Usiadłam na chodniku i zaczęłam
płakać. Ludzie przechodzący obok dziwnie się na mnie patrzyli.
Jedni ze współczuciem inni z pogardą. Łzy płynęły
strumieniami, a moim ciałem raz za razem wstrząsał szloch. Nie
mogłam się opanować, a przecież prawie nigdy nie płakałam. Nie
ważne, czy ktoś mnie obraził, uderzył czy cokolwiek innego.
Miałam to w głębokim poważaniu. Tylko... To, co się dziś stało,
zraniło mojej serce. Pękło na tysiące małych kawałeczków,
których nie potrafię skleić. Dlaczego miłość tak boli? Tak,
chodzi o uczucie, bo to ono mnie zraniło, nie osoba, którą nim
obdarowałam. To miłość sprawiła, że siedzę na zimnym,
wilgotnym podłożu i płaczę, jak małe dziecko. Umarł, bo był
chory, ale nic mi nie powiedział. Dlaczego?! Mógł być ze mną
szczery. Myślałam, że wtulę się w niego, powiem, że jest mi
źle. To on był lekiem na wszystkie moje krzywdy. To on pomógł mi
się pozbierać po śmierci rodziców, a teraz... Tak po prostu
odszedł. Bez słów pożegnania. Przecież wiedział, jak bardzo
mnie to zrani. Wiem, że nic nie mógł na to poradzić, ale... Mógł
powiedzieć. Przygotowałabym się. Nie wiem jak, ale na pewno bym
to zrobiła. Tylko jemu ufałam, tylko przy nim byłam szczęśliwa.
Wstałam i ruszyłam przed siebie. Nie patrzyłam na nic, nawet czy
nic nie jedzie. Po prostu przeszłam powoli przez ulicę, nie znając
swojego celu. W końcu dotarłam do starej, ciemnej fabryki. Wszędzie
walały się strzykawki i śpiący... Ćpuni. Usiadłam obok jednego
pod ścianą, ponieważ nie spał. Przyglądał mi się dokładnie.
-Chcesz zapomnieć?- Spytał cicho.
Zamknęłam oczy i pokiwałam głową w potakującym geście. On nie
byłby ze mnie dumny. Byłby zły, że robię coś takiego. Już raz,
po śmierci rodziców, ratował mnie przed czymś takim. Poczułam
wkłucie, a potem była już tylko ciemność.
Nic. Kompletna pustka. Obudziłam się
rano na zimnej podłodze, przykryta 2 kocami. Nikogo nie było. Byłam
na siebie zła, że zrobiłam coś tak lekkomyślnego. Choć z
drugiej strony... Czułam się lepiej. Na jakiś czas zapomniałam o
bólu, ale teraz.... Powrócił, jeszcze silniejszy. Bolało mnie
serce. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki, a zaraz potem
dostrzegłam blondyna. Miał zapuchnięte oczy. Gdy mnie zauważył,
stanął.
-Co tu robisz?- Spytał szeptem. Był
bardzo ładny.
-Leżę. Nie widać?- Odpowiedziałam
oschle. Usiadłam, a on zajął miejsce obok mnie. Zirytowało mnie
to.
-Jesteś ćpunką?- Spytał wprost.
Czułam, że mi się przygląda. Odwróciłam się w jego stronę i
spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Nie.- Warknęłam, a on lekko drgnął.
Odwróciłam ponownie głowę, by nie musieć na niego patrzeć.
Dziwnie się czułam. Obcy chłopak siedzi koło mnie. Może powinnam
uciekać? Choć patrząc na jego delikatną twarz... Ale pozory mylą.
-Więc co tu robisz?- Nie dawał za
wygraną. Miałam wrażenie, że skądś go znam...
-Nie Twój zasrany interes!- Krzyknęłam
i wstałam. W moich oczach zebrały się łzy. Wydarłam się, stojąc
tyłem do blondyna, ale po chwili się ogarnęłam. Spojrzałam na
niego gniewnie i wyszłam. Szłam szybkim krokiem w stronę domu.
Znów dałam się ponieść emocjom. To i tak nie zmienia faktu, że
nie miałam najmniejszej ochoty nikomu zaufać. W końcu i tak każdy
mnie zostawi, prawda?
Niall
Ta dziewczyna... Zaintrygowała mnie.
Dzięki niej choć na chwilę zapomniałem o problemach. Gdy wybiegła
z pomieszczenia... Postanowiłem, że będę ją śledzić. W końcu
weszła do domu. Kurde. Zadzwonić czy nie? Ale co ja jej powiem? „
Hej, to ja. Ten chłopak z fabryki. Chciałem spytać, czy wszystko
okej”. Przecież to brzmi niedorzecznie! Dobra. Na spontana.
[T.I]
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Niechętnie wyszłam z kuchni i otworzyłam drzwi. Stał w nich
blondyn z fabryki. Chciałam zamknąć, ale on wsadził tam swoją
nogę.
-Śledziłeś mnie?- Spytałam
podniesionym głosem. Zrobił przepraszającą
minę.
-Tak, ja... Przepraszam. Chciałem...
Sprawdzić, czy wszystko w porządku. Nie wyglądasz najlepiej...-
Wyszeptał. Nagle zrobiło mi się go żal. Był czuły... Albo po
prostu był zboczeńcem. Mimo to, czułam, że mogę... Zaprosić go
do środka. I tak też zrobiłam. Udaliśmy się do kuchni, gdzie
zrobiłam mu herbaty i 2 kanapki. Sama nie miałam na nic ochoty.
-Jak masz na imię? - Spytał, gdy
zjadł i wypił. Co jak co, ale szybko wciągnął te 2 kanapki, a
wcale nie były takie małe.
-[T.I] I to wszystko, czego się o mnie
dowiesz. Teraz możesz już iść do domu.- Powiedziałam oschle.
Chłopakowi zszedł uśmiech z twarzy.
-Niall. - Powiedział cicho. Był
smutny, a ja rozdarta. Jedna część mnie chciała go przytulić, a
drga kopem wywalić za drzwi. Westchnęłam. Nie uśmiechałam się,
ale miałam ochotę. Choć... W moich oczach zebrały się łzy. Czym
prędzej wyszłam z kuchni i udałam się do łazienki. Zamknęłam
drzwi na klucz i puściłam wodę, by nie było słychać mojego
płaczu. Ryczałam, jak małe dziecko. Twarz schowałam w dłonie.
Dlaczego mnie zostawił?! Nie mogłam przestać, a ból w klatce
piersiowej sprawił, że położyłam się na podłodze. Czy to
możliwe, żeby w wieku 19 lat mieć zawał? Nie zastanawiałam się
nad tym długo, ponieważ straciłam przytomność.
Niall
Pukałem, krzyczałem i nadal nic.
Waliłem z całej siły, ale nic nie słyszałem. Tylko ta cholerna
woda. W końcu spod drzwi zaczęła wypływać ciecz.
-Boże, [T.I]! - Krzyknąłem. Wziąłem
rozpęd i wyważyłem drzwi. Wody było mnóstwo, a ona leżała
nieprzytomna w tej kałuży. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do
salon. Sprawdziłem puls. Słaby. Zadzwoniłem po karetkę, która
przyjechała dość szybko. Zabrali ją, a ja wciąłem się na siłę.
Trzymałem ją cały czas za rękę, a moje oczy zaszkliły się
łzami. Nie wiem, dlaczego. Ona była... Niesamowita. W międzyczasie
usłyszałem coś o zawale... Czy to możliwe?
W szpitalu cały czas byłem przy niej.
Okazało się, że ma bardzo słabe serce. To musiał być bardzo
duży stres. Gdy się obudziła, opowiedziała mi dokładnie
wszystko. Nie sądziłem, że z każdym dniem spędzonym przy niej,
będę się bardziej zakochiwał. Była wspaniała, a życie tak ją
krzywdziło. Obiecałem sobie, że nigdy nie zrobię jej krzywdy.
<Kilka miesięcy później>.
Święta. Siedzieliśmy z [T.I]
drugiego dnia świąt w jej domu. Sami. To już 6 miesięcy, odkąd
się poznaliśmy. Na początku nie było świetnie, ale z każdym
kolejnym dniem było lepiej. Byliśmy przyjaciółmi, choć skrycie
marzyłem o czymś więcej. Nie chciałem na nią naciskać, była
taka delikatna... Zawsze chodziła ze mną tam, gdzie chciałem.
Często bywaliśmy z zespołem. Nie rozmawiała prawie z nikim, była
przy nich taka cicha. Graliśmy w karty i wygłupialiśmy się.
Stwierdziłem, że to odpowiedni moment.
[T.I]
Niall był najważniejszą osobą w
moim życiu. Opiekował się mną, pilnował i sprawdzał, czy biorę
leki. Był po prostu idealny. Z jednym małym „ale”. Częste
próby i wyjazdy... Tylko, że zabierał mnie ze sobą. Spędzałam
dużo czasu z jego zespołem. Byli sympatyczni, bardzo się starali,
mimo to.... Nie potrafiłam zaufać tylu osobom naraz. Miałam mojego
farbowanego blondynka i to mi wystarczało. Nagle przerwał naszą
zabawę i spojrzał mi głęboko w oczy.
-[T.I]. Muszę Ci coś powiedzieć.
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu... I chcę... To
znaczy... Chciałbym spytać...- Przerwał i przełknął głośno
ślinę. Pocałowałam go, a on zszokowany to odwzajemnił. Oderwałam
się od niego i uśmiechnęłam.
-Tak, chcę.- Uśmiechnęłam się.
-Nawet nie wiesz, o co chciałem
spytać.- Żachnął się. Westchnęłam.
-Mów. To znaczy pytaj.- Zaśmiałam
się. Chłopak zszedł z kanapy i ukląkł przede mną. Moje źrenice
rozszerzyły się do granic możliwości. Z kieszeni wyjął czerwone
pudełeczko.
-Wyjdziesz za mnie?- Powiedział
szybko. Chyba bał się, że znów się zatnie. Pocałowałam go.
-Nie zmieniam decyzji. - Powiedziałam,
ze łzami w oczach.
+ Chcę więcej czytających na opowiadaniu!
+ Chcę więcej czytających na opowiadaniu!
Nie podoba mi sie ten Imagin. jak na mój gust zbyt tragiczny. no i jeszcze nie są nawet razem a on od razu sie oświadcza. zbyt nierealistyczne.
OdpowiedzUsuńale opowiadanie o carolin niesamowicie mnie wciagnelo.
iwona :*