sobota, 1 grudnia 2012

Four- Niall


Usiadłam na chodniku i zaczęłam płakać. Ludzie przechodzący obok dziwnie się na mnie patrzyli. Jedni ze współczuciem inni z pogardą. Łzy płynęły strumieniami, a moim ciałem raz za razem wstrząsał szloch. Nie mogłam się opanować, a przecież prawie nigdy nie płakałam. Nie ważne, czy ktoś mnie obraził, uderzył czy cokolwiek innego. Miałam to w głębokim poważaniu. Tylko... To, co się dziś stało, zraniło mojej serce. Pękło na tysiące małych kawałeczków, których nie potrafię skleić. Dlaczego miłość tak boli? Tak, chodzi o uczucie, bo to ono mnie zraniło, nie osoba, którą nim obdarowałam. To miłość sprawiła, że siedzę na zimnym, wilgotnym podłożu i płaczę, jak małe dziecko. Umarł, bo był chory, ale nic mi nie powiedział. Dlaczego?! Mógł być ze mną szczery. Myślałam, że wtulę się w niego, powiem, że jest mi źle. To on był lekiem na wszystkie moje krzywdy. To on pomógł mi się pozbierać po śmierci rodziców, a teraz... Tak po prostu odszedł. Bez słów pożegnania. Przecież wiedział, jak bardzo mnie to zrani. Wiem, że nic nie mógł na to poradzić, ale... Mógł powiedzieć. Przygotowałabym się. Nie wiem jak, ale na pewno bym to zrobiła. Tylko jemu ufałam, tylko przy nim byłam szczęśliwa. Wstałam i ruszyłam przed siebie. Nie patrzyłam na nic, nawet czy nic nie jedzie. Po prostu przeszłam powoli przez ulicę, nie znając swojego celu. W końcu dotarłam do starej, ciemnej fabryki. Wszędzie walały się strzykawki i śpiący... Ćpuni. Usiadłam obok jednego pod ścianą, ponieważ nie spał. Przyglądał mi się dokładnie.
-Chcesz zapomnieć?- Spytał cicho. Zamknęłam oczy i pokiwałam głową w potakującym geście. On nie byłby ze mnie dumny. Byłby zły, że robię coś takiego. Już raz, po śmierci rodziców, ratował mnie przed czymś takim. Poczułam wkłucie, a potem była już tylko ciemność.

Nic. Kompletna pustka. Obudziłam się rano na zimnej podłodze, przykryta 2 kocami. Nikogo nie było. Byłam na siebie zła, że zrobiłam coś tak lekkomyślnego. Choć z drugiej strony... Czułam się lepiej. Na jakiś czas zapomniałam o bólu, ale teraz.... Powrócił, jeszcze silniejszy. Bolało mnie serce. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki, a zaraz potem dostrzegłam blondyna. Miał zapuchnięte oczy. Gdy mnie zauważył, stanął.
-Co tu robisz?- Spytał szeptem. Był bardzo ładny.
-Leżę. Nie widać?- Odpowiedziałam oschle. Usiadłam, a on zajął miejsce obok mnie. Zirytowało mnie to.
-Jesteś ćpunką?- Spytał wprost. Czułam, że mi się przygląda. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Nie.- Warknęłam, a on lekko drgnął. Odwróciłam ponownie głowę, by nie musieć na niego patrzeć. Dziwnie się czułam. Obcy chłopak siedzi koło mnie. Może powinnam uciekać? Choć patrząc na jego delikatną twarz... Ale pozory mylą.
-Więc co tu robisz?- Nie dawał za wygraną. Miałam wrażenie, że skądś go znam...
-Nie Twój zasrany interes!- Krzyknęłam i wstałam. W moich oczach zebrały się łzy. Wydarłam się, stojąc tyłem do blondyna, ale po chwili się ogarnęłam. Spojrzałam na niego gniewnie i wyszłam. Szłam szybkim krokiem w stronę domu. Znów dałam się ponieść emocjom. To i tak nie zmienia faktu, że nie miałam najmniejszej ochoty nikomu zaufać. W końcu i tak każdy mnie zostawi, prawda?
Niall
Ta dziewczyna... Zaintrygowała mnie. Dzięki niej choć na chwilę zapomniałem o problemach. Gdy wybiegła z pomieszczenia... Postanowiłem, że będę ją śledzić. W końcu weszła do domu. Kurde. Zadzwonić czy nie? Ale co ja jej powiem? „ Hej, to ja. Ten chłopak z fabryki. Chciałem spytać, czy wszystko okej”. Przecież to brzmi niedorzecznie! Dobra. Na spontana.
[T.I]
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie wyszłam z kuchni i otworzyłam drzwi. Stał w nich blondyn z fabryki. Chciałam zamknąć, ale on wsadził tam swoją nogę.
-Śledziłeś mnie?- Spytałam podniesionym głosem. Zrobił przepraszającą
minę.
-Tak, ja... Przepraszam. Chciałem... Sprawdzić, czy wszystko w porządku. Nie wyglądasz najlepiej...- Wyszeptał. Nagle zrobiło mi się go żal. Był czuły... Albo po prostu był zboczeńcem. Mimo to, czułam, że mogę... Zaprosić go do środka. I tak też zrobiłam. Udaliśmy się do kuchni, gdzie zrobiłam mu herbaty i 2 kanapki. Sama nie miałam na nic ochoty.
-Jak masz na imię? - Spytał, gdy zjadł i wypił. Co jak co, ale szybko wciągnął te 2 kanapki, a wcale nie były takie małe.
-[T.I] I to wszystko, czego się o mnie dowiesz. Teraz możesz już iść do domu.- Powiedziałam oschle. Chłopakowi zszedł uśmiech z twarzy.
-Niall. - Powiedział cicho. Był smutny, a ja rozdarta. Jedna część mnie chciała go przytulić, a drga kopem wywalić za drzwi. Westchnęłam. Nie uśmiechałam się, ale miałam ochotę. Choć... W moich oczach zebrały się łzy. Czym prędzej wyszłam z kuchni i udałam się do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i puściłam wodę, by nie było słychać mojego płaczu. Ryczałam, jak małe dziecko. Twarz schowałam w dłonie. Dlaczego mnie zostawił?! Nie mogłam przestać, a ból w klatce piersiowej sprawił, że położyłam się na podłodze. Czy to możliwe, żeby w wieku 19 lat mieć zawał? Nie zastanawiałam się nad tym długo, ponieważ straciłam przytomność.

Niall
Pukałem, krzyczałem i nadal nic. Waliłem z całej siły, ale nic nie słyszałem. Tylko ta cholerna woda. W końcu spod drzwi zaczęła wypływać ciecz.
-Boże, [T.I]! - Krzyknąłem. Wziąłem rozpęd i wyważyłem drzwi. Wody było mnóstwo, a ona leżała nieprzytomna w tej kałuży. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salon. Sprawdziłem puls. Słaby. Zadzwoniłem po karetkę, która przyjechała dość szybko. Zabrali ją, a ja wciąłem się na siłę. Trzymałem ją cały czas za rękę, a moje oczy zaszkliły się łzami. Nie wiem, dlaczego. Ona była... Niesamowita. W międzyczasie usłyszałem coś o zawale... Czy to możliwe?
W szpitalu cały czas byłem przy niej. Okazało się, że ma bardzo słabe serce. To musiał być bardzo duży stres. Gdy się obudziła, opowiedziała mi dokładnie wszystko. Nie sądziłem, że z każdym dniem spędzonym przy niej, będę się bardziej zakochiwał. Była wspaniała, a życie tak ją krzywdziło. Obiecałem sobie, że nigdy nie zrobię jej krzywdy.
<Kilka miesięcy później>.
Święta. Siedzieliśmy z [T.I] drugiego dnia świąt w jej domu. Sami. To już 6 miesięcy, odkąd się poznaliśmy. Na początku nie było świetnie, ale z każdym kolejnym dniem było lepiej. Byliśmy przyjaciółmi, choć skrycie marzyłem o czymś więcej. Nie chciałem na nią naciskać, była taka delikatna... Zawsze chodziła ze mną tam, gdzie chciałem. Często bywaliśmy z zespołem. Nie rozmawiała prawie z nikim, była przy nich taka cicha. Graliśmy w karty i wygłupialiśmy się. Stwierdziłem, że to odpowiedni moment.
[T.I]
Niall był najważniejszą osobą w moim życiu. Opiekował się mną, pilnował i sprawdzał, czy biorę leki. Był po prostu idealny. Z jednym małym „ale”. Częste próby i wyjazdy... Tylko, że zabierał mnie ze sobą. Spędzałam dużo czasu z jego zespołem. Byli sympatyczni, bardzo się starali, mimo to.... Nie potrafiłam zaufać tylu osobom naraz. Miałam mojego farbowanego blondynka i to mi wystarczało. Nagle przerwał naszą zabawę i spojrzał mi głęboko w oczy.
-[T.I]. Muszę Ci coś powiedzieć. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu... I chcę... To znaczy... Chciałbym spytać...- Przerwał i przełknął głośno ślinę. Pocałowałam go, a on zszokowany to odwzajemnił. Oderwałam się od niego i uśmiechnęłam.
-Tak, chcę.- Uśmiechnęłam się.
-Nawet nie wiesz, o co chciałem spytać.- Żachnął się. Westchnęłam.
-Mów. To znaczy pytaj.- Zaśmiałam się. Chłopak zszedł z kanapy i ukląkł przede mną. Moje źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Z kieszeni wyjął czerwone pudełeczko.
-Wyjdziesz za mnie?- Powiedział szybko. Chyba bał się, że znów się zatnie. Pocałowałam go.
-Nie zmieniam decyzji. - Powiedziałam, ze łzami w oczach.

+ Chcę więcej czytających na opowiadaniu!

1 komentarz:

  1. Nie podoba mi sie ten Imagin. jak na mój gust zbyt tragiczny. no i jeszcze nie są nawet razem a on od razu sie oświadcza. zbyt nierealistyczne.

    ale opowiadanie o carolin niesamowicie mnie wciagnelo.
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń