niedziela, 30 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 13


Przez kolejne 2 dni nie działo się nic nadzwyczajnego. Na spacery zawsze chodziłam z kimś, byłam jeszcze raz na zakupach (z Eleanor i Danielle). W domu cały czas ktoś był. Jadłam, piłam, myłam się, rozmawiałam, wygłupiałam. Jutro ma być tym gorszym dniem. Pierwsza sesja z psychologiem. Z każdą chwilą czuję większy niepokój, ale staram się to ukryć. Siadam przy stole i wypijam herbatę. Patrzę w przestrzeń przed sobą. Co dziwne, nikogo nie ma w kuchni, za to w salonie się wydzierają. Zjadam jabłko i idę do salonu. Nie wygląda to na zabawę, tylko na ostrą kłótnię.
-W dupie to mam ! Ciebie też mam w dupie! -Wykrzykuje Zayn Niall'owi prosto w twarz. Patrzę oszołomiona, jak Malik wychodzi i specjalnie trąca mnie ramieniem. Spoglądam na blondyna. Nie wygląda, jakby miał się rozpłakać. Raczej jakby chciał kogoś zabić. Piorunuje mnie wzrokiem i wychodzi. Nie mam bladego pojęcia, o co poszło. Patrzę na chłopaków, którzy także nie wyglądają na skłonnych powiedzenia mi o co chodzi.
-Nie? Nikt mi nie wyjaśni?- Pytam.
-Sama się domyśl.- Mówi gniewnie Liam.
-Kretynka.- Mruka Harry. Ledwo się powstrzymuję przed strzeleniem mu w twarz.
-Sam jesteś kretynem. W dodatku z mopem na głowie.- Wykrzykuję i wychodzę. Widocznie go zaskoczyłam. Pukam do drzwi pokoju Niall'a. Nic nie mówi, więc chwytam za klamkę. Zamknięte. Cholera, co się stało? Pukałam i prosiłam przez około 10 minut. Nie to nie. To samo z Zayn'em. Wchodzę do siebie do pokoju i byle jak pakuję wszystko do walizki. Wątpię, by próbowali mnie powstrzymać. Pośpiesznie opuszczam dom, ale i tak nikogo nie było na dole. Idę, sama nie wiem, dokąd. W końcu przystaję i dzwonię do Jenny. Odbiera po 2 sygnale.
-Słucham?- Ma zachrypnięty głos, jakby płakała przez tydzień.
-Nie mam gdzie mieszkać. Przenocujesz mnie?- Mówię błagalnie. Dziewczyna po chwili podaje mi adres i już 15 minut później jestem na miejscu. Jenna ochoczo mnie wita. Rozpakowuję się w wolnej sypialni i schodzę na dół. Siedzi przy stole z dwoma kubkami gorącej herbaty.
-Co się stało?- Pyta.
-Nie mam bladego pojęcia. Zayn kłócił się z Niall'em, a potem wszyscy byli źli na mnie. Nikt się nie odzywał i dodatkowo Harry nazwał mnie kretynką.
-Co mu na to odpowiedziałaś?
-Że sam jest kretynem. Z mopem na głowie.- Obie się śmiejemy. Później rozmawiamy na różne tematy. Liam się z nią spotykał, dopóki nie wrócili do siebie z Danielle. Było mi jej szkoda. Później oglądamy film. Na koniec wchodzimy na TT. Już są zdjęcia mnie z walizką i komentarze typu: „Bravo, Niall. W końcu pozbyłeś się tej suki”. Przez chwilę jest mi przykro, ale nie na tyle, by im odpisać. Piszę tylko: „Nie rozumiem. Ta niewiedza mnie boli”. Po chwili jest już mnóstwo komentarzy. Odpisuję tylko jednej dziewczynie, która grzecznie spytała, o co chodzi. Napisałam, że nikt nie chciał mi wyjaśnić, więc się wyniosłam. Przerażała mnie tylko jedna myśl. Wracam do ojca.
Tej nocy nie obywa się bez koszmarów, w których Niall mnie wyzywa, zostawia, albo mój ojciec mnie katuje. Budzę się spocona i nie mogę opanować dreszczy. Pierwszy raz od „rozstania” płaczę. Nie mogę tego powstrzymać. Ściskam poduszki z całej siły, by opanować krzyki bólu. Na próżno. Zerkam na telefon. Zero wiadomości, czy nieodebranych połączeń. Dobra, Caroline. Nie użalamy się nad sobą. Widać to wszystko było kłamstwem. Złudzeniem. A może snem? Schodzę na dół, gdzie razem z Jenną zjadłam śniadanie. Daje mi klucze, a sama idzie do pracy. Ja za to wybieram się do centrum. A co? Trzeba pokazać, że się nie przejmuję. Choć to nieprawda. Po kilkunastu minutach jestem w budynku. Najpierw kupuję i zjadłam loda czekoladowego, a później ruszam do sklepów. Chyba w 5 zauważam Dan i El. Pośpiesznie wychodzę,aby mnie nie zauważyły. Podchodzi do mnie dziewczyna i przytula mnie z całych sił. Odsuwa się i patrzy na mnie przepraszająco.
-Dlaczego?- Pytam. Ona mocno chwyta moją dłoń.
-Wierzę, że go kochasz. Czekałaś na niego 2 lata i gdy jesteście razem nagle wszystko się sypie? To raczej głupie, że dopiero teraz cię nie chce. Ta historia jest jak dramat.-Szepcze, uciekając wzrokiem. Teraz to ja ją przytulam. Przez chwilę czuję bezpieczeństwo, jakiego brakowało mi dziś w nocy. Na koniec robimy sobie zdjęcie, a ona odchodzi. Siadam przy stoliku i zamawiam kawę. Czuję się oszołomiona słowami dziewczyny, choć ma rację. Czekałam 2 lata, a teraz nawet nie otrzymuję wyjaśnień. Wypijam czarne paskudztwo. Nie lubię kawy. Siedzę ze spuszczoną głową i nie zauważam, jak ktoś się do mnie dosiada.
-I fajnie się z tym czujesz?- Pyta jadowicie Eleanor. Spoglądam na nią.
-Jakbym wiedziała, z czym.- Wzdycham i wstaję od stolika. Dziś nie porozmawiamy normalnie.
-Czekaj.- Zamyka mój nadgarstek w żelaznym uścisku, aż sykam z bólu. Patrzy mi prosto w oczy, a w jej widzę pogardę. Ciekawe, co ona dostrzega w moich? Wiem tyle, że zaufałam złym osobom. Znowu.
-Co chcesz?- Pytam zniecierpliwiona. Dziewczyna puszcza moją rękę.
-Nie wiesz, co się stało?- Jest lekko zdziwiona.
-Wiem tylko, że Zayn i Niall się kłócili. Nikt nie powiedział o co.-Przełykam ślinę. Boję się tego, co może wyjść z jej ust.
-Pokłócili się o ciebie.- Mówi spokojnie. Danielle patrzy na nas z boku.
-Jak to o mnie? - Akcentuję dokładnie ostatnie słowo. Jak głupia jestem?
-Zayn powiedział, że cię kocha. I że ty go też, bo się całowaliście.- Spogląda na swoje palce, a mi rozszerzają się źrenice.
-Czyli to nie był sen... Zabiłabym się...- Po ostatnich słowach Eleanor podnosi głowę a Danielle do nas podchodzi.
-Co?- Pyta, przyciszonym tonem. Nerwowo przełykam ślinę i błądzę wzrokiem po budynku.
-Obudziłam się w nocy i on mnie pocałował. Chciałam... Wbić sobie nóż w brzuch, ponieważ powiedział, że to sen. On zapewnił, że wystarczy się położyć.- Tłumaczę cicho, gdyż jestem bliska rozsypki. Dziewczyny mnie przytulają. Dlaczego? Przed chwilą były gotowe mnie rozszarpać. W końcu mnie puszczają. Dlaczego Zayn to zrobił? Przecież to nieprawda. Wybiegam z galerii, mimo krzyków dziewczyn. Zapewne zaraz zadzwonią do Niall'a. Potrzebuję czasu. Biegnę przed siebie, ledwo unikając wypadku. Jestem. Ta altanka, na której z nim byłam. Jak tu trafiłam? Jestem pewna, że ktoś mnie śledził. Mimo to staję na środku. Z mojego telefonu zaczyna płynąć muzyka. Tak szybko? Spoglądam na jego zdjęcie. Muszę podjąć decyzję. Wiem, że się nie zawaham. Pragnę jego szczęścia. Nie będzie szczęśliwy, gdy straci przyjaciela, prawda? Wyłączam telefon. Czas. Tak mało go mam. Biegnę dalej, aż znajduję się przy Tamizie. Na moście. Szybko go mijam i mknę dalej, ku obrzeżom miasta. W końcu znajduję jakiś stary, opuszczony dom. Tu mnie nie znajdom. W razie co barykaduję jeszcze drzwi i spróchniałymi schodami udaję się na górę. Wyłamuję je tak, by nikt nie dostał się na górę. W końcu, gdy siedzę przy ścianie, włączam telefon i dzwonię do Niall'a. Odbiera natychmiast.
-Gdzie jesteś?- Pyta zdyszany i zmartwiony jednocześnie.
-Nie szukaj mnie. I tak nie znajdziesz.- Odpowiadam spokojnie, choć mam ochotę się rozpłakać. On za to łka do słuchawki.
-Nie wrócę, Niall. Przepraszam, że zadaję ci ból, ale tak będzie lepiej. Gdybym mogła cofnąć czas i wiedziała to, co wiem teraz, nigdy nie pozwoliłabym ci mnie pokochać. Tylko cię ranię.
Nie odpowiada od razu. Słyszę, jak dławi się łzami.
-To nieprawda. Przy tobie byłem najszczęśliwszy. Nie oddałbym tego za nic na świecie. Wróć...- Błaga. Ja tylko kręcę głową do samej siebie.
-Przepraszam.- Powtarzam. Zamykam oczy, by nie popłynęły z nich łzy.- Kocham cię. - Zanim zdąża coś powiedzieć, ja się rozłączam i wyłączam telefon. Kładę go delikatnie na brudnej i zimnej podłodze. Mam czas, powtarzam sobie. Boję się tego, co zamierzam zrobić. Wyobrażam sobie jego twarz, pełną bólu i żalu, ale to w końcu minie. A gdy będę żyć? Będę go ranić, to oczywiste. Szukam czegoś, czym mogłabym pozbawić się życia, jednak na próżno. Jedyna myśl, to taka, że przecież mam czas. W końcu postanawiam podpalić dom. Opary zabiją mnie szybciej niż ogień. Rozprzestrzenia się długo, ale już po chwili budynek wypełnia szary dym. Kaszlę i krztuszę się nim. Mam coraz mniej sił. Osuwam się na podłogę. Tracę poczucie miejsca, czasu. Nie dociera do mnie żaden dźwięk. Zamykam oczy.
-Kocham cię, Niall.- Staram się wypowiedzieć to najgłośniej, jak potrafię, choć sama siebie nie słyszę. Czuję ruch. Dom się wali? Nie mam siły, by otworzyć oczy i to sprawdzić. Zasypiam, choć może umieram? Niknę. Przez moją głowę przewijają się momenty, które spędziliśmy razem. Te szczęśliwe i te mniej. Ostatni raz szepczę jego imię i osuwam się do świata, którego nie znam. Śmierć? Przenikliwe, jasne światło. Niepokoi mnie, więc odwracam się i biegnę ku ciemności. Tylko dokąd ona prowadzi? Wybrałam śmierć, czy życie? Przechodzę i wiem, jakiego wyboru dokonałam nieświadomie. Sama nie wiem, czy się cieszyć, czy może załamać. Choć w pewnym stopniu czuję radość. Pewnie tak samo byłoby z tym drugim wyborem.

+ Jak widać, zmieniłam sposób pisania. Nie jest w czasie przeszłym (typu byłam) tylko teraźniejszym (czyli jestem). Nie zamierzam nic dodać na temat tego rozdziału. Niektóre osoby mogą czuć się... Zawiedzione? Sama nie wiem.
PYTANIA? :) http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

2 komentarze:

  1. Uhuhuhu bardzo mi sie podoba ten "nowy" styl pisania. jakoś tak bardziej da sie wczuć. :)
    mam nadzieję że sie nie zabiła. nie znioslabym czytania o cierpieniu nialla.
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń