środa, 26 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 8


Jak zwykle rano wstałam, umyłam się, ubrałam w szary t-shirt, jasne rurki i czerwone converse. Zeszłam na dół, zjadłam 2 kanapki, pooglądałam telewizję, sprawdziłam facebooka... I Twitter. Były tam zdjęcia z naszej wczorajszej randki. Zszokowana patrzyłam w ekran laptopa, chłonąc każdą kolejną fotografię. Jak tańczyliśmy, leżeliśmy koło siebie, jak całowaliśmy się przez stolik i na altance. Mnóstwo podpisów, że pasujemy do siebie, że naprawdę ślicznie razem wyglądamy. Nie było hejtów, co całkiem mnie zadziwiło. Szczerzyłam się do ekranu, a w moich oczach zebrały się łzy. Czy to oznacza, że jestem akceptowana? Czy może po prostu ten jeden raz nikt się nie czepia? Westchnęłam, ocierając załzawione oczy. Napisałam tweeta: "Dziękuję za cudowny wieczór. Zawsze będę cię kochać!". Zamknęłam laptopa, pociągając pare razy nosem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jestem sama w domu. Na stoliku leżała kartka: " musieliśmy jechać do menagera, wrócimy niedługo. Kocham cię xoxo". Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kawy. Szybko wypiłam gorący napój, a następnie pobiegłam do swojego pokoju.  Przebrałam się w jasną, fioletową bokserkę, wzięłam torbę i najważniejsze rzeczy, po czym wybiegłam z domu. Skierowałam się w stronę centrum handlowego. Powoli chodziłam po ogromnym budynku, zwiedzając przy okazji każdy sklep. Ludzie dziwnie mi się przyglądali, a najbardziej nastolatki. Weszłam do sklepu pełnego biżuterii i kupiłam srebrny wisiorek z wygrawerowaną literką "C", jak Caroline. Pomyślałam, że dam go Niall'owi. Sama nie wiem po co. Następnie udałam się do sklepu z ubraniami, gdzie kupiłam sobie czarną bluzę z napisem " I love London", szare, poprzecierane rurki, błękitną koszulkę z misiem i czarne, krótkie spodenki. Kolejny był sklep z pluszakami. Kupiłam tam dość dużego misia ( ale nie giganta ) z sercem, a na nim napisem " I love you". Skierowałam się do baru z szejkami, gdzie kupiłam, a następnie wypiłam jednego, czekoladowego. O tak, uwielbiam czekoladę. Kierując się w stronę wyjścia, wstąpiłam jeszcze do sklepu muzycznego. Pooglądałam chwilę płyty, po czym wyszłam, nie decydując się na żaden zakup. Szłam powoli chodnikiem w stronę domu. Spojrzałam na zegarek. 13:20. Westchnęłam, rozglądając się po okolicy. Było naprawdę pięknie. Drzewa i trawa były zazielenione, domki były różnokolorowe, a słońce dawało wszystkiemu magicznego poblasku. Uśmiechałam się. Skręciłam w stronę parku, ponieważ stwierdziłam, że tak będzie szybciej. Nagle usłyszałam wołanie.
-Karolina! Krolinaaa! -Kobiecy głos wołał do mnie po polsku. Odwróciłam się powoli i dostrzegłam średniego wzrostu, rudą dziewczynę. Uśmiechała się i machała do mnie. Aneta. Kolegowałyśmy się jeszcze w Polsce, ale 2 lata temu. Ona jako jedyna zauważyła, że ojciec mnie bije. Chciała mi pomóc, ale ja zbyt bardzo się bałam. Bałam się jego.
-Hej- Powiedziałam, całując ją w policzek, gdy w końcu do mnie dotarła. Zaczęłyśmy rozmawiać, a następnie poszłyśmy do parku i usiadłyśmy. Wspomnienia i śmiechy. Po kilkunastu minutach, Aneta ucichła. Delikatnie podniosła moją bluzkę, odsłaniając biodro. Ostrożnie dotknęła 5 centymetrowej blizny, na co ja się skrzywiłam.
-Przepraszam.- Szepnęła, zakrywając nagą skurę.- Powiesz mi? - Spytała, patrząc mi głęboko w oczy. Westchnęłam, spuszczając wzrok. Zaczęłam skubać dół bluzki.
-To był pierwszy raz. Wróciłam ze szkoły... A on już był pijany. Na stoliku do kawy stały butelki. On wstał i pchnął mnie całą swoją siłą, a ja ... Opadłam na stolik, który pod wpływem mojego uderzenia się złamał, a butelka się stłukła, raniąc mnie w biodro. -Powiedziałam szybko. W moich oczach zebrały się łzy, zasłaniając cały widok. Dziewczyna bez słowa mnie przytuliła, a ja wtulając się w nią bardziej, zaczęłam szlochać. Aneta zaczęła się ze mną lekko kołysać, trochę mnie tym uspakajając. Potrzebowałam tego. 2 lata nikt nie wiedział, co we mnie siedzi. Chciałam to komuś powiedzieć, lecz zbyt bardzo się bałam. Po kilkunastu minutach wyplątałam się z jej objęć i wytarłam mokre policzki.
-Dzięki.- Szepnęłam.
-Nie ma sprawy. Ja niestety muszę iść, ale ... Życzę powodzenia z Niall'em.- Uśmiechnęła się do mnie ciepło, po czym dodała- Powiedz mu. - Delikatnie dotknęła mojej dłoni, a następnie wstała i odeszła. Ja także wstałam i ruszyłam w stronę domu. Powiem mu. Po cichu weszłam do domu. Drzwi były otwarte, a gdy tylko przekroczyłam Niall rzucił się na mnie, zamykając w szczelnym uścisku. Wtuliłam się w niego, przenikając jego zapachem.
-Coś się stało? - Spytałam, gdy w końcu się ode mnie odsunął. Ptrzył mi głęboko w oczy.
-Stęskniłem się.- Uśmiechnął się krzywo. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
-Niall, ja pytam poważnie.- Spojrzałam na niego, lekko rozdrażniona
-Dobra... Przed chwilą widziałem zdjęcia z parku, jak siedziałaś z jakąś dziewczyną i płakałaś, a do tego Paul się na mnie darł, że dowiaduje się o nas ostatni.- Westchnął. Chwyciłam go za rękę i zaprowadziłam do salonu. Tam usiadłam mu na kolanach.
-Powiesz mi, co się stało? - Spytał łagodnie, głaszcząc mnie po włosach.
-To była... Koleżanka z Polski, ze starych lat. - Szepnęłam. Mój głos lekko się załamywał.
-A dlaczego płakałaś?
-Bo...- Stanęłam bokiem w jego stronę. Podniosłam bluzkę odsłaniając biodro, a na nim 5 centymetrową bliznę. Chłopakowi lekko rozszerzyły się źrenice.
-2 lata temu... Ty wyjechałeś, a ja wróciłam do Polski. Mój ojciec... To był pierwszy raz, gdy mnie uderzył. -Wyszeptałam, a w moich oczach zebrały się słone łzy. Niall przyciągnął mnie do siebie, a ja opowiedziałam mu o wszystkich razach. O siniakach, krwawieniu, raz krwotoku wewnętrznym... Płakałam, a on tulił mnie, jakby to wszystko było jego winą.
-Dlaczego nie zadzwoniłaś i nie powiedziałaś? - Spytał cicho, gdy w końcu przestałam szlochać.
-Ponieważ... Miałeś swoje problemy z karierą, ja nie chciałam zawracać ci głowy.- Szepnęłam, ocierając łzy. Irlandczyk spojrzał mi głęboko w oczy.
-Jesteś najważniejsza, rozumiesz? Zawróciłaś mi w głowie, ale nigdy nie zawracałaś mi głowy.- Powiedział i musną moje wargi. Zaśmiałam się, a on szeroko się uśmiechnął.- Gdybyś mi powiedziała, wróciłbym i zabrał cię od tego potwora.- Powiedział cicho, a ja spuściłam wzrok. Nagle moje buty wydały się całkowicie interesujące. Oczywiście, mogłam mu wtedy powiedzieć, ale nie chciałam dodawać mu kolejnych kłopotów i zmartwień. Był i tak bardzo zajęty. Gdybym mu powiedziała, jeszcze zrezygnowałby z X-factor'a, albo zrobiłby coś gorszego. A gdyby to mój ojciec zrobił mu krzywdę? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.
-Przepraszam, po prostu... Nie chciałam dodawać ci kolejnych zmartwień.
-Dobra...- Westchnął.- Muszę jechać do Simon'a. Wrócę niedługo.- Pocałował mnie przeciągle. Przez moje ciało przeszły tysiące przyjemnych dreszczy. Powiedziałam mu i czułam się... Lekka. Jakby ktoś zabrał cały mój ciężar. Usiadłam na kanapie i zaczęłam gapić się w telewizor. Nawet nie wiem co leciało. Myślałam o Niall'u, jego czułości, wrażliwości, o słowach, które wypowiadał tylko dla mnie... Był wspaniały. Nigdy nie poznałam kogoś cudowniejszego od niego. Był moją miłością i moim najlepszym przyjacielem w jednej osobie. Po prostu drugą połówką, idealny, stworzony tylko dla mnie. Jego niebieskie tęczówki wpatrzone tylko w moją osobę, pełne czułości, delikatna cera i zaróżowione policzki, mały nos, cudowne, pełne usta, które przyciągały z daleka. Był jak magnes. Jak powietrze, bez którego nie mogę żyć. Każdego dnia w duchu dziękuję Bogu, za to, że postawił go na mojej drodze. Mimo wszystkich przeciwności losu, mimo błędów, jest. W jego uścisku czuję się bezpieczna i szczęśliwa, a gdy tylko jego wargi znajdą się na moich... Wiem, że tak powinno być. Dla tego zostaliśmy stworzeni, dla siebie. By być zawsze z sobą, kochać się, darzyć zaufaniem i troską.
-Co oglądasz? - Wyrwał mnie z zamyślenia głos Zayn'a, siadającego obok mnie.
-Nic. Zamyśliłam się. - Westchnęłam i wbiłam zmieszane spojrzenie w moje palce. Mimo tego, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, czułam się niezręcznie sam na sam z Malik'iem.
-Może pójdziemy dziś wszyscy razem gdzieś? To znaczy, bez Louis'a, on spotyka się z Eleanor.- Zaśmiał się nerwowo, na ostatnie zdanie. Wiedziałam jak się czuje. Rozdarty.
-Może do wesołego miasteczka? - Powiedziałam z entuzjazmem i spojrzałam na chłopaka, od razu tego żałując. Na krótką chwilę zatopiłam się w jego magnetyzujących, czekoladowych tęczówkach. Dlaczego dziewczyna go zostawiła? Wydawał się świetny. Widać wina musiała być po jego stronie. Dlaczego tak na mnie działał? Ponownie spuściłam wzrok, wyłamując palce.
-Świetny pomysł. - Powiedział równie entuzjastycznie, co ja.
-Przepraszam, Zayn, ja... Dziwnie się czuję w twoim towarzystwie.- Wypaliłam, chcąc być szczerą. Nie wiem, czy będzie zły, czy smutny. Chciałam, żeby wiedział.
-Ja też.- Przyznał, wzdychając. Spojrzałam na niego, a on położył mi dłoń na policzku. Jego dotyk mnie sparaliżował, nie wiedziałam, co robić. Siedziałam tak, patrząc w jego oczy. Nie mogłam się ruszyć, nic powiedzieć. Po prostu świat się zatrzymał, czas stanął w miejscu. Nerwowo oblizałam wargi. Bałam się, że spojrzę na jego usta, że zrobię coś, czego oboje będziemy żałować.
-Nie niszcz przyjaźni. Pomyśl o Niall'u. - Szepnęłam, odpychając jego dłoń i wpatrując się w przestrzeń, gdzieś obok niego.
-A czy ty o nim myślisz?- Spytał, podnosząc mój pod brudek tak, abym na niego spojrzała.
-Cały czas. Kocham go, Zayn.- Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
-Przepraszam. Poniosło mnie...- Malik spuścił wzrok, lecz po chwili zaklął i wstał. Uderzył jeszcze z całej siły, pięścią w ścianę, a następnie znikł na górze. Przyjrzałam się miejscu, gdzie została wyładowana złość Zayn'a. Dostrzegłam niewielką ilość krwi. Poszłam do łazienki i z apteczki wzięłam wodę utlenioną, oraz gazę i bandaż. Tak na wszelki wypadek. Stanęłam przed drzwiami chłopaka i zapukałam dość mocno. Zayn się nie odezwał, więc weszłam, bez żadnych zapowiedzi. Leżał na łóżku z zamkniętymi oczami.
-Usiądź. -Rozkazałam surowym tonem, gdy znalazłam się obok.  Chłopak posłusznie wykonał polecenie. Wzięłam jego lewą dłoń. Była czerwona, lekko sina i dość mocno krwawiła. Najpierw polałam wodą utlenioną, na co chłopak cicho syknął, a następnie założyłam bandaż. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, a on przyciągnął mnie na łóżko i zaczął łaskotać. Śmiałam się, a w moich oczach już zebrały się łzy.
-Za...Haha. Zayn! Przes.. Haha. Przestań!- Udało mi się w końcu wykrzyczeć, lecz chłopak nie wykonał mojego polecenia.-Z...Zayn! - Ponownie krzyknęłam, choć było to raczej jak pisk. Tym razem się uspokoił. Uśmiechał się hytro, jakby coś planował. Wziął do ręki poduszkę.
-Nawet nie...- Nie zdążyłam dokończyć, ponieważ dostałam nią w głowę. Wzięłam drugą i zaczęłam z całej siły nią go uderzać, na co on zaczął błagać, żebym przestała, ale mi oddawał. W pewnym momencie poducha pękła i cały pokój był obsypany pierzem. Stanęłam jak wryta i patrzyłam na białą podłogę. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, a Zayn mi zawtórował.
-Ja tu nie sprzątam. - Uśmiechnęłam się szeroko i wybiegłam z pokoju. Malik chciał mnie złapać, a ostatecznie wyszło tak, że spadłam ze schodów i straciłam przytomność. Ostatnie, co pamiętam, to smutne, czekoladowe oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz