tu kilka osób, więc usiadłam sobie na krześle. Co ja tu robię? No tak. Obiecałam swojemu najlepszemu przyjacielowi, że przyjdę. No cóż, kto odmówiłby temu chłopakowi? Jego czekoladowe oczy mnie hipnotyzowały. Ktoś postawił przede mną żółtego drinka z parasolką. Spojrzałam w górę i ujrzałam właśnie jego, Zayn'a. Usiadł obok mnie i szeroko się uśmiechnął. Uwielbiałam ten nieziemski uśmiech...
-Dlaczego się nie bawisz?- Spytał.
-Mówiłam ci, że nie mam ochoty tu przychodzić. Jestem tylko dla tego, że mnie prosiłeś.-Westchnął. Popatrzył gdzieś w dal i po chwili kontynuował.
-Twoje koleżanki dobrze się bawią. Jedna z Harry'm druga z Niall'em. Dlaczego ty też nie możesz?
-Bo nie ma tu żadnego ciacha.- Zaśmiałam się. Popatrzył na mnie oburzonym wzrokiem.
-A ja?- Spytał, pokazując na siebie palcem.
-Masz Perrie.- Powiedziałam.
-Właściwie, to...- Nie skończył, ponieważ jakiś chłopak poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się i po chwili ruszyliśmy do centrum imprezy. Zdążyłam tylko wytknąć język szatynowi. Zaczęliśmy tańczyć do jakiejś szybkiej piosenki. Chłopak był przeciętnej urody, niewiele wyższy ode mnie, a miałam ponad 170 cm. Cały czas się uśmiechał, a w jego prawie czarnych oczach widziałam dziwne błyski. W końcu puścili wolny kawałek. Mój towarzysz już miał mnie objąć, gdy znikąd pojawił się Zayn.
-Odbijany.- Powiedział i odepchnął chłopaka. Zaśmiałam się. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on delikatnie objął moje biodra. W końcu ktoś mnie popchnął i wyszło tak, że byliśmy w siebie wtuleni. Kołysaliśmy się delikatnie, dopóki nie zmieniono piosenki. Przeprosiłam przyjaciela i poszłam napić się wcześniej przygotowanego drinka. Gdy weszłam do kuchni przeżyłam szok. Marta całowała się z Harry'm. Gdy mnie zauważyli, odsunęli się od siebie jak oparzeni. Na jej policzkach widziałam duże rumieńce. Posłałam im nieśmiały uśmiech i, uprzednio zabierając drinka, wyszłam z kuchni. Udałam się na górę, gdzie weszłam do pokoju Zayn'a. Może i to niegrzeczne, ale zawsze tak sobie włażę. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na wszystko. Na meble, z ciemnego drewna, beżowe ściany, zdjęcia. Popijałam powoli napój, przyglądając się każdej twarzy. Mamy, sióstr, ojca. W końcu odstawiłam pustą szklankę na szafkę nocną i opadłam na łóżko. Zastanawiałam się, czy mu powiedzieć. Czy powiedzieć, że znaczy dla mnie więcej niż zwykły przyjaciel. Tylko po co mam mu dodawać problemów? Lubię Perrie, a jeszcze przez to mnie znienawidzi... Nie chcę tego. Tym bardziej nie chcę popsuć im związku. Widzę przecież, że są ze sobą szczęśliwi. Westchnęłam i usłyszałam, jak ktoś wchodzi do sypialni. Spojrzałam na drzwi w których, całując się, stali Niall i Michalina. Chrząknęłam.
-To nie twoja sypialnia, blondasku.- Puściłam do nich oczko, a oni oboje się zarumienili. Zaśmiałam się, gdy wychodzili. Z kieszeni błękitnych rurek wyjęłam swojego czarnego Iphone'a. Poprzeglądałam zdjęcia, SMS-y … Nudziło mi się, ale nie miałam ochoty na tą imprezę. W końcu znów do pokoju ktoś wszedł. Tym razem nawet nie spojrzałam.
-Tu jesteś! -Krzyknął uradowany Zayn. Po chwili już leżał koło mnie i bezczelnie się na mnie gapił. Całą siłą woli odwróciłam wzrok, bojąc się, że zrobię coś głupiego.
-Dlaczego się nie bawisz?- Spytał cicho. Westchnęłam. Znów zadał mi to samo pytanie.
-Przecież znasz odpowiedź.- Odpowiedziałam zmęczonym głosem. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Więc co robimy?- Nie dawał za wygraną. Miałam ochotę wywalić go przez okno, tylko, że to nie był mój dom. 
-Idę spać.- powiedziałam. Zayn się zaśmiał.
-Przy takim hałasie raczej nie zaśniesz.- Wstał i wyciągnął ku mnie rękę. Usiadłam i uniosłam brwi.
-Zabiorę cię na spacer.- Chwyciłam pewnie jego ciepłą dłoń i oboje wyszliśmy z budynku. Skierowaliśmy się do pobliskiego lasku. Powoli, nadal trzymając się za rękę. Nie rozmawialiśmy, napawaliśmy się ciszą. Coś, czego zabrakło w domu. W lesie słychać było tylko poszczególne dźwięki, czyli nasze kroki i sowę. Oddychałam miarowo, mimo tego, że moje serce miało ochotę wyskoczyć z piersi. 
-Zayn...- Szepnęłam, puszczając jego dłoń. Chłopak patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. Choć nie byłam pewna, ponieważ było całkowicie ciemno.
-Dlaczego mnie puściłaś? Jeszcze się zgubisz.- Zaśmiał się, a ja wbiłam mu delikatnie łokieć w żebra.
-Au! 
-To nie w porządku wobec Perrie.- Powiedziałam. Malik znów chwycił moją dłoń.
-Chciałem ci to powiedzieć już w kuchni, ale jakiś kretyn cię porwał. Nie jesteśmy razem.- W tym momencie chciałam zacząć skakać i piszczeć, ale to nie wypada. Zamiast tego spytałam:
-Ale jesteśmy tylko przyjaciółmi.- Wyszeptałam drżącym głosem. Chłopak położył mi dłoń na policzku.
-A nie chcesz czegoś więcej?- Spytał, a jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej. Delikatnie rozchylił usta, a ja zadrżałam. Jest pijany? Nie czuć od niego alkoholu. Nasze twarze dzieliły milimetry...Z całej siły go odepchnęłam, przez co zatoczył się do tyłu i upadł.
-Przepraszam.- Powiedziałam cicho i ruszyłam w stronę domu. Tylko dlaczego nie? Dlatego, że mogę być pocieszeniem. Bo zerwał z Perrie i teraz potrzebuje kogoś, kto załata dziurę. Nie jestem zabawką. Po kilku minutach znalazłam się przed ciemnym domem. Tak szybko skończyła się cała impreza? Spojrzałam na zegarek w telefonie. 4 w nocy. I jak ja teraz wrócę do domu, który znajduje się na drugim końcu miasta? Podeszłam do drzwi i zapukałam. Po chwili stał w nich Liam.
-Hej...- Powiedziałam nieśmiało. Chłopak uśmiechnął się i otworzył drzwi bardziej, bym mogła wejść.
-Gdzie mogłabym spać?- Spytałam. Był tu niezły syf. Chyba będą go sprzątać przez tydzień.
-W gościnnym, albo z Zayn'em.- Powiedział.
-Gdzie gościnny?- Spytałam bez zastanowienia. Chłopak widocznie się zdziwił.
-Ostatnie po lewej.
-Dzięki.- Ucałowałam go w policzek.
-Dać ci jakąś koszulkę?- Zapytał. Chwilę się zawahałam.
-Jakbyś mógł... - Poszliśmy razem na górę. Dał mi swoją koszulkę, a ja poszłam się umyć. Wzięłam szybki prysznic i, w majtkach i koszulce Liam'a, weszłam do pokoju gościnnego. Od razu wsunęłam się pod kołdrę i natychmiast zasnęłam.
***
Obudziły mnie jakieś hałasy z dołu. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłam, było sprawdzenie godziny. 13. No cóż, nigdzie mi się nie spieszyło. Narzuciłam na siebie swoje ubrania i nie dbając o wygląd zeszłam na dół. Louis i Harry o czymś się przekrzykiwali. Widać było, że Lou jest wściekły. Gdy mnie zobaczyli ucichli, a ja, robiąc przepraszającą minę, weszłam do kuchni. Przy stole siedział Zayn, pijąc kawę i Niall. Ten drugi jak zwykle się obżerał.
-I jak tam noc?- Spytałam blondyna. Nie mogłam się powstrzymać. Chłopak się zarumienił i pokazał jeden kciuk do góry.
-Tylko tyle?- Chciałam się upewnić.
-No dobra. Najlepsza w moim życiu. Pasuje?- Powiedział i zaczął z powrotem jeść kanapkę. Zaśmiałam się i nalałam sobie soku. Usiadłam koło Zayn'a.
-A tobie jak się spało?- Zadałam to pytanie Malik'owi.
-Śniło mi się, że wpadłem w krzaki. O nie, czekaj. To ty mnie w nie wrzuciłaś i to nie był sen.- Oboje z Niall'em wybuchnęliśmy śmiechem. Co jak co, ale jego mina była bezcenna. W końcu się uspokoiłam i wypiłam sok. Umyłam po sobie szklankę i pozmywałam resztę naczyń. Przyjaciółka w końcu musi pomagać. Liam jako jedyny mi podziękował. Później ogarnęłam trochę śmieci i skierowałam się do wyjścia.
-Odwiozę cię.- Powiedział Zayn. Jakoś nie miałam ochoty na JEGO towarzystwo, ale niechętnie się zgodziłam. Jak na dżentelmena przystało otworzył i zamknął za mną drzwi. Usiadłam i zapięłam pas. On już po chwili siedział za kierownicą. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy, a ciągnęła się ona niemiłosiernie. No cóż, korki. W końcu znaleźliśmy się przed moim wielkim, białym domem. Ganek jak zwykle był czysty, za to na oknach były ślady palców. Przyjaciel odprowadził mnie pod same drzwi. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Byłam pewna, że nie odpuści. Rozmowa na ten temat była nieunikniona. Korytarzem skręciliśmy w prawo, czyli do kuchni, gdzie on zajął miejsce na dębowym krześle przy takim samym stole. Doszłam do blatu i zaparzyłam herbaty. Później nalałam do kubków, i stawiając nam obojgu, usiadłam obok niego. Patrzył w przestrzeń, jakby mnie tu nie było. Pstryknęłam mu palcami przed oczami, a on się wzdrygnął. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Mów, w końcu po to tu przylazłeś.- Powiedziałam, niezbyt sympatycznie. Zayn westchnął i spojrzał na mnie, a ja przez chwilę rozpłynęłam się w jego czekoladowych oczach. Szybko jednak się ogarnęłam i wbiłam w niego wyczekujące spojrzenie.
-Ja zerwałem z Perrie. I zrobiłem to z pełną premedytacją.- Powiedział cicho, a następnie upił łyk gorącej cieczy. Potarłam czoło.
-Dlaczego?- Spytałam, choć odpowiedź wydawała mi się jasna. Dla innej.
-Bo uświadomiłem sobie, że KOCHAM kogoś innego.- Powiedział to z dużym naciskiem na słowo „kocham”. Położyłam dłoń na jego dłoni, chcąc dodać mu otuchy. Uśmiechnął się do mnie słabo.
-Więc jaki jest w tym problem? - Nadal drążyłam. Sama nie wiem, czego się spodziewałam, ale moje tętno było przyspieszone.
-Ona chyba nie czuje tego samego.-Wyszeptał, zrezygnowany. Wstał od stołu i skierował się do drzwi. Ruszyłam za nim. Gdy już był gotowy, musnął delikatnie moje usta i się uśmiechnął.
-Do zobaczenia.-Powiedział szybko i wyszedł, nie czekając na moją reakcję. Próbowałam się uspokoić. Co, jeśli nie mówił o mnie i wyjdę na kompletną kretynkę? Na razie nie zamierzam nic z tym robić. On musi wykonać ruch, jeśli naprawdę mu zależy.
***
Obudziłam się o 10 i, jak na co dzień, wzięłam prysznic. Później wysuszyłam i uczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w czarne rurki i dużą, szarą bluzę. Co z tego, że była byłego chłopaka? Podobała mi się. Wyszłam z pokoju i przeżyłam lekki szok, gdyż korytarz cały był w płatkach róż. Pierwsza myśl: ten kto to zrobił, posprząta. Zeszłam na dół, a „znaki” prowadziły do wyjścia. Założyłam buty i kurtkę, a następnie wyszłam z domu. Róże prowadziły w stronę parku. Ten, kto to zrobił, chyba zapomniał, że nie lubię romantyzmu. No cóż, to nie moja bajka. Ruszyłam po śladach, które zatrzymywały się przed czarną limuzyną. Szofer miał otwarte drzwi i uśmiechał się do mnie zachęcająco.
-Panienka {T.I}? Zapraszam.- Panienka? Kogoś mocno pogięło. Mimo lekkich obaw, wsiadłam. Jechaliśmy około 10 minut, ale jakoś mnie to nie interesowało dokąd. Nie ważne kto to zrobił, zagonię go do sprzątania domu. Chyba jako jedyna na świecie nie czuję tego podniecenia na myśl o romantycznej niespodziance. SORY, nie wyrwałam się z Komedii Romantycznej. Wysiadłam i, dzięki wskazówkom szofera, weszłam do dużego budynku. Było ciemno, więc chciałam wyjść. Chwyciłam za klamkę, ale drzwi były zamknięte.
-No chyba chory żart! - Krzyknęłam, a mój głos odbił się echem. Tupnęłam nogą, jak małe dziecko. Światła się zapaliły, a pośrodku dużej, perłowej sali stał ON z bukietem róż i śpiewał. Little Things. Chociaż to zapamiętał. Tak, moja ulubiona piosenka. Gdy skończyli, podszedł do mnie i wręczył mi kwiaty. Westchnęłam, ale przyjęłam je. On, jak i reszta zespołu, ubrany był w czarny garnitur. Teraz oprócz irytacji, czułam także przerażenie. Co ten kretyn chce zrobić? Odpowiedź dostałam natychmiastowo. Ukląkł i wyjął z kieszeni małe, czarne pudełeczko. Otworzył je, a w środku znajdował się mały, srebrny pierścionek z brylantem. Zamknęłam oczy.
-Kocham cię. Wiem, że ty mnie też. Wyjdziesz za mnie?- Powiedział to tak szybko, że ledwo zrozumiałam. Otworzyłam oczy i postawiłam go na nogi. Gdy już stał, powiedziałam:
-Masz po sobie sprzątać. Te płatki róż też. - Wszyscy się zaśmiali, a on zrobił zakłopotaną minę.
-Oczywiście, że tak.- Dodałam szeptem, a on mnie przytulił i zaczął się ze mną kręcić. Po 5 kółkach w końcu odstawił mnie na ziemię i stało się to, o czym od dawna marzyłam. Pocałował mnie.

+ Z Twittera. Znowu. xd Był w 2 częściach ale wstawiam w 1 . Następny z Lou. Pytania? :) 
http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

2 komentarze:

  1. świtny, genialny, cudowny xoxo
    @nancy_thewizard

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny, tylko znowu: za wcześnie .a oświadczyny!
    ale pomysł dobry i milo napisane.
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń