Otwieram oczy, ale momentalnie z powrotem je zamykam. Światło
jest tak jasne, że razi niemiłosiernie. Leżę, czuję się wypoczęta. Tylko gdzie
jestem? Nie zdążyłam nic dostrzec przez ten krótki moment. Wytężam słuch.
Delikatne buczenie lamp, głosy dochodzące z oddali. Oddech. Jeden, nierówny,
gdzieś niedaleko. Poruszam palcami. Pod opuszkami czuję gładką pościel. Dopiero
teraz uświadamiam sobie, jak wygodnie mi się leży. W powietrzu czuć zapach
chemii. Delikatnie uchylam powieki, by rozejrzeć się po sali szpitalnej. Niall
śpi na małej kanapie, w rogu pomieszczenia. Pewnie zapłacił... Cicho wzdycham.
Jak się tu znalazłam? Byłam pewna, że się uda. Mnie nawet śmierć nie chce...
Głupi ma zawsze szczęście. Zaciskam dłonie w pięści. Czuję narastającą złość.
Pierwszy raz byłam tego w 100% pewna, nie zawahałam się. Więc jak? Odludzie.
Nawet, jeśli ktoś zauważył pożar, to przecież wyłamałam schody i zastawiłam
drzwi. Otwieram usta i próbuję coś powiedzieć, ale mój głos odmawia mi
posłuszeństwa. Zastanawiam się, jak go obudzić. Nie mam tyle siły, by wstać.
Znów próbuję go zawołać, ale z mojego gardła wydobywa się tylko cichy skrzek.
OBUDŹ SIĘ !, krzyczę w myślach. Tylko, że to nic nie da. Chcę z nim porozmawiać,
wyjaśnić mu wszystko. Choć właściwie ja sama chcę wyjaśnień. Dlaczego żyję?
Zamykam oczy i właśnie w tym momencie zaczyna dzwonić jego telefon.
-Halo?- Mówi zaspanym głosem do słuchawki. Nadal brzmi tak
samo. Kilka razy potakuje i mówi, że za pewien czas przyjedzie. Słyszę, jak
wzdycha. Otwieram oczy i spoglądam na niego. Od razu, gdy to zauważa, dochodzi
do mojego łóżka. Delikatnie całuje mnie w głowę. Siada i mocno ściska moją
dłoń.
-Nigdy więcej.- Mówi jednocześnie gniewnie, ale też z niekryjącą
się ulgą. Przytula mnie delikatnie. Próbuję się odezwać, ale nie mogę. Gdy się
odsuwa, wskazuję palcem na szyję i kręcę przecząco głową.
-Nie możesz mówić? - Widocznie się dziwi. Przytakuję. Wstaje
i całuje mnie w usta. Przez chwilę tkwimy w bezruchu, ale on w końcu się
odsuwa. Gdy otwiera drzwi mówi tylko:
-Idę po lekarza.- I wychodzi. Znów jestem sama. Chwilę na
przemyślenia. Może źle zrobiłam? Nie czekam długo, ponieważ już po chwili w
sali pojawia się Niall ze starszym mężczyzną. Ubrany w biały kitel z jakąś
plakietką i posiwiałymi włosami. Uśmiecha się delikatnie do mnie, na co ja
odpowiadam tym samym. Później zadaje mi pytania, typu jak się czuję itp., na co
ja odpowiadam skinieniami głowy. Dodatkowo wiem, że byłam w śpiączce przez 2
tygodnie. To czasem nie znaczy, że wakacje się skończyły? O to nie zapytam.
Zostajemy sami. Niall opowiada różne historie i o tym, jak chłopaki się martwią
(ta, a szczególnie Zayn). No i też o tym, że się pogodzili. Pół sukcesu. W
końcu dochodzi do tego, jak żyję. Więc śledził mnie reporter i, gdy tylko
zauważył dym, zadzwonił po pomoc. Zajęło im to tyle czasu, ponieważ schody były
wyłamane. Nie miał do mnie żadnych pretensji, o dziwo. Pomógł mi zjeść (FUJ), a
później sam poszedł zjeść. Ja za to zrobiłam sobie krótką drzemkę.
***
Budzą mnie hałasy. Widać mnóstwo osób przyszło. Powoli
otwieram oczy i rozglądam się po pełnej sali. Całe One Direction, Eleanor,
Danielle, Jenna. Wszyscy jednocześnie cichną i patrzą na mnie, a ja tylko
wytykam im język i z powrotem zamykam oczy. Mimo iż czuję się wypoczęta, z
chęcią bym jeszcze pospała. Niestety, moi goście mi nie dają. Nie lubię,
gdy ktoś mnie budzi. Czuję czyjeś usta na czole.
-Słońce, jak wczoraj wychodziłem coś zjeść, tak ty przespałaś
cały dzień.- Mówi Niall. Patrzę na niego zdziwiona, a on uśmiecha się lekko.
Następnie pomaga mi usiąść i wszyscy wypytują mnie, jak się czuję. Nie
odpowiadam, więc patrzą na mnie zdziwieni. Odchrząkuję i podejmuję próbę.
-Ja...- Zbieram całe siły.- Nie mogłam mówić.- Mówię cicho,
choć staram się jak najgłośniej. Blondyn mnie przytula.
-Brawo! Pierwszy raz się odezwałaś.- Całuje mój policzek, a
ja posyłam mu wesoły uśmiech. Później rozmawiamy, śmiejemy się i wygłupiamy. Ja
odzywam się mało, ale reszta nawija na okrągło. Po około 3 minutach żegnają się
i opuszczają salę. Zostaje tylko Niall.
-Byleś przy mnie całe 2 tygodnie?- Pytam cicho. Gdybym mogła,
spytałabym głośniej.
-Nie do końca. Czasem nie mogłem więc była tu któraś
dziewczyna. - Siada koło mnie i głaszcze mój policzek. Wiem, co chce zrobić.
Uśpić mnie. Gładzi moje włosy, składa delikatne pocałunki na całej twarzy.
Zaczyna nucić kołysankę. Powoli odpływam.
-Niall?- Szepczę resztką sił. Przerywa melodię.
-Słucham?-Pyta, również szeptem. Wtulam się w niego bardziej.
-Przepraszam. Nie chciałam was poróżnić.- Mówię i mam ochotę
się rozpłakać.
-Wiem. Śpij.- Chce mnie zbyć, a ja nie mam siły się stawiać.
Jestem zbyt zmęczona na kłótnię.
-Wiem, że źle zrobiłam. Rozumiem to teraz.- Ciągnę. Wiem, że
chce już coś powiedzieć, więc kontynuuję.- Cierpiałbyś, gdybym odeszła.
Przepraszam. Nie chciałam, żebyś stracił przyjaciela. Tylko że, moja śmierć nic
by nie dała.- Ziewam. Gładzę materiał jego bluzy.- Kocham cię.- Wypowiadam
resztkami sił. Wiem, że jeszcze chwilę myśli nad moimi słowami.
-Ja także cię kocham.- Mówi spokojnie i z powrotem nuci
kołysankę. Czuję się bezpiecznie, czego od dawna mi brakowało.
-Jak wyjdę ze szpitala, to pójdę do psychologa.- Nie jestem
pewna, czy wypowiedziałam te słowa, ponieważ odpływam do krainy snów.
***
Gdy się budzę, czuję przy sobie ciepło drugiego ciała.
Widocznie oboje zasnęliśmy w swoich objęciach. Delikatnie całuję jego malinowe
usta. Czuję, że gardło dziś na więcej się zda.
-Niall...- Mówię dość głośno. Wzdycham, gdy nie otrzymuję
reakcji.
-O boże, pizza! - Piszczę, a on momentalnie otwiera oczy.
-GDZIE PIZZA?!-Wydziera się. Ja tylko się śmieję.
-Nie ma. - Mówię spokojnie. On piorunuje mnie wzrokiem.
-Widzę, że humor wraca.- Mówi radośnie. Znów muskam jego usta
i chcę się odsunąć, gdy on przyciska mnie bardziej do siebie. Całujemy się
namiętnie i tak zachłannie, jakbyśmy nie robili tego rok. A przecież to tylko
ponad 2 tygodnie. W końcu się odsuwamy. W jego oczach dostrzegam iskierki, na
co przygryzam dolną wargę. Uśmiecha się.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa- Mówi, stykając swoje czoło
z moim.
-Tak, jak brak jedzenia?- Pytam ze śmiechem. On tylko
ponownie mnie całuje. Później spędzamy dzień zwyczajnie. Czyli wygłupy,
rozmowy, jedzenie (FUJ) + jakieś badania i konsultacja z lekarzem. Wieczorem
znów siedzimy w swoich objęciach.
-Jutro wychodzisz...- Mówi radośnie. Patrzę na niego, ale nie
potrafię nic wyczytać z jego twarzy.
-Tak. Już nie mogę się doczekać.-Odpowiadam. Przez chwilę
zastanawiam się, jak teraz będzie. Wrócę do Polski? Porozmawiam z chłopakami?
Nadal będę z Niall'em? Wszystko jest jedną, wielką niewiadomą.
-Zamieszkasz ze mną.- Mówi nagle.- Kupimy coś i będziemy
tylko we dwoje.- Patrzę na niego z pytającym wyrazem twarzy, a on się uśmiecha.
-Zamierzasz tak po prostu zostawić chłopaków?- Pytam.
-Wiesz. Jesteśmy parą, więc powinniśmy razem zamieszkać. Jak
Liam z Danielle, albo Louis z Eleanor. - Odpowiada spokojnie.
-Wow. Aż tyle przespałam?- Oboje się śmiejemy. Po chwili
jednak się ogarniamy, a on patrzy mi głęboko w oczy. Dostaję dreszczy, gdy tak
przeszywa mnie spojrzeniem swoich błękitnych tęczówek.
-Chcę tego. Chcę, byś była przy mnie. Nie pozwolę ci wrócić
do ojca.- Szepcze, a ja wtulam się w niego. Nie chcę wracać. Nie chcę nawet
pamiętać, ale tego nie da się zrobić. Zresztą, jak on to sobie wyobraża? Ciągłe
wyjazdy, wyjścia. Prawie wcale go nie będzie, więc dom będzie bardziej mój.
Choć z drugiej strony, skoro czekałam na niego 2 lata, to przeczekam te trasy.
-Nie mam zamiaru wracać.- Mówię spokojnie. Nawet gdybym nie miała gdzie mieszkać, nie wróciłabym do niego. Wolałabym żyć na ulicy. Czuję jak Niall delikatnie głaszcze moje włosy.
-Nie mam zamiaru wracać.- Mówię spokojnie. Nawet gdybym nie miała gdzie mieszkać, nie wróciłabym do niego. Wolałabym żyć na ulicy. Czuję jak Niall delikatnie głaszcze moje włosy.
-Więc co ty na to?- Nie daje za wygraną. Wzdycham i poprawiam
się w jego objęciach. Ściągam z siebie kołdrę, ponieważ wystarcza mi jego
ciepło.
-Jasne.- Mówię, bo wiem, że i tak nie zmieni zdania. W
najgorszym wypadku będzie się zachowywał jak rozkapryszone dziecko, które nie
dostało wymarzonej zabawki, na co ja (żeby się zamknął) na pewno się zgodzę.
Wolę oszczędzić sobie tej szopki.
-To świetnie, bo już kupiłem dom.- Odrywam się od niego.
-Co zrobiłeś?!- Niemalże krzyczę. Patrzy na mnie z
zakłopotaniem, a po chwili się wyszczerza.
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Więc kupiłem dom, a chłopaki
pomogli mi urządzić.- Mówi spokojnie. Jestem na niego zła, ponieważ sam podjął
taką decyzję. Odwracam się od niego i układam na łóżku.
-No nie bądź zła...-Mówi błagalnie i całuje moje ramie,
szyję, policzek. Pozostaję niewzruszona, aż dochodzi do mnie z przodu i patrzy
mi w oczy. Muska delikatnie moje usta. Wzdycham. Jak można być na niego złym?
Wchodzi do łóżka, a ja znów wygodnie układam się w jego objęciach.
-Co nie zmienia faktu, że i tak jestem zła.- Mówię, a
następnie przeciągle ziewam. On tylko przez chwilę się śmieje, a później, jak
co dzień, nuci mi kołysankę i oboje zasypiamy w swoich objęciach.
***
***
-Wstawaj, śpiochu.
-Która godzina?
-13- Słyszę jego śmiech. Otwieram oczy i widzę, że przyszli
wszyscy. No poważnie?
-Pojedziemy nad jezioro. W końcu to ostatni dzień wakacji!-
Krzyczy uradowany Louis, a Eleanor zakrywa mu usta dłonią.
-Jesteśmy w szpitalu, nie krzycz.- Mówi spokojnie i zabiera
rękę. Teraz Lou wyglądał jak małe dziecko. Harry się z niego śmieje, a Zayn
rozmawia z kimś przez telefon. Liam mówi coś do Danielle. Dopiero teraz
zauważyłam, że nie ma Jenny.
-Super.- Chrypię. Patrzę na Niall'a, który uśmiecha się
ochoczo.
-Wypis załatwiony. Musisz się tylko ubrać i wyjść.-
Chichocze. Patrzę na niego spode łba.
-A mam ubrania?- Pytam.
-Przywiozłem ! - Wydziera się Harry i podaje mi torbę.
Wszyscy na mnie patrzą.
-No co? Wynocha! Chcę się ubrać.- I wychodzą. Ja z torby
wybieram szare rurki, czarną bokserkę i czarne converse. Oczywiście zakładam
również bieliznę. Robię delikatny makijaż, rozczesuję włosy i, uprzednio
zabierając wszystkie rzeczy, wychodzę z sali szpitalnej.
-Idziemy?- Pytam, a oni przytakują. Wsiadamy do dużego Vana i
ruszamy. W drodze rozmawiamy i się wygłupiamy. Po niecałej godzinie jesteśmy na
miejscu. Widok jest przepiękny. Przejrzyste jezioro otacza gęsty, ciemny las.
Rozkładamy koce i siadamy, a chłopaki od razu wskakują do wody. Ja, Eleanor i
Danielle się z nich śmiejemy. Następnie zjadam kanapkę. Delektuję się nią, jak
nie wiadomo jakim rarytasem. Nienawidzę szpitalnego żarcia.
-Chodź, popływasz.- Mówi cały mokry Niall.
-Nie umiem pływać.- Przypominam.
-Więc będę cię nosił w wodzie!- Krzyczy i zaciąga mnie w
stronę jeziora.
+Coś ode mnie, jak zwykle. Lecimy ku końcowi w obrotnym tempie, bo mam wenę ! Jeaa ;D Piszę rozdział 15, który mnie osobiście bardzo się podoba i może skończę go dziś, ale dodam dopiero po nowym roku. Właśnie! Dziękuję za wspaniały rok. Dziękuję za każdy komentarz, który poprawiał mi humor. Dziękuję wam, że to czytacie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Może nie jesteście ze mną od początku, ale mam nadzieję, że będziecie do końca :) Szczęśliwego nowego roku ! Życzę wam, by był lepszy niż każdy poprzedni. I by w 2013 spełniły się wasze marzenia! Kocham, Malwina. :)
+Coś ode mnie, jak zwykle. Lecimy ku końcowi w obrotnym tempie, bo mam wenę ! Jeaa ;D Piszę rozdział 15, który mnie osobiście bardzo się podoba i może skończę go dziś, ale dodam dopiero po nowym roku. Właśnie! Dziękuję za wspaniały rok. Dziękuję za każdy komentarz, który poprawiał mi humor. Dziękuję wam, że to czytacie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Może nie jesteście ze mną od początku, ale mam nadzieję, że będziecie do końca :) Szczęśliwego nowego roku ! Życzę wam, by był lepszy niż każdy poprzedni. I by w 2013 spełniły się wasze marzenia! Kocham, Malwina. :)
AAAAAAAAAAAA uwielbiam twoje opowiadania ! Nawzajem Happy New Year ♥
OdpowiedzUsuńNiech to sie jeszcze nie konczy na pewno znajdziesz pelno pomyslow na kolejne rozdzialy a opowiadanie jest swietne
OdpowiedzUsuńAwwwww to z niallem jest świetne! kocham takie sfitaśne scenki! i jeszcze zamieszkają razem! yeah! ciekawe co sie wydarzy nad jeziorem. :)
OdpowiedzUsuńiwona :*