czwartek, 27 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 10


Obudziłam się, wrzeszcząc na całe gardło. Niall i Zayn od razu do mnie podbiegli. Zerwałam się z łóżka i mocno wtuliłam w blondyna, płacząc. Strasznie głośno szlochałam, i z całych sił tuliłam Irlandczyka, przez co całe ciało mnie bolało. Czułam na sobie kilka spojrzeń. Wszyscy na pewno byli zdziwieni. Nie mogłam z siebie wykrztusić ani słowa. Cieszyłam się, że to był tylko zły sen. Bałam się, cholernie się bałam, że to może być prawdą. Co ja zrobię, jeśli coś mu się stanie? Nie potrafię bez niego żyć. Chłopak szeptał mi coś do ucha, ale przez szum w mojej głowie, nic nie zrozumiałam. Tylko tuliłam go do siebie, nie pozwalając mu się odsunąć nawet na centymetr. Wdychałam jego zapach, jakby od tego zależało moje życie. Był ciepły, a jego ramiona dawały ukojenie. Zmoczyłam już spory kawałek jego szarej bluzy swoimi łzami. Nie mogłam przestać płakać, mimo tego, że mnie tulił i głaskał po plecach i włosach. Delikatnie całował w policzek między słowami. Chyba chciał wiedzieć, co się stało. Choć niby jak mam mu to powiedzieć? " Śniło mi się, że broniłeś mnie przed ojcem, a on przez to cię zabił". Przecież to brzmi niedorzecznie, a jednak sen był tak realistyczny, że byłam pewna, że to dzieje się naprawdę. Może tak było, a teraz śnię? Nie wiem, co jest realią. Nie wiem, czy żyje. Nie wiem, czy naprawdę go przytulam. Wiem tylko, że kocham go ponad wszystko. Uszczypnęłam się delikatnie w rękę. Zabolało. Wcześniej, jak mnie bił, też bolało. Czy może to wspomnienie bólu? Niall powiedział coś do pozostałych i wszyscy wyszli. Posadził mnie na łóżku, a sam usiadł obok.
-Powiesz mi? - Spytał cicho, splatając swoje palce z moimi.
-Nie wiem, czy jesteś tu naprawdę. Nie wiem, czy żyjesz. - Szepnęłam, ponownie zanosząc się szlochem. Niall bez słowa mnie przytulił. Płakałam i pociągałam nosem.
-Boję się. Nie chcę cię stracić. Proszę, udowodnij mi, że tu jesteś.- Powiedziałam, lekko się jąkając. Nie wiedziałam, co robić. Jak zdobyć pewność, że nie śnię? Irlandczyk odsunął się ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Złączył nasze usta w długim, namiętnym i pełnym miłości pocałunku. Jego usta były miękkie i słodkie. Jak zawsze. Pełne uczucia. Oparł się czołem, o moje czoło i spojrzał w oczy. Delikatnie się uśmiechał.
-Może być? - Spytał cicho. Przygryzłam dolną wargę.
-Może. - Uśmiechnęłam się słodko.
-Jestem tu, Caroline. Nigdy cię nie opuszczę. Kocham cię.- Szepnął cicho. Delikatnie musnęłam jego wargi.
-Ja także ciebie kocham. Po prostu... Śniło mi się, że jestem w domu. W Polsce. On znów mnie bił, a ty zacząłeś mnie bronić...- Głośno przełknęłam ślinę. Łzy znów zasłoniły cały świat.
-On cię zabił.- Powiedziałam, a słony płyn spłynął po moich policzkach. Wzdrygnęłam się na wspomnienie dużej ilości krwi, wokół ciała ukochanego. Tak bardzo się wtedy bałam i tak bardzo mnie bolała myśl, że już nigdy więcej mnie nie przytuli, nie pocałuje, nie powie, że mnie kocha... Że stracę cały mój świat w jednej chwili, a moje serce pęknie na miliony małych kawałeczków. Już pękło. W śnie, choć ból był bardzo realistyczny. Niall mnie przytulił. Tak mocno i pewnie...
-A co się stało z twoją mamą?- Spytał po chwili ciszy. Westchnęłam i odsunęłam się od niego.
-Gdy tylko ojciec zaczął pić, zostawiła go i mnie. Znalazła sobie innego. Niby utrzymuję z nią kontakt. Wysyła mi prezenty, życzenia... Ale to wszystko. Nawet nie wie, że jestem tu, w Londynie. Z resztą ojciec też nie.- Zamknęłam oczy. Teoretycznie mogli już wiedzieć, z gazet lub internetu...
-Nie rozumiem... Tak, jakby mój wyjazd spowodował, że wszystko w twoim życiu zaczęło się walić. -Potarł czoło. Ma rację, to dziwne. On wyjechał, a później... Chwyciłam jego dłoń.
-Mimo tego się nie podałam. Dla ciebie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Niall pocałował mnie w czoło.
-Może się zdrzemniesz?- Spytał cicho.
-O, nie. Nie mam zamiaru znów mieć tego zrytego snu.- Powiedziałam, lekko się krzywiąc.
-To teraz w ogóle nie masz zamiaru spać? - Zaśmiał się.
-To dobry pomysł. Przynajmniej nie będę się darła.
-A jeśli położę się z tobą? - Spytał, robiąc minę szczeniaczka. Westchnęłam ciężko.
-Pod warunkiem, że w domu.- Uśmiechnęłam się hytro. Zrobił zrezygnowaną minę.
-Okej. Idę po wypis, a ty się przebierz. - Gdy tylko wyszedł z sali, założyłam czystą bieliznę, szare rurki, czarną bokserkę, a na to bluzę, którą kupiłam niedawno, czarną z napisem "I Love London" i na koniec włożyłam czarne converse. Noga i ręka bolały, ale głowa o dziwo nie. Rozczesałam włosy szczotką, którą także znalazłam w torbie. Westchnęłam, po czym (zabierając resztę swoich rzeczy) wyszłam z sali. Wszyscy moi... Przyjaciele? Siedzieli i czekali. Na mój widok każdy się uśmiechnął, a Zayn mnie przytulił. Później dołączyli do niego wszyscy inni, łącznie z Eleanor. Staliśmy tak grupką, tuląc się nawzajem. To się nazywa wsparcie.  W moich oczach zebrały się łzy. Naprawdę mam przyjaciół, którym mogę zaufać i wszystko powiedzieć, a oni mi pomogą. Po chwili wszyscy się odsunęli, a ja wytarłam rękawem oczy. Usiadłam na krzesełku obok Malika. W końcu przyszedł Niall z lekarzem. Podpisałam potrzebne papiery i wszyscy ruszyliśmy w stronę wyjścia. W samochodzie nikt się nie odzywał, a gdy znaleźliśmy się w domu, od razu poszłam do swojego pokoju. Nie minęło nawet 5 minut, a ktoś już dobijał się do moich drzwi. Zrezygnowana powiedziałam "proszę", a do pokoju wszedł Zayn. Usiadł koło mnie na łóżku. Nie patrzyliśmy na siebie. Nie wiem po co tu przyszedł, ale zaczynał mnie coraz bardziej irytować. Miałam ochotę wyrzucić go z pokoju, powiedzieć, żeby dał mi spokój. Odwalił się. Wolałabym go w ogóle nie poznać. Dręczyło mnie i denerwowało to, co powiedział przez sen. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pogadać z nim o tym, czy może udać, że nic takiego nie było? Teraz, gdy siedział koło mnie, stykając się ze mną ramieniem... Jego bliskość mnie rozkojarzała. Jego zapach, ciepło, wzrok... Coś było.
-Kurwa, no! - Krzyknęłam po polsku, wstając. Co do cholery jest ze mną nie tak? On nadal siedział ze spuszczoną głową, jakby mnie tu nie było. Wyszłam na balkon i oparłam się łokciami o barierki. Słońce właśnie wschodziło. Patrzyłam na piękność natury, nad cudownym miastem. Nie byłam zmęczona. Nagle poczułam, jak ktoś obejmuje mnie od tyłu w pasie. Poczułam się dość dziwnie, gdyż wiedziałam, że to Zayn.
-Pięknie, prawda?- Szepnął mi do ucha. Pokiwałam tylko głową, sparaliżowana jego dotykiem i głosem. Nie mogłam zrobić zupełnie nic. Znowu to dziwne uczucie w środku... Jeden głos w mojej głowie krzyczy: "Caroline, ogarnij się! NIALL!", a drugi: " Daj się ponieść. Przecież to Zayn...". Nosz kuźwa mać. Czy tylko ja mam tak posraną psychikę? Miałam ochotę krzyczeć, płakać i tupać nogami, jak małe dziecko. Odsunęłam się od Malika, i weszłam z powrotem do pokoju. Chłopak nadal stał na balkonie. Podeszłam do drzwi i zamknęłam je. Zayn się na mnie spojrzał i lekko skrzywił.
-Caroline, nie żartuj...- Powiedział delikatnie pukając w szybę. Nie wiem, co mnie naszło. Zaczęłam się śmiać, a on patrzył na mnie z wyrzutem.
-Biedny. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. - Powiedziałam i słodko się uśmiechnęłam. Chłopak delikatnie uniósł kąciki ust, a ja zasłoniłam szybę roletami i ponownie wybuchnęłam śmiechem. Po kilku minutach, gdy w końcu się uspokoiłam, otworzyłam balkon. Zayn powoli wszedł do pomieszczenia.
-Masz przechlapane. - Powiedział i uśmiechnął się chytro. Pchnął mnie na łóżko. Nie wiedziałam co robi i sie wystraszyłam, ale on tylko zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się i krzyczałam.
-Pomocy! Hahaha!- I tak w kółko. Zayn uśmiechał się. Widać czuł się na wygranej pozycji. Wtedy do pokoju wpadli chłopcy i zaczęli go okładać poduszkami tak, że spadł na podłogę. Nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Okładali go poduszkami tak mocno, że wszystkie popękały. Cały pokój był w pieżu. Niall nie przestawał do momentu, w którym wskoczyłam mu na plecy. Zaczął biegać po całym piętrze i drzeć sie, że mnie nie puści. Przystanął na chwilę, ponieważ chyba się zmęczył, a z jego pleców porwał mnie Harry.
-Moja! - Krzyknął i się zaśmiał. Zaczęłam piszczeć, a on rzucił mnie na łóżko w swoim pokoju, po czym zamknął od zewnątrz. Wyszłam na balkon, i zaczęłam schodzić po kolejnych piętrach. Jak się okazało, nie był to najlepszy pomysł, gdyż wszystko zaczęło mnie boleć jeszcze bardziej, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Weszłam do domu drzwiami. Wszyscy zebrani spojrzeli na mnie przerażeni, a ja zaczęłam się śmiać.
- Lamy! - Krzyknęłam i poszłam do kuchni. Piątka chłopców podążyła za mną. Nalałam do miski wody. Każdy z uwagą mi się przyglądał.
-Zrobisz coś dobrego? - Spytał Niall, szeroko się uśmiechając. Pokręciłam przecząco głową i całą zawartość miski wylałam na twarz blondyna. Spojrzał na mnie zdziwiony, a reszta się zaczęła śmiać. Wyjęłam z szafki żelki i zaczęłam przyklejać do jego mokrej twarzy. Irlandczyk nawet się nie poruszył. Gdy skończyłam, Louis zaczął zjadać żelki z twarzy blondyna, na co ten lekko się skrzywił, a wszyscy znów się śmiali. Gdy oni zajęli się zabawą, ja zaczęłam robić ciasto czekoladowe. Na szczęście składników nie brakowało. W końcu chłopcy poszli do salonu, z zamiarem wybrania jakiegoś filmu. Wstawiłam ciasto do piekarnika, a do kuchni wszedł Liam. Uśmiechnął się do mnie lekko, po czym z lodówki wyjął serek.
-Poczekaj.- Powiedziałam, a on odwrócił się w moją stronę.- Łap.- Powiedziałam, rzucając łyżką. Chłopak w ostatniej chwili się uchylił, piszcząc, jak dziewczyna.
-Zamach! - Krzyknął. Spojrzał na mnie z wyrzutem, kucając przy podłodze. Wyszedł z kuchni, obrzucając mnie gniewnym spojrzeniem. Zayn widząc całą tą sytuację, zaczął się głośno śmiać. Następnie przyszli chłopcy, a on opowiedział im o zajściu, na co oni również wybuchnęli śmiechem. Zayn opierał się o ścianę, Louis leżał na podłodze, Niall był zgięty w pół, a Harry opierał się o stół.
-Nie wiem, o co wam chodzi. Chciałam mu tylko podać łyżeczkę. -Powiedziałam, lekko zirytowana.
-Liam boi się łyżek. - Wysapał Harry, między napadami śmiechu. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do salonu. Liam siedział na kanapie, a ja usiadłam obok niego i wtuliłam się w jego bok.
-Przepraszam. Nie wiedziałam. - Szepnęłam. Na pewno był na mnie zły. Objął mnie ramieniem.
-Rozumiem. - Powiedział i ciepło się do mnie uśmiechnął. Odsunęłam się od niego i wróciłam do kuchni. Chłopcy już się ogarnęli i nawet posprzątali kuchnię.  Wyciągnęłam gotowe ciasto z piekarnika i postawiłam na stole.
-Radzę nie jeść, dopóki nie wystygnie. Dla własnego bezpieczeństwa. - Spojrzałam na Niall'a, a on lekko się zarumienił. - Idę spać. - Powiedziałam, a następnie ruszyłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego koka, a na koniec ubrałam piżamę. Wskoczyłam szybko do łóżka, a sen przyszedł natychmiast.

Byłam na pogrzebie. Właśnie zakopywano trumnę z ciemnego dębu. Rozejrzałam się po twarzach zebranych. Byli chłopcy z zespołu, moja rodzina, przyjaciele z Polski... Niall płakał, jak małe dziecko. Szlochał i patrzył się z wyrzutem na ziemię. Z resztą, jak wszyscy inni. Eleanor była wtulona w Louis'a  i mimo, że nie było widać jej twarzy, jestem pewna, że płakała. Tommo mocną ją do siebie tulił, a po jego policzkach samowolnie spływały łzy. Podszedł do nich Harry i także wtulił się w przyjaciela. Liam przytulał moją matkę. Nie rozumiałam całej tej sytuacji. Do mojego blondyna podszedł Zayn i mocno go objął, na co on rozpłakał się jeszcze bardziej. Malik chciał być twardy, ale po jego policzkach w końcu i tak spłynęły słone łzy. Po kilkunastu minutach, na zakopanej trumnie postawiono tabliczkę. Niestety, nie widziałam, kto umarł. W końcu prawie wszyscy się rozeszli, zostali tylko Zayn i Niall. Irlandczyk nagle oderwał się od czarnowłosego i przykucnął przy grobie.
-Dlaczego mnie zostawiłaś?! - Krzyknął, zrospaczonym głosem. - Tak bardzo cię kochałem...- Dodał ciszej. Miałam ochotę płakać razem z nim, widząc rozpacz malującą się na jego twarzy.
-Wszyscy ją kochaliśmy.- Szepnął Zayn, kładąc mu dloń na ramieniu.
-Dlaczego to się stało?!- Wykrzyczał na całe gardło blondyn. Malik mocno go do siebie przytulił. Otarł swoje oczy i policzki rękawem.
-Musimy iść, Niall.- Powiedział zdecydowanym głosem. Horan nawet na niego nie spojrzał.
-Chcę zostać z nią chwilę sam. - Powiedział, ocierając łzy, ale ich miejsce zajęły nowe.
-Będę czekał w samochodzie. - Szepnął Zayn, po czym odszedł. Niall położył się na ziemii, obok grobu i zamknął oczy. Policzki były całe mokre, a skóra bledsza niż zwykle. Uśmiech i rumieńce zniknęły. Była tylko... Rozpacz. Spojrzałam na tabliczkę. Tym razem zobaczyłam cały napis, bardzo wyraźnie. "Caroline Horan". Horan... Umarłam, jako jego żona? Czy może tylko tak zrobiono? Czekaj, wróć. Umarłam?! Jak? Miałam ochotę się rozpłakać, ale do moich oczu nie napływały łzy. Czułam taki żal w środku... Nie da się tego opisać. Położyłam się koło Irlandczyka, a następnie splotłam jego palce z moimi. Proszę, poczuj coś... Szeptałam w głowie. Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie. Czy mnie widział? Chyba tak, ponieważ na jego twarzy zagościł ogromny uśmiech.
-Jesteś tu... - Szepnął, ze łzami w oczach.
-Zawsze przy tobie będę, Niall. Pamiętaj. Nie poddawaj się, proszę. - Wychrypiałam. Mój głos był inny, zdeformowany. Chłopak płakał. Tak bardzo, prawdziwie. Wiedział, że to rozstanie, że już nigdy się nie zobaczymy.
-Kocham cię, Caroline. - Powiedział spokojnie. Delikatnie musnęłam jego wargi.
-Ja ciebie też. Zawsze i wszędzie. - Wstałam. Już mnie nie widział. Znów się rozpłakał, zakrywając twarz dłońmi. Bolało. Jego- moje odejście, mnie- jego ból...

+ Jeśli ktoś nie rozumie, to proszę pytać. Mój ask: http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
Mam nadzieję, że się podoba. CZYTASZ + KOMENTUJESZ. KOMENTARZ OZNACZA SZACUNEK DLA AUTORA. Dziękuję xx

4 komentarze:

  1. omg normalnie rycze z nimi pisz dalej!!!! uwielbiam to opowiadanie ;pp

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne <3 dawaj dalej!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No i rycze.... bravo no! chyba zostało mi tylko czytać dalej żeby sie rozweselic :)
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń