poniedziałek, 31 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 14


Otwieram oczy, ale momentalnie z powrotem je zamykam. Światło jest tak jasne, że razi niemiłosiernie. Leżę, czuję się wypoczęta. Tylko gdzie jestem? Nie zdążyłam nic dostrzec przez ten krótki moment. Wytężam słuch. Delikatne buczenie lamp, głosy dochodzące z oddali. Oddech. Jeden, nierówny, gdzieś niedaleko. Poruszam palcami. Pod opuszkami czuję gładką pościel. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak wygodnie mi się leży. W powietrzu czuć zapach chemii. Delikatnie uchylam powieki, by rozejrzeć się po sali szpitalnej. Niall śpi na małej kanapie, w rogu pomieszczenia. Pewnie zapłacił... Cicho wzdycham. Jak się tu znalazłam? Byłam pewna, że się uda. Mnie nawet śmierć nie chce... Głupi ma zawsze szczęście. Zaciskam dłonie w pięści. Czuję narastającą złość. Pierwszy raz byłam tego w 100% pewna, nie zawahałam się. Więc jak? Odludzie. Nawet, jeśli ktoś zauważył pożar, to przecież wyłamałam schody i zastawiłam drzwi. Otwieram usta i próbuję coś powiedzieć, ale mój głos odmawia mi posłuszeństwa. Zastanawiam się, jak go obudzić. Nie mam tyle siły, by wstać. Znów próbuję go zawołać, ale z mojego gardła wydobywa się tylko cichy skrzek. OBUDŹ SIĘ !, krzyczę w myślach. Tylko, że to nic nie da. Chcę z nim porozmawiać, wyjaśnić mu wszystko. Choć właściwie ja sama chcę wyjaśnień. Dlaczego żyję? Zamykam oczy i właśnie w tym momencie zaczyna dzwonić jego telefon.
-Halo?- Mówi zaspanym głosem do słuchawki. Nadal brzmi tak samo. Kilka razy potakuje i mówi, że za pewien czas przyjedzie. Słyszę, jak wzdycha. Otwieram oczy i spoglądam na niego. Od razu, gdy to zauważa, dochodzi do mojego łóżka. Delikatnie całuje mnie w głowę. Siada i mocno ściska moją dłoń.
-Nigdy więcej.- Mówi jednocześnie gniewnie, ale też z niekryjącą się ulgą. Przytula mnie delikatnie. Próbuję się odezwać, ale nie mogę. Gdy się odsuwa, wskazuję palcem na szyję i kręcę przecząco głową.
-Nie możesz mówić? - Widocznie się dziwi. Przytakuję. Wstaje i całuje mnie w usta. Przez chwilę tkwimy w bezruchu, ale on w końcu się odsuwa. Gdy otwiera drzwi mówi tylko:
-Idę po lekarza.- I wychodzi. Znów jestem sama. Chwilę na przemyślenia. Może źle zrobiłam? Nie czekam długo, ponieważ już po chwili w sali pojawia się Niall ze starszym mężczyzną. Ubrany w biały kitel z jakąś plakietką i posiwiałymi włosami. Uśmiecha się delikatnie do mnie, na co ja odpowiadam tym samym. Później zadaje mi pytania, typu jak się czuję itp., na co ja odpowiadam skinieniami głowy. Dodatkowo wiem, że byłam w śpiączce przez 2 tygodnie. To czasem nie znaczy, że wakacje się skończyły? O to nie zapytam. Zostajemy sami. Niall opowiada różne historie i o tym, jak chłopaki się martwią (ta, a szczególnie Zayn). No i też o tym, że się pogodzili. Pół sukcesu. W końcu dochodzi do tego, jak żyję. Więc śledził mnie reporter i, gdy tylko zauważył dym, zadzwonił po pomoc. Zajęło im to tyle czasu, ponieważ schody były wyłamane. Nie miał do mnie żadnych pretensji, o dziwo. Pomógł mi zjeść (FUJ), a później sam poszedł zjeść. Ja za to zrobiłam sobie krótką drzemkę.
                                                                       ***
Budzą mnie hałasy. Widać mnóstwo osób przyszło. Powoli otwieram oczy i rozglądam się po pełnej sali. Całe One Direction, Eleanor, Danielle, Jenna. Wszyscy jednocześnie cichną i patrzą na mnie, a ja tylko wytykam im język i z powrotem zamykam oczy. Mimo iż czuję się wypoczęta, z chęcią bym jeszcze pospała. Niestety, moi goście mi nie dają. Nie lubię, gdy ktoś mnie budzi. Czuję czyjeś usta na czole.
-Słońce, jak wczoraj wychodziłem coś zjeść, tak ty przespałaś cały dzień.- Mówi Niall. Patrzę na niego zdziwiona, a on uśmiecha się lekko. Następnie pomaga mi usiąść i wszyscy wypytują mnie, jak się czuję. Nie odpowiadam, więc patrzą na mnie zdziwieni. Odchrząkuję i podejmuję próbę.
-Ja...- Zbieram całe siły.- Nie mogłam mówić.- Mówię cicho, choć staram się jak najgłośniej. Blondyn mnie przytula.
-Brawo! Pierwszy raz się odezwałaś.- Całuje mój policzek, a ja posyłam mu wesoły uśmiech. Później rozmawiamy, śmiejemy się i wygłupiamy. Ja odzywam się mało, ale reszta nawija na okrągło. Po około 3 minutach żegnają się i opuszczają salę. Zostaje tylko Niall.
-Byleś przy mnie całe 2 tygodnie?- Pytam cicho. Gdybym mogła, spytałabym głośniej.
-Nie do końca. Czasem nie mogłem więc była tu któraś dziewczyna. - Siada koło mnie i głaszcze mój policzek. Wiem, co chce zrobić. Uśpić mnie. Gładzi moje włosy, składa delikatne pocałunki na całej twarzy. Zaczyna nucić kołysankę. Powoli odpływam.
-Niall?- Szepczę resztką sił. Przerywa melodię.
-Słucham?-Pyta, również szeptem. Wtulam się w niego bardziej.
-Przepraszam. Nie chciałam was poróżnić.- Mówię i mam ochotę się rozpłakać.
-Wiem. Śpij.- Chce mnie zbyć, a ja nie mam siły się stawiać. Jestem zbyt zmęczona na kłótnię.
-Wiem, że źle zrobiłam. Rozumiem to teraz.- Ciągnę. Wiem, że chce już coś powiedzieć, więc kontynuuję.- Cierpiałbyś, gdybym odeszła. Przepraszam. Nie chciałam, żebyś stracił przyjaciela. Tylko że, moja śmierć nic by nie dała.- Ziewam. Gładzę materiał jego bluzy.- Kocham cię.- Wypowiadam resztkami sił. Wiem, że jeszcze chwilę myśli nad moimi słowami.
-Ja także cię kocham.- Mówi spokojnie i z powrotem nuci kołysankę. Czuję się bezpiecznie, czego od dawna mi brakowało.
-Jak wyjdę ze szpitala, to pójdę do psychologa.- Nie jestem pewna, czy wypowiedziałam te słowa, ponieważ odpływam do krainy snów.
                                                                       ***
Gdy się budzę, czuję przy sobie ciepło drugiego ciała. Widocznie oboje zasnęliśmy w swoich objęciach. Delikatnie całuję jego malinowe usta. Czuję, że gardło dziś na więcej się zda.
-Niall...- Mówię dość głośno. Wzdycham, gdy nie otrzymuję reakcji.
-O boże, pizza! - Piszczę, a on momentalnie otwiera oczy.
-GDZIE PIZZA?!-Wydziera się. Ja tylko się śmieję.
-Nie ma. - Mówię spokojnie. On piorunuje mnie wzrokiem.
-Widzę, że humor wraca.- Mówi radośnie. Znów muskam jego usta i chcę się odsunąć, gdy on przyciska mnie bardziej do siebie. Całujemy się namiętnie i tak zachłannie, jakbyśmy nie robili tego rok. A przecież to tylko ponad 2 tygodnie. W końcu się odsuwamy. W jego oczach dostrzegam iskierki, na co przygryzam dolną wargę. Uśmiecha się.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa- Mówi, stykając swoje czoło z moim.
-Tak, jak brak jedzenia?- Pytam ze śmiechem. On tylko ponownie mnie całuje. Później spędzamy dzień zwyczajnie. Czyli wygłupy, rozmowy, jedzenie (FUJ) + jakieś badania i konsultacja z lekarzem. Wieczorem znów siedzimy w swoich objęciach.
-Jutro wychodzisz...- Mówi radośnie. Patrzę na niego, ale nie potrafię nic wyczytać z jego twarzy.
-Tak. Już nie mogę się doczekać.-Odpowiadam. Przez chwilę zastanawiam się, jak teraz będzie. Wrócę do Polski? Porozmawiam z chłopakami? Nadal będę z Niall'em? Wszystko jest jedną, wielką niewiadomą.
-Zamieszkasz ze mną.- Mówi nagle.- Kupimy coś i będziemy tylko we dwoje.- Patrzę na niego z pytającym wyrazem twarzy, a on się uśmiecha.
-Zamierzasz tak po prostu zostawić chłopaków?- Pytam.
-Wiesz. Jesteśmy parą, więc powinniśmy razem zamieszkać. Jak Liam z Danielle, albo Louis z Eleanor. - Odpowiada spokojnie.
-Wow. Aż tyle przespałam?- Oboje się śmiejemy. Po chwili jednak się ogarniamy, a on patrzy mi głęboko w oczy. Dostaję dreszczy, gdy tak przeszywa mnie spojrzeniem swoich błękitnych tęczówek.
-Chcę tego. Chcę, byś była przy mnie. Nie pozwolę ci wrócić do ojca.- Szepcze, a ja wtulam się w niego. Nie chcę wracać. Nie chcę nawet pamiętać, ale tego nie da się zrobić. Zresztą, jak on to sobie wyobraża? Ciągłe wyjazdy, wyjścia. Prawie wcale go nie będzie, więc dom będzie bardziej mój. Choć z drugiej strony, skoro czekałam na niego 2 lata, to przeczekam te trasy.
-Nie mam zamiaru wracać.- Mówię spokojnie. Nawet gdybym nie miała gdzie mieszkać, nie wróciłabym do niego. Wolałabym żyć na ulicy. Czuję jak Niall delikatnie głaszcze moje włosy.
-Więc co ty na to?- Nie daje za wygraną. Wzdycham i poprawiam się w jego objęciach. Ściągam z siebie kołdrę, ponieważ wystarcza mi jego ciepło.
-Jasne.- Mówię, bo wiem, że i tak nie zmieni zdania. W najgorszym wypadku będzie się zachowywał jak rozkapryszone dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki, na co ja (żeby się zamknął) na pewno się zgodzę. Wolę oszczędzić sobie tej szopki.
-To świetnie, bo już kupiłem dom.- Odrywam się od niego.
-Co zrobiłeś?!- Niemalże krzyczę. Patrzy na mnie z zakłopotaniem, a po chwili się wyszczerza.
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Więc kupiłem dom, a chłopaki pomogli mi urządzić.- Mówi spokojnie. Jestem na niego zła, ponieważ sam podjął taką decyzję. Odwracam się od niego i układam na łóżku.
-No nie bądź zła...-Mówi błagalnie i całuje moje ramie, szyję, policzek. Pozostaję niewzruszona, aż dochodzi do mnie z przodu i patrzy mi w oczy. Muska delikatnie moje usta. Wzdycham. Jak można być na niego złym? Wchodzi do łóżka, a ja znów wygodnie układam się w jego objęciach.
-Co nie zmienia faktu, że i tak jestem zła.- Mówię, a następnie przeciągle ziewam. On tylko przez chwilę się śmieje, a później, jak co dzień, nuci mi kołysankę i oboje zasypiamy w swoich objęciach.
                                                                                  ***
-Wstawaj, śpiochu.
-Która godzina?
-13- Słyszę jego śmiech. Otwieram oczy i widzę, że przyszli wszyscy. No poważnie?
-Pojedziemy nad jezioro. W końcu to ostatni dzień wakacji!- Krzyczy uradowany Louis, a Eleanor zakrywa mu usta dłonią.
-Jesteśmy w szpitalu, nie krzycz.- Mówi spokojnie i zabiera rękę. Teraz Lou wyglądał jak małe dziecko. Harry się z niego śmieje, a Zayn rozmawia z kimś przez telefon. Liam mówi coś do Danielle. Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma Jenny.
-Super.- Chrypię. Patrzę na Niall'a, który uśmiecha się ochoczo.
-Wypis załatwiony. Musisz się tylko ubrać i wyjść.- Chichocze. Patrzę na niego spode łba.
-A mam ubrania?- Pytam.
-Przywiozłem ! - Wydziera się Harry i podaje mi torbę. Wszyscy na mnie patrzą.
-No co? Wynocha! Chcę się ubrać.- I wychodzą. Ja z torby wybieram szare rurki, czarną bokserkę i czarne converse. Oczywiście zakładam również bieliznę. Robię delikatny makijaż, rozczesuję włosy i, uprzednio zabierając wszystkie rzeczy, wychodzę z sali szpitalnej.
-Idziemy?- Pytam, a oni przytakują. Wsiadamy do dużego Vana i ruszamy. W drodze rozmawiamy i się wygłupiamy. Po niecałej godzinie jesteśmy na miejscu. Widok jest przepiękny. Przejrzyste jezioro otacza gęsty, ciemny las. Rozkładamy koce i siadamy, a chłopaki od razu wskakują do wody. Ja, Eleanor i Danielle się z nich śmiejemy. Następnie zjadam kanapkę. Delektuję się nią, jak nie wiadomo jakim rarytasem. Nienawidzę szpitalnego żarcia.
-Chodź, popływasz.- Mówi cały mokry Niall.
-Nie umiem pływać.- Przypominam.
-Więc będę cię nosił w wodzie!- Krzyczy i zaciąga mnie w stronę jeziora.

+Coś ode mnie, jak zwykle. Lecimy ku końcowi w obrotnym tempie, bo mam wenę ! Jeaa ;D Piszę rozdział 15, który mnie osobiście bardzo się podoba i może skończę go dziś, ale dodam dopiero po nowym roku. Właśnie! Dziękuję za wspaniały rok. Dziękuję za każdy komentarz, który poprawiał mi humor. Dziękuję wam, że to czytacie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Może nie jesteście ze mną od początku, ale mam nadzieję, że będziecie do końca :) Szczęśliwego nowego roku ! Życzę wam, by był lepszy niż każdy poprzedni. I by w 2013 spełniły się wasze marzenia! Kocham, Malwina. :) 

niedziela, 30 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 13


Przez kolejne 2 dni nie działo się nic nadzwyczajnego. Na spacery zawsze chodziłam z kimś, byłam jeszcze raz na zakupach (z Eleanor i Danielle). W domu cały czas ktoś był. Jadłam, piłam, myłam się, rozmawiałam, wygłupiałam. Jutro ma być tym gorszym dniem. Pierwsza sesja z psychologiem. Z każdą chwilą czuję większy niepokój, ale staram się to ukryć. Siadam przy stole i wypijam herbatę. Patrzę w przestrzeń przed sobą. Co dziwne, nikogo nie ma w kuchni, za to w salonie się wydzierają. Zjadam jabłko i idę do salonu. Nie wygląda to na zabawę, tylko na ostrą kłótnię.
-W dupie to mam ! Ciebie też mam w dupie! -Wykrzykuje Zayn Niall'owi prosto w twarz. Patrzę oszołomiona, jak Malik wychodzi i specjalnie trąca mnie ramieniem. Spoglądam na blondyna. Nie wygląda, jakby miał się rozpłakać. Raczej jakby chciał kogoś zabić. Piorunuje mnie wzrokiem i wychodzi. Nie mam bladego pojęcia, o co poszło. Patrzę na chłopaków, którzy także nie wyglądają na skłonnych powiedzenia mi o co chodzi.
-Nie? Nikt mi nie wyjaśni?- Pytam.
-Sama się domyśl.- Mówi gniewnie Liam.
-Kretynka.- Mruka Harry. Ledwo się powstrzymuję przed strzeleniem mu w twarz.
-Sam jesteś kretynem. W dodatku z mopem na głowie.- Wykrzykuję i wychodzę. Widocznie go zaskoczyłam. Pukam do drzwi pokoju Niall'a. Nic nie mówi, więc chwytam za klamkę. Zamknięte. Cholera, co się stało? Pukałam i prosiłam przez około 10 minut. Nie to nie. To samo z Zayn'em. Wchodzę do siebie do pokoju i byle jak pakuję wszystko do walizki. Wątpię, by próbowali mnie powstrzymać. Pośpiesznie opuszczam dom, ale i tak nikogo nie było na dole. Idę, sama nie wiem, dokąd. W końcu przystaję i dzwonię do Jenny. Odbiera po 2 sygnale.
-Słucham?- Ma zachrypnięty głos, jakby płakała przez tydzień.
-Nie mam gdzie mieszkać. Przenocujesz mnie?- Mówię błagalnie. Dziewczyna po chwili podaje mi adres i już 15 minut później jestem na miejscu. Jenna ochoczo mnie wita. Rozpakowuję się w wolnej sypialni i schodzę na dół. Siedzi przy stole z dwoma kubkami gorącej herbaty.
-Co się stało?- Pyta.
-Nie mam bladego pojęcia. Zayn kłócił się z Niall'em, a potem wszyscy byli źli na mnie. Nikt się nie odzywał i dodatkowo Harry nazwał mnie kretynką.
-Co mu na to odpowiedziałaś?
-Że sam jest kretynem. Z mopem na głowie.- Obie się śmiejemy. Później rozmawiamy na różne tematy. Liam się z nią spotykał, dopóki nie wrócili do siebie z Danielle. Było mi jej szkoda. Później oglądamy film. Na koniec wchodzimy na TT. Już są zdjęcia mnie z walizką i komentarze typu: „Bravo, Niall. W końcu pozbyłeś się tej suki”. Przez chwilę jest mi przykro, ale nie na tyle, by im odpisać. Piszę tylko: „Nie rozumiem. Ta niewiedza mnie boli”. Po chwili jest już mnóstwo komentarzy. Odpisuję tylko jednej dziewczynie, która grzecznie spytała, o co chodzi. Napisałam, że nikt nie chciał mi wyjaśnić, więc się wyniosłam. Przerażała mnie tylko jedna myśl. Wracam do ojca.
Tej nocy nie obywa się bez koszmarów, w których Niall mnie wyzywa, zostawia, albo mój ojciec mnie katuje. Budzę się spocona i nie mogę opanować dreszczy. Pierwszy raz od „rozstania” płaczę. Nie mogę tego powstrzymać. Ściskam poduszki z całej siły, by opanować krzyki bólu. Na próżno. Zerkam na telefon. Zero wiadomości, czy nieodebranych połączeń. Dobra, Caroline. Nie użalamy się nad sobą. Widać to wszystko było kłamstwem. Złudzeniem. A może snem? Schodzę na dół, gdzie razem z Jenną zjadłam śniadanie. Daje mi klucze, a sama idzie do pracy. Ja za to wybieram się do centrum. A co? Trzeba pokazać, że się nie przejmuję. Choć to nieprawda. Po kilkunastu minutach jestem w budynku. Najpierw kupuję i zjadłam loda czekoladowego, a później ruszam do sklepów. Chyba w 5 zauważam Dan i El. Pośpiesznie wychodzę,aby mnie nie zauważyły. Podchodzi do mnie dziewczyna i przytula mnie z całych sił. Odsuwa się i patrzy na mnie przepraszająco.
-Dlaczego?- Pytam. Ona mocno chwyta moją dłoń.
-Wierzę, że go kochasz. Czekałaś na niego 2 lata i gdy jesteście razem nagle wszystko się sypie? To raczej głupie, że dopiero teraz cię nie chce. Ta historia jest jak dramat.-Szepcze, uciekając wzrokiem. Teraz to ja ją przytulam. Przez chwilę czuję bezpieczeństwo, jakiego brakowało mi dziś w nocy. Na koniec robimy sobie zdjęcie, a ona odchodzi. Siadam przy stoliku i zamawiam kawę. Czuję się oszołomiona słowami dziewczyny, choć ma rację. Czekałam 2 lata, a teraz nawet nie otrzymuję wyjaśnień. Wypijam czarne paskudztwo. Nie lubię kawy. Siedzę ze spuszczoną głową i nie zauważam, jak ktoś się do mnie dosiada.
-I fajnie się z tym czujesz?- Pyta jadowicie Eleanor. Spoglądam na nią.
-Jakbym wiedziała, z czym.- Wzdycham i wstaję od stolika. Dziś nie porozmawiamy normalnie.
-Czekaj.- Zamyka mój nadgarstek w żelaznym uścisku, aż sykam z bólu. Patrzy mi prosto w oczy, a w jej widzę pogardę. Ciekawe, co ona dostrzega w moich? Wiem tyle, że zaufałam złym osobom. Znowu.
-Co chcesz?- Pytam zniecierpliwiona. Dziewczyna puszcza moją rękę.
-Nie wiesz, co się stało?- Jest lekko zdziwiona.
-Wiem tylko, że Zayn i Niall się kłócili. Nikt nie powiedział o co.-Przełykam ślinę. Boję się tego, co może wyjść z jej ust.
-Pokłócili się o ciebie.- Mówi spokojnie. Danielle patrzy na nas z boku.
-Jak to o mnie? - Akcentuję dokładnie ostatnie słowo. Jak głupia jestem?
-Zayn powiedział, że cię kocha. I że ty go też, bo się całowaliście.- Spogląda na swoje palce, a mi rozszerzają się źrenice.
-Czyli to nie był sen... Zabiłabym się...- Po ostatnich słowach Eleanor podnosi głowę a Danielle do nas podchodzi.
-Co?- Pyta, przyciszonym tonem. Nerwowo przełykam ślinę i błądzę wzrokiem po budynku.
-Obudziłam się w nocy i on mnie pocałował. Chciałam... Wbić sobie nóż w brzuch, ponieważ powiedział, że to sen. On zapewnił, że wystarczy się położyć.- Tłumaczę cicho, gdyż jestem bliska rozsypki. Dziewczyny mnie przytulają. Dlaczego? Przed chwilą były gotowe mnie rozszarpać. W końcu mnie puszczają. Dlaczego Zayn to zrobił? Przecież to nieprawda. Wybiegam z galerii, mimo krzyków dziewczyn. Zapewne zaraz zadzwonią do Niall'a. Potrzebuję czasu. Biegnę przed siebie, ledwo unikając wypadku. Jestem. Ta altanka, na której z nim byłam. Jak tu trafiłam? Jestem pewna, że ktoś mnie śledził. Mimo to staję na środku. Z mojego telefonu zaczyna płynąć muzyka. Tak szybko? Spoglądam na jego zdjęcie. Muszę podjąć decyzję. Wiem, że się nie zawaham. Pragnę jego szczęścia. Nie będzie szczęśliwy, gdy straci przyjaciela, prawda? Wyłączam telefon. Czas. Tak mało go mam. Biegnę dalej, aż znajduję się przy Tamizie. Na moście. Szybko go mijam i mknę dalej, ku obrzeżom miasta. W końcu znajduję jakiś stary, opuszczony dom. Tu mnie nie znajdom. W razie co barykaduję jeszcze drzwi i spróchniałymi schodami udaję się na górę. Wyłamuję je tak, by nikt nie dostał się na górę. W końcu, gdy siedzę przy ścianie, włączam telefon i dzwonię do Niall'a. Odbiera natychmiast.
-Gdzie jesteś?- Pyta zdyszany i zmartwiony jednocześnie.
-Nie szukaj mnie. I tak nie znajdziesz.- Odpowiadam spokojnie, choć mam ochotę się rozpłakać. On za to łka do słuchawki.
-Nie wrócę, Niall. Przepraszam, że zadaję ci ból, ale tak będzie lepiej. Gdybym mogła cofnąć czas i wiedziała to, co wiem teraz, nigdy nie pozwoliłabym ci mnie pokochać. Tylko cię ranię.
Nie odpowiada od razu. Słyszę, jak dławi się łzami.
-To nieprawda. Przy tobie byłem najszczęśliwszy. Nie oddałbym tego za nic na świecie. Wróć...- Błaga. Ja tylko kręcę głową do samej siebie.
-Przepraszam.- Powtarzam. Zamykam oczy, by nie popłynęły z nich łzy.- Kocham cię. - Zanim zdąża coś powiedzieć, ja się rozłączam i wyłączam telefon. Kładę go delikatnie na brudnej i zimnej podłodze. Mam czas, powtarzam sobie. Boję się tego, co zamierzam zrobić. Wyobrażam sobie jego twarz, pełną bólu i żalu, ale to w końcu minie. A gdy będę żyć? Będę go ranić, to oczywiste. Szukam czegoś, czym mogłabym pozbawić się życia, jednak na próżno. Jedyna myśl, to taka, że przecież mam czas. W końcu postanawiam podpalić dom. Opary zabiją mnie szybciej niż ogień. Rozprzestrzenia się długo, ale już po chwili budynek wypełnia szary dym. Kaszlę i krztuszę się nim. Mam coraz mniej sił. Osuwam się na podłogę. Tracę poczucie miejsca, czasu. Nie dociera do mnie żaden dźwięk. Zamykam oczy.
-Kocham cię, Niall.- Staram się wypowiedzieć to najgłośniej, jak potrafię, choć sama siebie nie słyszę. Czuję ruch. Dom się wali? Nie mam siły, by otworzyć oczy i to sprawdzić. Zasypiam, choć może umieram? Niknę. Przez moją głowę przewijają się momenty, które spędziliśmy razem. Te szczęśliwe i te mniej. Ostatni raz szepczę jego imię i osuwam się do świata, którego nie znam. Śmierć? Przenikliwe, jasne światło. Niepokoi mnie, więc odwracam się i biegnę ku ciemności. Tylko dokąd ona prowadzi? Wybrałam śmierć, czy życie? Przechodzę i wiem, jakiego wyboru dokonałam nieświadomie. Sama nie wiem, czy się cieszyć, czy może załamać. Choć w pewnym stopniu czuję radość. Pewnie tak samo byłoby z tym drugim wyborem.

+ Jak widać, zmieniłam sposób pisania. Nie jest w czasie przeszłym (typu byłam) tylko teraźniejszym (czyli jestem). Nie zamierzam nic dodać na temat tego rozdziału. Niektóre osoby mogą czuć się... Zawiedzione? Sama nie wiem.
PYTANIA? :) http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

sobota, 29 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 12


Gdy już znaleźliśmy się w domu, Niall od razu się na mnie rzucił. Przytulał, pytał czy jestem cała. Myślałam, że oszaleję. Pierwszy raz nie chciałam, by się martwił. Pierwszy raz nie było to dla mnie słodkie. Po kilku minutach odpowiadania na jego pytania, udałam się do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam pod prysznic. 15 minut później stałam przed lustrem. Wysuszyłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się w czarne, krótkie spodenki, a do tego szary, duży t-shirt. Zeszłam na dół, gdzie zjadłam jabłko. Zrobiłam to po cichu, by chłopcy mnie nie usłyszeli.
-Martwię się o nią.- Usłyszałam nagle głos Horan'a z salonu.
-Wszyscy się o nią martwimy.-Powiedział Zayn.
-To nie jest normalne. Ona musi iść do lekarza. Przecież może być tak, że nie odróżni snu od rzeczywistości i...- Liam nie skończył, ponieważ Niall przeciągle jęknął.
-A może będziemy jej na zmianę pilnować?- Zaproponował Harry.
-Lepiej nie. Jak się wkurzy, to nie wiadomo co jej strzeli.- Odpowiedział spokojnie blondyn. Słuchanie ich rozmowy było dla mnie naprawdę ciekawe. Usiadłam na blacie i czekałam na ciąg dalszy.
-Musisz z nią pogadać, Niall.- Powiedział cicho Louis. To się nasiedziałam... Zsunęłam się cicho i przystanęłam przy wejściu do salonu. Za ścianą, oczywiście, żeby mnie widać nie było.
-A jak mnie nie posłucha? - Chyba płakał. Aż miałam ochotę wejść i z całych sił go przytulić.
-Posłucha. Przecież...- Zayn się zawahał. No tak, czego można się po nim spodziewać?
-Kochasz ją?- Spytał Liam. Nastała grobowa cisza, a ja wstrzymałam oddech.
-Jak jeszcze nikogo, nigdy wcześniej.- Prawie nie usłyszałam. Gdybym oddychała, raczej bym nie usłyszała. Powoli się wycofałam i weszłam na górę. Głupi schodek cicho skrzypnął, a ja pędem wleciałam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz.
Niall
-Podsłuchiwała. - Stwierdził Harry. Wytarłem rękawem oczy.
-Skąd wiesz, może nie?- Wyszeptałem. Ufam jej, zresztą nie ma tu nic do ukrycia. Byleby tylko nie pomyślała czegoś głupiego.
-Może idź z nią pogadać teraz? - Zaproponował Liam. Sam nie wiedziałem, co robić. Ostatecznie wstałem i poszedłem na górę. Zapukałem, a ona po chwili mi otworzyła. Wszedłem i usiadłem obok niej na łóżku.
-Podsłuchiwałaś?- Spytałem wprost. Nie patrzyła na mnie.
-Nie specjalnie. Zeszłam na dół zjeść jabłko i jakoś tak wyszło – Położyłem się, a ona nadal siedziała.
-Nie sądzisz, że decyzje powinnam podejmować sama?- Drążyła.
-Nikt nie podejmuje ich za ciebie. Po prostu się martwimy.- Zapewniłem szeptem. Miałem ochotę się rozpłakać. Sam nie rozumiem, dlaczego. Może bałem się wizji, w której ją stracę? Chyba jeszcze nigdy na nikim mi tak nie zależało. Była zwyczajna, ale też wyjątkowa. Po chwili ułożyła się obok, z głową na mojej klatce piersiowej. Poczułem się nieco lepiej.
-Nie chcę cię stracić.- Wyszeptałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Poczułem jak wzdycha.
-Nie stracisz.- Zapewniła, ale skąd może mieć pewność? Nie wiemy, co czeka nas w życiu. Po kilkunastu minutach ciszy, zasnęliśmy.
Caroline
Obudziłam się o 8, a Niall jeszcze spał. Poszłam do łazienki i zrobiłam podstawowe czynności. Prysznic, włosy, makijaż. W samym ręczniku wróciłam do sypialni, a blondyn uważnie mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się do niego, co on odwzajemnił. Wzięłam bieliznę, rurki i jego bluzę. Uwielbiam jego rzeczy, ponieważ... Pachną nim. Chłopak poszedł do siebie, a ja się ubrałam. Weszłam na Twittera. Uhu... Hejty. Dużo. I dużo więcej obserwujących. Dodałam tweeta : „Wszystko się ułoży”. Po chwili były same pytania, co się ułoży i co się dzieje, coś z Niall'em? Myślałam, że nie wytrzymam. Trzasnęłam klapą laptopa i zeszłam na dół. W salonie byli wszyscy + 2 dziewczyny, w tym Eleanor. Śmiali się i gadali. Ja poszłam do kuchni, gdzie zjadłam kanapkę i napiłam się wody. W końcu ktoś mnie zawołał i weszłam do salonu, gdzie El od razu rzuciła mi się na szyję. Chyba chłopaki ją wtajemniczyli...
-Dziś idziesz ze mną i Danielle na zakupy! - Powiedziała. Popatrzyłam na nią zdezorientowanym wzrokiem, a następnie na dziewczynę, która trzymała Liam'a za rękę. Pierwsza myśl? Biedna Jenna. Uśmiechnęłam się sztucznie, choć już czułam niesmak do dziewczyny. Liam nas sobie przedstawił. No więc Dan to jego dziewczyna i jest tancerką. Pewnie każda Directioner wie o niej więcej, niż ja. Nie zawracałam sobie długo nią głowy, gdyż zaczęłam rozmawiać ze wszystkimi. Tak właściwie nie rozmawialiśmy o niczym konkretnym, więc tym bardziej nie czułam się... Dobrze. Po pół godzinie poszłam do kuchni, zrobić herbaty. Oczywiście musiałam zrobić wszystkim. Dołączyła do mnie Eleanor, deklarując, że mi pomorze. Nie miałam nic przeciwko. Już po chwili zaczęła wypytywać mnie na temat snów i tego wszystkiego. Odpowiadałam wymijająco. Dziewczyna chyba chciała mi w jakiś sposób pomóc. Po pewnym czasie dołączyła do nas Danielle, która pomogła zanieść kupki z parującym napojem. Wszyscy pili i rozmawiali, ale ja sama wróciłam do kuchni. Nie pasuję. Mieszałam zimną już herbatę, wzrokiem tępo wbitym w blat stołu.
-Pora iść się szykować! - Wyrwał mnie z zamyślenia głos Eleanor. Zabierają mnie na zakupy, żebym się nie nudziła, gdy chłopcy będą udzielać wywiadu. Miło z ich strony. Właściwie się nie przebrałam, tylko wzięłam torbę, a do niej najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak klucze, telefon i oczywiście portfel.
Po 4 godzinach zakupów (w tym robienia zdjęć z fankami, wygłupów i rozmów) poszłyśmy do Nados, coś zjeść. Zamówiłam pierwsze lepsze danie, bo i tak nie byłam zbyt głodna. Przekonałam się do Danielle. Była naprawdę sympatyczna. W końcu Eleanor zaczęła ten temat. Wiedziałam, że w końcu to nastąpi.
-Chłopaki chcą, żebyś poszła do psychologa.- Powiedziała stanowczo, ale delikatnie. Zabrzmiała zupełnie jak Malik. Z jednej strony zmartwienie, z drugiej pełne zdecydowanie.
-Wiem.- Odpowiedziałam, bo tylko to przyszło mi do głowy.
-Pójdziesz?-Spytała, kładąc dłoń na mojej dłoni i patrząc mi w oczy. Chwilę się wahałam.
-Tak.- Westchnęłam, a ona szeroko się uśmiechnęła.
-Chodzi o to...- Zaczęła Danielle. Przełknęła ślinę.- Niall będzie się obwiniał, jeśli coś ci się stanie.
I to uderzyło we mnie jak piorun. Raniąc siebie, zranię jedyną osobę, którą kocham.
-Pójdę, obiecuję.- Odpowiedziałam stanowczo. Później już nie poruszałyśmy tego tematu i po kilku godzinach byłyśmy w swoich domach. U mnie jeszcze nikogo nie było, więc umyłam się i poszłam spać.

+Krótki, wiem. Nie miałam pomysłu. Przepraszam, bo jedna wielka lipa. Później będzie się działo więcej. Wpadłam na pewien pomysł i ... Może ostatecznie uda mi się nie zabić Caroline. Powolutku zbliżamy się do końca tej opowieści :) Nie wiem czy wam smutno, czy nie, ale taka prawda. Jeszcze kilka rozdziałów i pora się pożegnać. Może będę pisała "część drugą"? Tego jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak WAM będzie się podobać i czy będziecie chcieli więcej. Dziękuję, bo dzięki wam mam jakiś cel w życiu... Obowiązek, który był przyjemnością. Przemówienie, jakby właśnie teraz miał być koniec. Pewnie jeszcze z 3 rozdziały. Może więcej, ale wątpię, że dojadę do 20. Planowałam ją zabić w 11 ostatecznie, więc... Jeśli cieszycie się, że do tego nie doszło, dziękujcie @wantyoubackxx z TT.
Pytania? :) http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

Six - Zayn

Nienawidzę takich wielkich imprez. Mimo tego, że była to impreza w Willi przyjaciół. Konkretnie piątki kretynów, za którymi szaleją miliony dziewczyn. Przyszłam z moimi najlepszymi przyjaciółkami: Martą i Michaliną. Ta pierwsza była szczupłą brunetką o kręconych włosach. Miała ponad 170 cm wzrostu, zielone oczy i była malarką. Druga, miała długie, blond włosy, niebiesko-szare oczy i grała w piłkę nożną, w lidze kobiecej. Nie była szczególnie wysoka, miała 165 cm wzrostu. Teraz obie rozeszły się w swoje strony, a ja stałam na środku korytarzu. Nie wiedziałam, gdzie iść, czy co robić. Po chwili namysłu udałam się do salony, gdzie był tłum tańczących ludzi. Pokręciłam przecząco głową i udałam się do kuchni. Było tu kilka osób, więc usiadłam sobie na krześle. Co ja tu robię? No tak. Obiecałam swojemu najlepszemu przyjacielowi, że przyjdę. No cóż, kto odmówiłby temu chłopakowi? Jego czekoladowe oczy mnie hipnotyzowały. Ktoś postawił przede mną żółtego drinka z parasolką. Spojrzałam w górę i ujrzałam właśnie jego, Zayn'a. Usiadł obok mnie i szeroko się uśmiechnął. Uwielbiałam ten nieziemski uśmiech...
-Dlaczego się nie bawisz?- Spytał.
-Mówiłam ci, że nie mam ochoty tu przychodzić. Jestem tylko dla tego, że mnie prosiłeś.-Westchnął. Popatrzył gdzieś w dal i po chwili kontynuował.
-Twoje koleżanki dobrze się bawią. Jedna z Harry'm druga z Niall'em. Dlaczego ty też nie możesz?
-Bo nie ma tu żadnego ciacha.- Zaśmiałam się. Popatrzył na mnie oburzonym wzrokiem.
-A ja?- Spytał, pokazując na siebie palcem.
-Masz Perrie.- Powiedziałam.
-Właściwie, to...- Nie skończył, ponieważ jakiś chłopak poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się i po chwili ruszyliśmy do centrum imprezy. Zdążyłam tylko wytknąć język szatynowi. Zaczęliśmy tańczyć do jakiejś szybkiej piosenki. Chłopak był przeciętnej urody, niewiele wyższy ode mnie, a miałam ponad 170 cm. Cały czas się uśmiechał, a w jego prawie czarnych oczach widziałam dziwne błyski. W końcu puścili wolny kawałek. Mój towarzysz już miał mnie objąć, gdy znikąd pojawił się Zayn.
-Odbijany.- Powiedział i odepchnął chłopaka. Zaśmiałam się. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on delikatnie objął moje biodra. W końcu ktoś mnie popchnął i wyszło tak, że byliśmy w siebie wtuleni. Kołysaliśmy się delikatnie, dopóki nie zmieniono piosenki. Przeprosiłam przyjaciela i poszłam napić się wcześniej przygotowanego drinka. Gdy weszłam do kuchni przeżyłam szok. Marta całowała się z Harry'm. Gdy mnie zauważyli, odsunęli się od siebie jak oparzeni. Na jej policzkach widziałam duże rumieńce. Posłałam im nieśmiały uśmiech i, uprzednio zabierając drinka, wyszłam z kuchni. Udałam się na górę, gdzie weszłam do pokoju Zayn'a. Może i to niegrzeczne, ale zawsze tak sobie włażę. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na wszystko. Na meble, z ciemnego drewna, beżowe ściany, zdjęcia. Popijałam powoli napój, przyglądając się każdej twarzy. Mamy, sióstr, ojca. W końcu odstawiłam pustą szklankę na szafkę nocną i opadłam na łóżko. Zastanawiałam się, czy mu powiedzieć. Czy powiedzieć, że znaczy dla mnie więcej niż zwykły przyjaciel. Tylko po co mam mu dodawać problemów? Lubię Perrie, a jeszcze przez to mnie znienawidzi... Nie chcę tego. Tym bardziej nie chcę popsuć im związku. Widzę przecież, że są ze sobą szczęśliwi. Westchnęłam i usłyszałam, jak ktoś wchodzi do sypialni. Spojrzałam na drzwi w których, całując się, stali Niall i Michalina. Chrząknęłam.
-To nie twoja sypialnia, blondasku.- Puściłam do nich oczko, a oni oboje się zarumienili. Zaśmiałam się, gdy wychodzili. Z kieszeni błękitnych rurek wyjęłam swojego czarnego Iphone'a. Poprzeglądałam zdjęcia, SMS-y … Nudziło mi się, ale nie miałam ochoty na tą imprezę. W końcu znów do pokoju ktoś wszedł. Tym razem nawet nie spojrzałam.
-Tu jesteś! -Krzyknął uradowany Zayn. Po chwili już leżał koło mnie i bezczelnie się na mnie gapił. Całą siłą woli odwróciłam wzrok, bojąc się, że zrobię coś głupiego.
-Dlaczego się nie bawisz?- Spytał cicho. Westchnęłam. Znów zadał mi to samo pytanie.
-Przecież znasz odpowiedź.- Odpowiedziałam zmęczonym głosem. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Więc co robimy?- Nie dawał za wygraną. Miałam ochotę wywalić go przez okno, tylko, że to nie był mój dom. 
-Idę spać.- powiedziałam. Zayn się zaśmiał.
-Przy takim hałasie raczej nie zaśniesz.- Wstał i wyciągnął ku mnie rękę. Usiadłam i uniosłam brwi.
-Zabiorę cię na spacer.- Chwyciłam pewnie jego ciepłą dłoń i oboje wyszliśmy z budynku. Skierowaliśmy się do pobliskiego lasku. Powoli, nadal trzymając się za rękę. Nie rozmawialiśmy, napawaliśmy się ciszą. Coś, czego zabrakło w domu. W lesie słychać było tylko poszczególne dźwięki, czyli nasze kroki i sowę. Oddychałam miarowo, mimo tego, że moje serce miało ochotę wyskoczyć z piersi. 
-Zayn...- Szepnęłam, puszczając jego dłoń. Chłopak patrzył na mnie z uniesionymi brwiami. Choć nie byłam pewna, ponieważ było całkowicie ciemno.
-Dlaczego mnie puściłaś? Jeszcze się zgubisz.- Zaśmiał się, a ja wbiłam mu delikatnie łokieć w żebra.
-Au! 
-To nie w porządku wobec Perrie.- Powiedziałam. Malik znów chwycił moją dłoń.
-Chciałem ci to powiedzieć już w kuchni, ale jakiś kretyn cię porwał. Nie jesteśmy razem.- W tym momencie chciałam zacząć skakać i piszczeć, ale to nie wypada. Zamiast tego spytałam:
-Ale jesteśmy tylko przyjaciółmi.- Wyszeptałam drżącym głosem. Chłopak położył mi dłoń na policzku.
-A nie chcesz czegoś więcej?- Spytał, a jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej. Delikatnie rozchylił usta, a ja zadrżałam. Jest pijany? Nie czuć od niego alkoholu. Nasze twarze dzieliły milimetry...Z całej siły go odepchnęłam, przez co zatoczył się do tyłu i upadł.
-Przepraszam.- Powiedziałam cicho i ruszyłam w stronę domu. Tylko dlaczego nie? Dlatego, że mogę być pocieszeniem. Bo zerwał z Perrie i teraz potrzebuje kogoś, kto załata dziurę. Nie jestem zabawką. Po kilku minutach znalazłam się przed ciemnym domem. Tak szybko skończyła się cała impreza? Spojrzałam na zegarek w telefonie. 4 w nocy. I jak ja teraz wrócę do domu, który znajduje się na drugim końcu miasta? Podeszłam do drzwi i zapukałam. Po chwili stał w nich Liam.
-Hej...- Powiedziałam nieśmiało. Chłopak uśmiechnął się i otworzył drzwi bardziej, bym mogła wejść.
-Gdzie mogłabym spać?- Spytałam. Był tu niezły syf. Chyba będą go sprzątać przez tydzień.
-W gościnnym, albo z Zayn'em.- Powiedział.
-Gdzie gościnny?- Spytałam bez zastanowienia. Chłopak widocznie się zdziwił.
-Ostatnie po lewej.
-Dzięki.- Ucałowałam go w policzek.
-Dać ci jakąś koszulkę?- Zapytał. Chwilę się zawahałam.
-Jakbyś mógł... - Poszliśmy razem na górę. Dał mi swoją koszulkę, a ja poszłam się umyć. Wzięłam szybki prysznic i, w majtkach i koszulce Liam'a, weszłam do pokoju gościnnego. Od razu wsunęłam się pod kołdrę i natychmiast zasnęłam.
***
Obudziły mnie jakieś hałasy z dołu. Pierwsza rzecz, jaką zrobiłam, było sprawdzenie godziny. 13. No cóż, nigdzie mi się nie spieszyło. Narzuciłam na siebie swoje ubrania i nie dbając o wygląd zeszłam na dół. Louis i Harry o czymś się przekrzykiwali. Widać było, że Lou jest wściekły. Gdy mnie zobaczyli ucichli, a ja, robiąc przepraszającą minę, weszłam do kuchni. Przy stole siedział Zayn, pijąc kawę i Niall. Ten drugi jak zwykle się obżerał.
-I jak tam noc?- Spytałam blondyna. Nie mogłam się powstrzymać. Chłopak się zarumienił i pokazał jeden kciuk do góry.
-Tylko tyle?- Chciałam się upewnić.
-No dobra. Najlepsza w moim życiu. Pasuje?- Powiedział i zaczął z powrotem jeść kanapkę. Zaśmiałam się i nalałam sobie soku. Usiadłam koło Zayn'a.
-A tobie jak się spało?- Zadałam to pytanie Malik'owi.
-Śniło mi się, że wpadłem w krzaki. O nie, czekaj. To ty mnie w nie wrzuciłaś i to nie był sen.- Oboje z Niall'em wybuchnęliśmy śmiechem. Co jak co, ale jego mina była bezcenna. W końcu się uspokoiłam i wypiłam sok. Umyłam po sobie szklankę i pozmywałam resztę naczyń. Przyjaciółka w końcu musi pomagać. Liam jako jedyny mi podziękował. Później ogarnęłam trochę śmieci i skierowałam się do wyjścia.
-Odwiozę cię.- Powiedział Zayn. Jakoś nie miałam ochoty na JEGO towarzystwo, ale niechętnie się zgodziłam. Jak na dżentelmena przystało otworzył i zamknął za mną drzwi. Usiadłam i zapięłam pas. On już po chwili siedział za kierownicą. Przez całą drogę nie rozmawialiśmy, a ciągnęła się ona niemiłosiernie. No cóż, korki. W końcu znaleźliśmy się przed moim wielkim, białym domem. Ganek jak zwykle był czysty, za to na oknach były ślady palców. Przyjaciel odprowadził mnie pod same drzwi. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Byłam pewna, że nie odpuści. Rozmowa na ten temat była nieunikniona. Korytarzem skręciliśmy w prawo, czyli do kuchni, gdzie on zajął miejsce na dębowym krześle przy takim samym stole. Doszłam do blatu i zaparzyłam herbaty. Później nalałam do kubków, i stawiając nam obojgu, usiadłam obok niego. Patrzył w przestrzeń, jakby mnie tu nie było. Pstryknęłam mu palcami przed oczami, a on się wzdrygnął. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Mów, w końcu po to tu przylazłeś.- Powiedziałam, niezbyt sympatycznie. Zayn westchnął i spojrzał na mnie, a ja przez chwilę rozpłynęłam się w jego czekoladowych oczach. Szybko jednak się ogarnęłam i wbiłam w niego wyczekujące spojrzenie.
-Ja zerwałem z Perrie. I zrobiłem to z pełną premedytacją.- Powiedział cicho, a następnie upił łyk gorącej cieczy. Potarłam czoło.
-Dlaczego?- Spytałam, choć odpowiedź wydawała mi się jasna. Dla innej.
-Bo uświadomiłem sobie, że KOCHAM kogoś innego.- Powiedział to z dużym naciskiem na słowo „kocham”. Położyłam dłoń na jego dłoni, chcąc dodać mu otuchy. Uśmiechnął się do mnie słabo.
-Więc jaki jest w tym problem? - Nadal drążyłam. Sama nie wiem, czego się spodziewałam, ale moje tętno było przyspieszone.
-Ona chyba nie czuje tego samego.-Wyszeptał, zrezygnowany. Wstał od stołu i skierował się do drzwi. Ruszyłam za nim. Gdy już był gotowy, musnął delikatnie moje usta i się uśmiechnął.
-Do zobaczenia.-Powiedział szybko i wyszedł, nie czekając na moją reakcję. Próbowałam się uspokoić. Co, jeśli nie mówił o mnie i wyjdę na kompletną kretynkę? Na razie nie zamierzam nic z tym robić. On musi wykonać ruch, jeśli naprawdę mu zależy.
***
Obudziłam się o 10 i, jak na co dzień, wzięłam prysznic. Później wysuszyłam i uczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i ubrałam się w czarne rurki i dużą, szarą bluzę. Co z tego, że była byłego chłopaka? Podobała mi się. Wyszłam z pokoju i przeżyłam lekki szok, gdyż korytarz cały był w płatkach róż. Pierwsza myśl: ten kto to zrobił, posprząta. Zeszłam na dół, a „znaki” prowadziły do wyjścia. Założyłam buty i kurtkę, a następnie wyszłam z domu. Róże prowadziły w stronę parku. Ten, kto to zrobił, chyba zapomniał, że nie lubię romantyzmu. No cóż, to nie moja bajka. Ruszyłam po śladach, które zatrzymywały się przed czarną limuzyną. Szofer miał otwarte drzwi i uśmiechał się do mnie zachęcająco.
-Panienka {T.I}? Zapraszam.- Panienka? Kogoś mocno pogięło. Mimo lekkich obaw, wsiadłam. Jechaliśmy około 10 minut, ale jakoś mnie to nie interesowało dokąd. Nie ważne kto to zrobił, zagonię go do sprzątania domu. Chyba jako jedyna na świecie nie czuję tego podniecenia na myśl o romantycznej niespodziance. SORY, nie wyrwałam się z Komedii Romantycznej. Wysiadłam i, dzięki wskazówkom szofera, weszłam do dużego budynku. Było ciemno, więc chciałam wyjść. Chwyciłam za klamkę, ale drzwi były zamknięte.
-No chyba chory żart! - Krzyknęłam, a mój głos odbił się echem. Tupnęłam nogą, jak małe dziecko. Światła się zapaliły, a pośrodku dużej, perłowej sali stał ON z bukietem róż i śpiewał. Little Things. Chociaż to zapamiętał. Tak, moja ulubiona piosenka. Gdy skończyli, podszedł do mnie i wręczył mi kwiaty. Westchnęłam, ale przyjęłam je. On, jak i reszta zespołu, ubrany był w czarny garnitur. Teraz oprócz irytacji, czułam także przerażenie. Co ten kretyn chce zrobić? Odpowiedź dostałam natychmiastowo. Ukląkł i wyjął z kieszeni małe, czarne pudełeczko. Otworzył je, a w środku znajdował się mały, srebrny pierścionek z brylantem. Zamknęłam oczy.
-Kocham cię. Wiem, że ty mnie też. Wyjdziesz za mnie?- Powiedział to tak szybko, że ledwo zrozumiałam. Otworzyłam oczy i postawiłam go na nogi. Gdy już stał, powiedziałam:
-Masz po sobie sprzątać. Te płatki róż też. - Wszyscy się zaśmiali, a on zrobił zakłopotaną minę.
-Oczywiście, że tak.- Dodałam szeptem, a on mnie przytulił i zaczął się ze mną kręcić. Po 5 kółkach w końcu odstawił mnie na ziemię i stało się to, o czym od dawna marzyłam. Pocałował mnie.

+ Z Twittera. Znowu. xd Był w 2 częściach ale wstawiam w 1 . Następny z Lou. Pytania? :) 
http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

piątek, 28 grudnia 2012

Nwm co ?! xd

Piszę inna FANTASY z Zayn'em . Ale jest zawieszone bo nie wyrabiałam x

Pytanie

A nie nudzi wam się to opowiadanie? TAK SZCZERZE. Dla mnie jest nudne, przewidywalne i durne. xD

Caroline Rose - Rozdział 11


Obudziłam się cała zalana łzami i spocona. Kołdra leżała gdzieś na podłodze, a prześcieradło było pomiętolone. Zaczęłam głęboko oddychać. Moje serce waliło, jak oszalałe. Wstałam i powolnym krokiem poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam w lustro. Podkrążone oczy, włosy lepiące się do czoła i bledsza niż zazwyczaj cera. Wytarłam dokładnie twarz ręcznikiem i boso udałam się na dół. W domu było ciemno i cicho, więc szłam bardzo ostrożnie, żeby nic sobie nie zrobić. Gdy znalazłam się w kuchni, zapaliłam światło. Pisnęłam, widząc siedzącego na krześle Zayn'a. Ten tylko uśmiechnął się do mnie blado, a następnie wbił tępy wzrok w swoje dłonie. Chwilę się w niego wpatrywałam, nie mogąc oderwać wzroku od jego umięśnionego ciała. Chciałabym mieć taką karnację. Podeszłam do lodówki, z której wyjęłam sok pomarańczowy. Nalałam sobie całą szklankę, z którą usiadłam przy stole, obok chłopaka. Od razu wypiłam całą szklankę soku, a nie była ona mała.
-Uważamy, że powinnaś iść do psychologa. - Odezwał się w końcu czekoladowooki. Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale on na mnie nie patrzył. Gapił się tylko na swoje dłonie.
-Niby dlaczego?- Spytałam cicho. Zaczynałam się denerwować, a to zdaża mi się raczej rzadko.
-Przez twoje sny. - Odparł spokojnie, lustrując mnie wzrokiem. Westchnęłam, kładąc dłonie na stole. Chyba lepiej było, gdy siedział cicho.
-Moje sny to moja sprawa. Odwal się.- Warknęłam, a następnie wstałam. Chłopak od razu do mnie podszedł i mnie przytulił. Chwilę się szarpałam, ale ostatecznie uległam. Nie miałam siły, byłam zmęczona i śpiąca, a do tego głowa zaczęła mnie boleć. W końcu ja też go objęłam. Może tego potrzebowałam? Choć może chciałam być bliżej niego? Jego ciepło, zapach, bliskość... Przyprawiały mnie o dreszcze. Magnetyzujące spojrzenie wprawiało w osłupienie, umysł był bardziej otępiały, jak po narkotykach. Zawsze, gdy byłam blisko Zayn'a starałam się utrzymać dystans, a teraz... Byłam na to zbyt zmęczona. Nie potrafiłam się mu przeciwstawić, w jakiś sposób pokazać mu, że tego nie chcę. Przecież wiedział, że jestem z Niall'em, więc dlaczego nadal próbował? Nie mógł po prostu dać nam być razem? Nagle jego twarz zaczęła zbliżać się ku mojej.
-Nie...- Wychrypiałam, resztką sił. Zatrzymał się.
-Może to tylko sen?- Szepnął, bardziej stwierdzając. Nasze wargi się złączyły. Jego były ciepłe i miękkie, pełne pożąda i lekko brutalne. Po dłuższej chwili odsunęłam się od niego. Delikatnie się uśmiechał, przygryzając dolną wargę. Jakby jeszcze smakował moje usta... Patrzyłam na niego z przerażeniem. Boże, co ja zrobiłam? Choć, skoro to sen... Trzeba się tylko obudzić. Podeszłam do szuflady ze sztućcami i wyjęłam największy nóż.
-Co ty...- Zaczął Malik, ale natychmiast skończył. Wyciągnął jedną dłoń i bardzo powolnym krokiem ruszył w moją stronę.
-Sam mówiłeś, że to sen, a ja chcę się tylko obudzić. - Szepnęłam. W moich oczach zebrały się łzy strachu. Przyłożyłam nóż, ostrą stroną do swojego brzucha.
-Nie! - Krzyknął. Stał w miejscu.- Wystarczy, że położysz się spać. Tylko ty to będziesz pamiętać. - Dodał, ciszej. Starał się zachować zimną krew, ale przerażenie trudno ukryć.
-Jesteś pewien? - Spytałam, unosząc jedną brew. Uśmiechnął się delikatnie.
-Oczywiście. Ja nie będę pamiętał.- Odłożyłam nóż i wróciłam do swojego pokoju. Od razu bez zastanowienia wskoczyłam do łóżka i niemal natychmiast zasnęłam.

Obudziłam się o 9. Poszłam wziąć prysznic, następnie wysuszyłam i rozczesałam włosy, delikatnie się umalowałam i ubrałam się w jaskrawozieloną bokserkę, krótkie, jeansowe spodenki i zielone converse. Gdy tylko skończyłam, zbiegłam na dół. W salonie siedzieli Louis i Harry, zacięcie o czymś dyskutując. Sposób, w jaki loczek patrzył na Lou był... Co najmniej inny. Bardziej... Osobisty. Otrząsnęłam się i weszłam do kuchni, gdzie Niall właśnie skończył robić naleśniki. Pocałowałam go przeciągle, a on się uśmiechnął. Szybko zjadłam całą zawartość talerza, a następnie popiłam ją sokiem. Nie wiem, dokąd się tak spieszyłam. Poszłam do salonu. Chłopcy nadal rozmawiali, lecz gdy mnie zauważyli, ucichli.
-Przepraszam, że przeszkodziłam. -Powiedziałam, odwracając się.
-Nie przeszkodziłaś. - Powiedział sypmatycznie Tommo. Usiadłam obok niego na kanapie. Zapadła niezręczna cisza. Chwile zastanawiałam się, czy nie wyjść, gdy odezwał się Harry.
-Jak się spało? - Spytał i szeroko się do mnie uśmiechnął.
-Dobrze, choć miałam dziwny sen.- Powiedziałam, zaraz tego żałując.
-A jaki? - Spytał Boo Bear. Uśmiechnęłam się krzywo.
-Że... Ty i Harry... Jesteście razem. - Wymyśliłam na poczekaniu, marszcząc czoło. Chłopcy spojrzeli na siebie znacząco, choć trochę dziwnie. Jakby... W ogóle ich to nie ruszyło. Ba! Jakby to było prawdą.
-Przepraszam. - Powiedziałam cicho i wstałam. Louis chwycił mnie za nadgarstek.
-Nic się nie stało. To nie twoja wina. - Powiedział spokojnie. Chyba przyzwyczaił się już, że ludzie czasem tak o nich mówią. W internecie jest głośno na temat " Larry'ego Stylinson'a".
-Mimo to, pójdę już. - Szepnęłam nerwowo. Chłopak puścił mnie, a ja powędrowałam do swojego pokoju. Gdzie jest Horan? Usiadłam na łóżku i zakryłam twarz dłońmi. Nie pasuję tu. Gorzej! Ja nigdzie nie pasuję. Jestem jak urwana z innego świata. Zbiegłam spowrotem na dół i bez słowa wyjaśnienia wyszłam z domu. Miałam przy sobie telefon i portfel. Jenna... Dawno z nią nie rozmawiałam. Zadzwoniłam do niej, lecz nie odbierała. No cóż. Kolejna osoba ma mnie w dupie, mowi się trudno. Szłam powoli. Było ciepło, no ale w końcu to lato. W końcu dotarłam do małego stawu. W okół nikogo nie było, a miejsce ogrodzone krzakami. Tak cicho i dobrze. Usiadłam przy brzegu, palcem jeżdżąc po tafli wody. Ciekawiło mnie, czy śpię. Nienawidzę swojej psychiki, swojego mózgu i podświadomości. To przez nie się gubiłam, ale też dzięki nim żyłam. Co jest ze mną nie tak? Od zawsze byłam inna. Woda w stawie była przejżysta. Żadnych śmieci na dnie. Ktoś musiał o to dbać, bo gdyby nie, byłoby tu brudno. Zdjęłam buty i skarpetki, a następnie zamoczyłam nogi. Woda była letnia. Wystraszyłam się.
-Caroline, przecież nie umiesz pływać. - Upomniałam sama siebie na głos. Mimo to zdjęłam bluzkę i spodenki, zostając w samej bieliźnie. Raz się żyje, prawda? To nasze wybory doprowadzają do przedwczesnej śmierci, ale... Jestem rozważna. Będę trzymała się blisko brzegu. Wsunęłam się powoli do wody, zatapiając ponad piersi. Cholera, głęboko na samym początku. Gdy byłam mała, panicznie się bałam wody. Nikt nie wiedział czemu. No, oczywiście, oprócz Niall'a. Powiedziałam mu, że w wieku 7 lat byłam z koleżankami nad jeziorem, bez wiedzy rodziców. Prawie się utopiłam, gdyby nie jakiś starszy mężczyzna. Odeszłam jeszcze parę kroków, zanóżając się do szyi. Próbowałam poruszyć lewą nogą, ale nic z tego. Ugrzęzła.
-Cholera! - Krzyknęłam. Zaczynałam gwałtowniej szarpać nogą. W końcu wzięłam głęboki oddech i zanurkowałam, by móc pomóc sobie rękoma. Szarpałam i szarpałam, aż po chwili zabrakło mi powietrza. Wyciągnęłam głowę na powierzchnię, chwilę pooddychałam i ponownie zanurkowałam. Próbowałam odkopać nogę, aż w końcu, po kilku wynurzeniach, udało się. Chciałam zawrócić, ale potknęłam się o coś w wodzie i wpadłam do niej. Nie zdążyłam wziąć oddechu, więc zachłysnęłam się wodą. Ktoś mnie wyciągnął i zrobił "usta usta". Wyplułam płyn z moich płuc i usiadłam. Patrzyłam na mojego wybawiciela. Krople wody idealnie oświetlało słońce.
-Caroline, co ty wyrabiasz?!- Wydarł się na mnie Zayn. Czułam, że gotuję się w środku. Przytuliłam go, nie zwracając uwagi na to, że jest zły. Uratował mi życie i tylko to się teraz liczyło. Boże, dlaczego ja jestem taką ofermą? Powinnam siedzieć w domu w kaftanie bezpieczeństwa. Ubrałam się i razem z chłopakiem ruszyliśmy do domu.

+Pytania dotyczące rozdziałów lub ogólnie : http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

Five - Niall (+18)


-Jak w typowej komedii romantycznej.- Skomentowałam film szeptem, a następnie przytuliłam przyjaciela. Uwielbiałam jego ciepło i bliskość. Obejmował mnie swoimi silnymi ramionami, a ja miałam ochotę się rozpłakać. Czułam się bezpiecznie i pewnie. Irytowało mnie to, że z każdym problemem leciałam do niego, ale... Podziwiałam go za to, że zawsze mi pomaga. Tylko, że taki właśnie był Liam. Nie cierpiałam, gdy musiał wyjeżdżać razem z zespołem. Po prostu brakowało mi go wtedy. Jego porad i pomocy, w każdej sytuacji. Co prawda, to tylko 2 tygodnie, ale ja zawsze tęsknię. Dziś był nasz pożegnalny wieczór. Odkąd 4 miesiące temu zerwaliśmy z Niall'em, spędzałam ten ostatni dzień tylko z Liam'em. No i czasem Danielle, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ bardzo ją lubiłam. Była naprawdę wspaniałą dziewczyną i widać było, że kochają się z Daddy'm.
-Nie cierpię się z tobą żegnać.- Powiedziała, odsuwając się od niego. Chłopak uśmiechnął się szeroko.
-Właściwie... Danielle nie może z nami jechać i pomyślałem...- Nie skończył, ponieważ z piskiem się na niego rzuciłam. Zaczęłam dziękować i całować jego policzek, aż stał się czerwony. Spojrzałam na niego z przerażeniem, a on się zaśmiał.
-Przepraszam...- Wybąkałam cicho, ale on tylko się uśmiechnął.
-Nie ma za co. Choć trochę boli. - Powiedział, pocierając zaczerwieniony policzek. Po krótkiej chwili kontynuował.- Będziemy po ciebie o 10. I masz być gotowa!- Pogroził mi palcem, na co ja się zaśmiałam. Wstał i skierował się do przedpokoju, gdzie założył buty. Oczywiście podążyłam za nim.
-To do jutra.- Powiedział, całując mnie w policzek. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Do jutra. Liam...- Zawahałam się. Payne popatrzył na mnie wyczekująco.- Pozdrów go.- Uśmiechnęłam się smutno. Chłopak delikatnie potarł moją rękę.
-Zawsze to robię. Jutro sama z nim pogadasz.- Powiedział cicho, a następnie wyszedł. Zawsze prosiłam, by go pozdrowił. Odkąd zerwaliśmy. Oprócz tego, nie miałam z Niall'em żadnego kontaktu. I oczywiście nigdy nie usłyszałam, że on też mnie „pozdrawia”. Może i to żałosne, ale dzięki temu czułam z nim jakąś więź. Brakowało mi go, ale brakowało mi też odwagi, żeby się odezwać. Poza tym, przy naszym rozstaniu jasno zakomunikował, że nie chce mnie znać. Poszłam do pokoju i zaczęłam się pakować. Z jednej strony miałam ochotę tańczyć, śpiewać, skakać i piszczeć, a z drugiej cholernie się bałam. Bałam się spotkania z chłopakiem, którego nadal kocham, a przez jeden mój błąd to wszystko się skończyło. Po około dwóch godzinach skończyłam. Poszłam wziąć prysznic. Zajęło mi to pół godziny. Wsunęłam się pod kołdrę i gdy chciałam nastawić budzik w telefonie, dostrzegłam małą kopertę w górze ekranu. Bez zastanowienia weszłam w nieodebrane wiadomości. Przeczytałam ją kilka razy, dokładnie przyglądając się jej treści. Moje serce biło jak szalone. SMS był od Niall'a : „Nie mogę się doczekać jutra. Pozdrawiam! Haha. xx” . Ustawiłam budzik na 8:30 i przez następnych kilka godzin próbowałam zasnąć. Było to trudne, przez mieszankę strachu i podniecenia.
Dźwięk budzika niemiłosiernie przywracał mnie ze świata snów. Odszukałam telefon i wyłączyłam to ustrojstwo. Westchnęłam ciężko, a następnie zgramoliłam się z łóżka, kierując ku łazience. Tam wzięłam szybki, chłodny prysznic. Tak na pobudzenie. Następnie umyłam zęby, wysuszyłam i uczesałam włosy, a pod koniec zrobiłam lekki makijaż. Czułam się, jakbym szykowała się na randkę życia. Związałam włosy w mocnego koka i wróciłam do sypialni. Z szafy wyciągnęłam świeżą bieliznę, jasnofioletowe rurki, czarną bokserkę, czarne converse i biało-czarną bejsbolówkę. Ubrałam wszystko i zeszłam na dół, ciągnąc za sobą walizkę. Mimo dwóch tygodni, spakowałam ogrom rzeczy, na każdą pogodę. Zrobiłam sobie mocnej, czarnej kawy i 4 tosty. Nie wyspałam się przez strach, dotyczący dzisiejszego dnia. W domu było chłodno, więc na dworze tym bardziej. Zjadłam śniadanie i wypiłam napój. Spojrzałam na telefon. Na tapecie nadal byłam ja z Niall'em... Zacisnęłam mocno powieki, by się nie rozpłakać. Jestem na to za duża. Otworzyłam i wbiłam smutny wzrok w godzinę. Za 10 minut miała wybić 10. Wstawiłam naczynia do zmywarki, a następnie poszłam jeszcze skorzystać z toalety. Myślałam, że zwymiotuję. Brzuch tak cholernie bolał, a wszystko, ze strachu. Boże, Liam, coś ty narobił... Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Rozpuściłam włosy, rozczesałam i lekko poprawiłam. Zrobiłam kilka głębokich wdechów i wyszłam z łazienki. Akurat w tym samym momencie usłyszałam pukanie. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi. Liam, Liam, Liam, Liam, Liam... Otworzyłam.
-Cześć.- Odezwał się Zayn z szerokim uśmiechem. Przytuliłam go. Boże, dobrze, że nie Niall.
-Hej.- powiedziałam, odsuwając się od niego. Odgarnęłam kosmyk swoich blond włosów z twarzy.
-Gotowa?- Spytał ochoczo. Nie rozmawialiśmy 4 miesiące, a on nadal zachowywał się tak samo... Mimo to, byłam pewna, że nie lubi mnie tak, jak kiedyś. Nie po tym, co zrobiłam jego przyjacielowi. W moich oczach pojawiły się łzy, więc zamrugałam kilkukrotnie, by się ich pozbyć.
-Jasne.- Odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem. Czułam silne kłucie w sercu. Miałam żal do samej siebie. Chciałam iść po walizkę, ale odezwał się Malik.
-Pozwól, że ja to zrobię.- Powiedział, jak na dżentelmena przystało. Zabrał moją walizkę, a ja w pośpiechu zamknęłam drzwi. Chłopak wsadził ją do bagażnika i otworzył mi drzwi do limuzyny. Wsiadłam i odetchnęłam z ulgą. Szatyn usiadł obok mnie. Oprócz nas nikogo nie było.
-Wiesz. Niall jeszcze się dożerał, Harry kończył pakować, Louis czegoś zapomniał, a Liam pojechał pożegnać się z Danielle. Pierwszy raz byłem pierwszy.- Zaśmialiśmy się oboje, po czym on kontynuował.- Spotykamy się na lotnisku.- Umilkł i zaczął lustrować mnie wzrokiem. Na mojej twarzy malował się ból, więc jedyne, co mogłam zrobić, to mocno zacisnąć powieki. Zayn delikatnie mnie objął.
-Zayn, proszę...- Powiedziałam, odsuwając się od niego. Chłopak spojrzał na mnie z pytającym wyrazem twarzy.- Nie chcę twojego współczucia. Nie zasługuję na nic. W ogóle nie powinnam z wami jechać...- Szepnęłam. Malik głęboko westchnął i zamknął oczy. Po chwili je otworzył, patrząc na mnie tak, jak kiedyś.
-{T.I}... Żałujesz tego. Minęły 4 miesiące, a ty nadal nie masz odwagi, by się przed nami stawić. Czego się boisz?
No właśnie. Czego się boję? Zacisnęłam powieki najmocniej, jak potrafiłam.
-Nadal żałuję tego, co zrobiłam. Nadal mnie to boli. I wiem, że mnie nienawidzicie. Nie mam wam tego za złe, ja sama się nienawidzę. Nie mogę spojrzeć wam w oczy, tym bardziej Niall'owi. Nie mogę spojrzeć w oczy samej sobie...- I mimo iż moje oczy były zamknięte, spod powiek wypłynęła jedna słona kropla. Wszyscy znają wersję, w której zdradziłam Horan'a. Bo po części tak było. Tylko nie wiedzą, że nie zrobiłam tego z własnej woli. Zostałam zgwałcona, ale zbyt bardzo się tego wstydzę. Jestem brudna, czuję obrzydzenie... Zayn ścisnął mnie z całej siły.
-Nie nienawidzimy cię. Liam powiedział...- Przerwałam, z całej siły go odpychając.
-Co powiedział?- Prawie krzyknęłam.
-Spokojnie... Powiedział tylko, że nie było do końca tak. Tylko, że się boisz to wyznać...- Szepnął. Uśmiechnął się do mnie, ale ja tylko odwróciłam się do okna, czoło opierając o szybę. Patrzyłam w ciągle zmieniające się obrazy, aż znaleźliśmy się na lotnisku. Wysiedliśmy, a mulat wziął swoją i moją walizkę. Przy samolocie spotkaliśmy chłopców. Powiedziałam ciche cześć, nie patrząc żadnemu w oczy. Nie miałam odwagi. Pociągnęłam Liam'a za rękaw, jak mała dziewczynka, po czym szepnęłam mu do ucha.
-Siedzę koło ciebie?
-Nie. - Uśmiechnął się tajemniczo i wrócił do rozmowy z Louis'em. Nic nie powiedziałam, tylko szybkim krokiem ruszyłam ku toalecie. Weszłam do kabiny i się rozpłakałam. Sama nie wiem, dlaczego. Ze strachu? Szybko się ogarnęłam, wycierając twarz. Wyszłam z toalety, a przed nią czekał na mnie Harry.
-Bałem się, że się zgubisz.- Powiedział i uśmiechnął się, ukazując swoje słodkie dołeczki. Ja tylko spuściłam głowę, by nie było widać, że jednak płakałam.
-Koło kogo siedzę? - Spytałam, nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Wchodziliśmy właśnie do samolotu.
-Koło Niall'a.- Powiedział wesoło. Stanęłam, jak wryta.
-Chciałam koło Liam'a...- Powiedziałam błagalnie, wreszcie na niego patrząc.
-Sory, kotku. Ziam. - Uśmiechnął się szeroko i zajął miejsce koło Lou. Chłopak uśmiechnął się do mnie przepraszająco. Jako jedyny. Niall zostawił mi miejsce przy oknie. Nadal pamiętał... Przepchnęłam się obok niego i usiadłam, odwracając się plecami do blondyna. Pozycja była niewygodna, ale tylko na taką miałam siłę. Wsunęłam słuchawki do uszu i puściłam na pełną głośność Green Day. Po kilku piosenkach poczułam, jak ktoś wyjmuje mi słuchawkę z ucha.
-Pasy.- Szepnął blondyn. Jego ciepły oddech omiótł mi kark i policzek. Usiadłam normalnie i zapięłam pasy. Nienawidziłam momenty, w którym startowaliśmy. Ciśnienie momentalnie podskakiwało.
-Wiesz...- Odezwał się, gdy miałam już wsadzić słuchawkę do ucha.- To było naszą wspólną decyzją.
-Co takiego? - Spytałam, obracając się ku niemu. Nasze spojrzenia się spotkały. Przez chwilę tak tkwiliśmy, tylko patrząc sobie w oczy. Jego błękitne, moje zielone.
-Żebyś jechała z nami. - Uśmiechnął się, a moje serce zabiło jak szalone. Zjechałam niżej, wbijając wzrok w jego usta. Wiem, że zrobił to samo. Mimo że od 4 miesięcy się nie widzieliśmy, żadne z nas nie było w tej chwili skrępowane. Poczułam się tak naturalnie... W końcu przeniosłam wzrok na swoje dłonie. Z torby podręcznej wyjęłam chipsy i podałam chłopakowi. Jego oczy zabłyszczały, a ja się zaśmiałam. Tak dźwięcznie i naturalnie, jak ostatnio śmiałam się tylko przy Liam'ie. No cóż. Dopiero miesiąc temu byłam w stanie powiedzieć mu, co tak naprawdę się stało. 3 miesiące byłam... W pewien sposób martwa. Nienawidziłam swojego ciała. Nadal nienawidzę, ale udaję, żeby Liam nie był zły bądź smutny. Wsunęłam słuchawkę do ucha i z uśmiechem na twarzy zasnęłam.
***
-Wysiadamy. -Znów ten sam, ciepły oddech. Otworzyłam ociężałe powieki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie wiedziałam, dokąd lecimy. Jak się okazało, byliśmy w Nowym Yorku. Uśmiechnęłam się sama do siebie, aż Niall mnie pociągnął. Jako, że byłam zdezorientowana, poleciałam na niego i wylądowaliśmy na podłodze. Blondyn zaczął się śmiać, a ja tylko spaliłam buraka i wstałam. Do dojazdu do hotelu z nikim nie rozmawiałam.
-{T.I}...- Powiedział Liam. Spojrzałam na niego z miną „NIE”. On tylko spuścił wzrok.-Mamy 3 pokoje. - Skończył.
-Jaki problem? Śpię z tobą.- Powiedziałam, delikatnie się uśmiechając. Mimo wszystko po jego tonie wiedziałam, że coś jest nie tak. Jak z samolotem...
-Ale ja mam pokój z Zayn'em.
-Nie...- Szepnęłam zrezygnowana. Czyli Niall.-Robisz to specjalnie. Ja ci powiedziałam, a ty wykorzystujesz to przeciwko mnie! - Krzyknęłam na całe gardło. Wszyscy w hotelu gapili się na mnie, jak na idiotkę. Nie zwracałam na nich uwagi. Wkurzona wyszłam z budynku, kierując się w niewiadomą stronę. Po cholerę ja z nimi pojechałam? Nie spodziewałam się, że Liam zrobi mi coś takiego. Zawiódł moje zaufanie. Usiadłam na jakimś murku, nie zważając na to, że cała się trzęsłam. Nie wiedziałam, czy z zimna, czy z nerwów. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam głośno szlochać. Dlaczego? Dlaczego to wszystko się stało? Podciągnęłam kolana pod brodę i zaczęłam się kołysać. Przód i tył. Byłam w jakimś parku. Ludzi nie było zbyt wielu, ponieważ było już ciemno. Moja komórka nie przestawała dzwonić. Zamknęłam oczy i nuciłam melodię z dzieciństwa. Po chwili mnie uspokoiła i wtedy poczułam czyjąś obecność. Spojrzałam w bok i zobaczyłam Harry'ego.
-Wszyscy cię szukamy.- Skrzywił się. Popatrzył na mnie i oddał mi swoją kurtkę, która dawała o wiele więcej ciepła, niż moja bluza.
-Wracajmy.- Objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić w stronę hotelu. Może źle zrobiłam, że tak uciekłam. Zachowałam się niedojrzale, kierowana impulsem. Z drugiej strony-dobrze mu tak. Gdy tylko Liam mnie zobaczył, od razu przytulił. Do nas dołączyła cała reszta, włączając Niall'a. Po kilku minutach, gdy wszyscy się odsunęli, Payne chciał się odezwać, ale mu przerwałam.
-Mogę mieć pokój z Niall'em.- Powiedziałam, a jego źrenice lekko się poszerzyły.- Jeśli, oczywiście, on nie ma z tym żadnego problemu.- Spojrzałam na niego ukradkiem. Chłopak tylko się uśmiechnął. Chwycił moją dłoń i splótł nasze palce. Zaprowadził mnie na 2 piętro  i otworzył drzwi do ogromnego pokoju z gigantycznym, 2 osobowym łóżkiem. Wskazałam na nie palcem.
-To chyba żart.- Powiedziałam stanowczo. Horan lekko się speszył.
-Wszyscy takie mamy...- Szepnął. Westchnąłem.
-Okej.-Powiedziałam, posyłając mu uroczy uśmiech. Weszłam do pomieszczenia i opadłam na łóżko. Zaraz obok mnie usiadł Irlandczyk.
-Głupio wyszło...- Zaczął nieśmiało, ale ja mu przerwałam.
-Jest okej. Nie jestem zła.-Wyszeptałam, kładąc dłoń na jego dłoni. Chłopak uśmiechnął się, ukazując aparat. Przysunął się bliżej i zatrzymał przed moimi ustami. Milimetry. Zawsze tak robił, przeciągał. Wiedział, że to uwielbiam, że to mnie nakręca. Tym razem nie było inaczej. Delikatnie musnął moje wargi, jakby się bał. Odsunął się i uważnie mi się przyglądał.
-Nie chcesz tego. -Powiedziałam, a następnie wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, po którym opatuliłam się puszystym, hotelowym ręcznikiem. Wyszłam z łazienki, zostawiając na podłodze mokre ślady. Niall leżał patrząc w sufit, ale gdy tylko mnie zauważył, usiadł. W jego oczach dostrzegałam tak dobrze mi znane iskierki pożądania. Z walizki wyciągnęłam majtki i szukałam jakiejś koszulki, gdy on podał mi swoją. Podziękowałam i wróciłam do łazienki, by się przebrać. Umyłam jeszcze zęby i rozczesałam włosy. Na koniec posmarowałam ciało balsamem miodowym. Weszłam do pokoju, gdzie teraz oprócz blondyna był Louis.
-Już oddałeś jej swoją koszulkę?- Pytanie skierował do Irlandczyka, zabawnie poruszając brwiami. Zaśmiałam się i usiadłam na łóżku.
-To ja was zostawiam samych, gołąbeczki.- Powiedział i wyszedł, puszczając oczko przyjacielowi. Niall spojrzał na mnie. Był poważny.
-Liam powiedział...- Głośno przełknął ślinę.- Że co do twojej zdrady to nie była to cała prawda.-Wyrzucił to z siebie na jednym oddechu. Powiedzieć, czy nie?
-Bo ja...- Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy, by nie poleciały z nich strumienie łez.
-Zostałam zgwałcona.
Niall przyglądał mi się przez chwilę, a następnie wyszedł na balkon, gdzie zaczął krzyczeć na całe gardło. Zalałam się łzami, po części się nimi krztusząc. Pewnie się mnie brzydzi. Ja sama się siebie brzydzę... Do pokoju wbiegli chłopcy, pytając, co się stało. Liam od razu poszedł do Horan'a i zaczął go uspokajać.. Schowałam twarz w kolana i powtarzałam tylko : brzydzę się. Nie mogłam przestać. Nie potrafiłam. Pożałowałam, że mu to powiedziałam. Z drugiej strony zasłużył, by  wiedzieć. Ktoś mnie przytulił i próbował uspokoić, jednak na marne. Wyrwałam się z uścisku i pobiegłam do łazienki, zamykając drzwi. Spojrzałam na swoje odbicie. Potargane, wilgotne włosy i  czerwone od płaczu oczy. Jednak nie to było najgorsze. Mała, ledwo widoczna blizna na policzku. Przypomina tamten dzień, którego tak nienawidzę. Wzięłam pierwszą lepszą, ciężką rzecz i uderzyłam w lustro. Brzęk tłuczonego szkła sprawił, że wszystkie dźwięki, jakie wydobywały się z pokoju, ucichły. Chłopcy zaczęli dobijać się do łazienki. Spojrzałam na swoją lewą rękę. Krew spływała strumieniami, a w nadgarstku utkwił spory kawałek tego cholerstwa. Wyciągnęłam go, sykając z bólu. Rzuciłam nim o podłogę, a on rozbił się w drobny mak. Przy okazji zauważyłam, że jest na kafelkach mnóstwo krwi. Prawą ręką ścisnęłam lewą, przez co zabolała jeszcze bardziej. Pieczenie, swędzenie. Dziwny ból. Usiadłam na podłodze. Wszędzie krew... Powoli odpływałam. Wtedy wyważyli drzwi i weszli. Niall jako pierwszy do mnie dopadł.
-Przepraszam.- Szepnął mi do ucha,  gdy mnie podnosił. Liam na szybko zawiązał bandaż, a blondyn niósł mnie do samochodu, gdzie czekał Harry. Horan usiadł, a mnie posadził sobie na kolanach. Wtuliłam się w niego, napawając jego cudownie słodkim zapachem. Idealnie do niego pasował. Pachniał jak ciasteczka.
-Ja przepraszam... Nie mogłam patrzeć na swoje odbicie...- Zdołałam wyszeptać.
-Cii... Nic nie mów.- Powiedział, całując mnie w głowę. Ścisnął mnie mocniej. Widać, że się bał.
-Kocham cię...- I urwał mi się film.
***
-Kretyn! Myślisz, że się obudzi, bo przebrałeś się za marchewkę?
-Tak!
-Dobra, ciszej, bo was wywalę! Idioci...
Nie rozpoznawałam głosów. Dopiero się wybudzałam, wszystko dochodziło z oddali. Czułam się wypoczęta, a ręka mnie nie bolała. Słyszałam szepty chłopaków. Powoli zaczynałam rozpoznawać. 1Głos był Zayn'a, drugi Lou, a trzeci Niall'a. Poruszyłam palcami lewej dłoni, a nadgarstek lekko zabolał.
-O! Widzieliście?!- Zawołał uradowany Hazza. Westchnęłam. Z nimi to jakaś porażka...
-Au ! Za co to?!- Syknął Styles nagle.
-Za to, że się prujesz!- Powiedział Irlandczyk.
-Ty wcale nie lepszy...- Dodał spokojnie Liam, na co Harry wybuchł głośnym śmiechem.
-Ciszej, próbuję spać.- Wychrypiałam, nie otwierając oczy. Wszystko ucichło.-Styles, kretynie, musiałeś? - Spytałam.
-Przepraszam.- Wyszeptał. Teraz to nagle potrafi być cicho! Aż miałam ochotę mu przywalić.
-Niall... Nie wiem, co wcześniej mu zrobiłeś, ale jeszcze raz, proszę.
-Ała ! -Krzyknął znów loczek. Wszyscy się zaśmialiśmy. Łącznie ze mną. Otworzyłam oczy. Przez  okno wlatywała mała ilość światła dziennego. Rozejrzałam się po sali, gdzie siedziała 5 pajaców. Louis naprawdę był przebrany za marchewkę...
-Mówiłem!- Wytknął język do Zayn'a, na co ten tylko pokręcił głową. Liam stał oparty o ścianę i delikatnie się uśmiechał. Harry pocierał głowę, a Niall dokładnie mi się przyglądał. Posłałam Payne'owi błagalny uśmiech.
-Dobra, chłopaki. Ruszyć dupska, oni muszą pogadać.- Powiedział, a następnie się do mnie uśmiechnął. Wszyscy wyszli z jakimiś dziwnymi okrzykami. Zostaliśmy sami, a wokół panowała idealna cisza. Usiadł na krzesełku po prawej stronie i chwycił moją zdrową dłoń.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś? - Spytał cicho. Odpowiedź dla mnie była prosta.
-Brzydzę i wstydzę się tego...- Odszepnęłam. Chłopak ścisnął moją rękę mocniej.
-Zrozumiałbym. To nie twoja wina...- Uciszył się. Pewnie długo myślał nad tym, co powiedzieć, a teraz jak zwykle nie wyszło.
-Jak się czujesz?- Zapytał, wbijając we mnie swoje błękitne tęczówki.
-Wypoczęta. A ile spałam?
-Od wczoraj... Do teraz... Czyli krótko. Wieczorem mamy koncert, na który idziesz.- Uśmiechnął się szeroko. Nachylił się i musnął moje wargi, co ja odwzajemniłam. Tak brakowało mi tego uczucia, tej bliskości, jego ust...
-Pójdę pogadać z lekarzem.- Jak powiedział, tak zrobił. Później była konsultacja, wypis. Do hotelu, tam się przebrałam. Poszliśmy razem na obiad. Oczywiście blondyn zjadł najwięcej i nie obyło się bez śmiechu. Czułam się tak, jak przed tym felernym wydarzeniem. Po prostu szczęśliwa. Pochodziliśmy po sklepach, gdzie kupiłam sobie kilka pamiątek. Porobiliśmy zdjęcia, pełne głupich min. Cały czas wygłupy. W końcu wróciliśmy do hotelu, ponieważ mieliśmy przygotować się na koncert. Za cholerę nie wiedziałam, w co mam się ubrać. Chłopaki już byli pod okiem stylistów...Wybrałam krwistoczerwone rurki, szarą bokserkę i czarne converse. Jak na mnie, to zwyczajny strój. Lekko pokręciłem włosy i zrobiłam delikatny makijaż. Głównie podkreślenie oczu. Narzuciłam na siebie jeszcze czarną, skórzaną kurtkę i wzięłam torebkę, do której spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Zeszłam na dół i usiadłam na skórzanej kanapie w hotelowym holu. Wystukiwałam palcami jakiś rytm. Po kilku minutach w końcu zeszli. Wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy na ten ich cały koncert. Rozwrzeszczane fanki były wszędzie. Posadzili mnie na kanapie za kulisami, przed telewizorem. Śmieszne. Być na koncercie i oglądać go w telewizji. Rozsiadłam się, a chłopaki wyszli na scenę.
Gdy chłopcy kończyli ostatni utwór, obok mnie usiadła szczupła brunetka. Miała długie, falowane włosy i zielone oczy. Głęboka zieleń... Wyglądała na zmartwioną.
-Nie zdążyłam...- Szepnęła. Przyglądałam jej się uważnie.
-Nie martw się, zaraz sobie z nimi pogadasz.- Uśmiechnęłam się do niej promiennie. Skądś ją znałam...
-Jestem Maya.- Podała mi swoją dłoń, którą ja lekko uścisnęłam. Było jak grom z jasnego nieba.
-Koleżanka Danielle, tancerka, tak? - Spytałam, a ona potwierdziła to skinieniem głowy.
-Co tu robisz?- To mnie naprawdę ciekawiło.
-Jestem też przyjaciółką Harry'ego. A ty, to pewnie była dziewczyna Niall'a?- Bardziej stwierdziła, niż zapytała. Z naciskiem na „była”. Jakoś mi to nie przeszkadzało, a dziewczyna wydawała się sympatyczna. Chłopcy zeszli ze sceny.
-Maya!- Krzyknął Harry i za chwilę utonęli w uścisku. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Niall doszedł do mnie i objął, całując w głowę. Nasze stosunki z chwili na chwilę były coraz lepsze.
-Podobało się? - Spytał. Widać było, że jest zmęczony. Mimo to, szeroko się uśmiechał.
-Jak zawsze.- Wszyscy wróciliśmy do pokoju, gdzie rozeszliśmy się do swoich pokoi. Harry i Maya  gdzieś zniknęli, ale nikt się tym jakoś specjalnie nie przejął. Wróciliśmy z Horan'em do pokoju, trzymając się za ręce. Nie wiem, dlaczego. W pomieszczeniu chłopak od razu opadł na łóżko, a ja odszukałam w szafie ciepły sweter i grubą kurtkę. Ubrałam na siebie, a on uważnie mi się przyglądał.
-Idziesz gdzieś?- Spytał, unosząc brwi.
-Oczywiście, że tak. Na spacer. W końcu jutro wyjeżdżamy.- Uśmiechnęłam się promiennie. Blondyn zerwał się na równe nogi.
-O 2 w nocy nie pozwolę ci iść samej.- Ubrał się ciepło i razem wyszliśmy s hotelu. Spacerowaliśmy powoli, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Tak naturalnie, jak przed naszym rozstaniem. Cały czas pewnie trzymał moją dłoń.  Pewnym momencie się zatrzymałam, a on spojrzał na mnie z pytającym wyrazem twarzy.
-Czy to wszystko znaczy...- Przełknęłam głośno ślinę.- Że jesteśmy razem?- Dokończyłam szeptem. Niall uśmiechnął się w ten nieziemski sposób. Przybliżył się i położył mi dłoń na policzku.
-A chcesz tego?- Spytał. Lustrował mnie swoimi błękitnymi tęczówkami.
-Ja...- Chciałam, tylko, że było mi wstyd. Nadal przez ten sam powód. Nie potrafiłam... To uczucie...
-{T.I}... Ja wiem, że nie czujesz się dobrze z tym, co się stało. Mimo to... Nadal cię kocham. Cały czas kochałem, tylko nie miałem odwagi...- Spuścił wzrok. Te słowa dodały mi motywacji, wiary w siebie. Nie brzydził się mną. Nadal czuł do mnie to samo. Przybliżyłam usta do jego ucha.
-Chcę.- Szepnęłam, przygryzając jego płatek. Niall porwał mnie w objęcia i zaczął kręcić się ze mną wokół własnej osi. Śmiałam się i piszczałam. Po kilku kółkach zakręciło mu się w głowie i oboje wylądowaliśmy na trawie, nie przestawając się śmiać. Ułożyłam głowę na jego ramieniu, a on mocniej mnie ścisnął.
-Tęskniłem za tym.- Powiedział, patrząc w gwiazdy. Wciągnęłam chłodne powietrze.
-Ja też.- Przyznałam, zgodnie z prawdą. Po kilku minutach leżenia w ciszy, wstaliśmy i skierowaliśmy się do hotelu. Całą drogę szeptał mi do ucha czułe słówka. Gdy znaleźliśmy się na naszym piętrze, blondyn zaczął mnie namiętnie całować. Uwielbiałam sposób, w jaki nasze języki toczyły ze sobą bój. Nie przestając się całować, wpadliśmy do pokoju. Usłyszałam chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w tamtą stronę. Harry był w samych bokserkach, a na łóżku, przykryta kołdrą, leżała Maya.
-Wasz pokój jest obok.- Powiedział z oburzeniem. Wybełkotałam przeprosiny i ze śmiechem wyszliśmy z ich sypialni. Gdy znaleźliśmy się w naszej, Niall bez wahania popchnął mnie na łóżko. Przygryzłam dolną wargę.
-Teraz skończymy to, co zaczęliśmy. - Powiedział z chytrym uśmiechem. W dwóch zwinnych krokach znalazł się przy mnie i szybkimi ruchami pozbył się mojego ubrania. Nie pozostałam mu dłużna i jego odzienie także znalazło miejsce na podłodze.
Przyciskał ciało do mojego ciała tak, że nie dzielił nas nawet milimetr, i wciąż mnie całował. W końcu od ust przeszedł do mojego ucha. Obwiódł je językiem i wargami przeniósł się na szyję.  Chwyciłam drżący oddech, kiedy zręczny język zaczął muskać wrażliwą skórę, wywołując dreszcze. Zsuwał się coraz niżej i niżej, całując piersi. Całował je i pieścił, to muskając jak piórko całusami, to przygryzając mocniej, aż bałam się, że zostawi sińce. W końcu zsunął się niżej, wędrując językiem po gładkiej skórze mojego brzucha. Kiedy dotarł między uda, zatrzymał się. Byłam już w proszku, boleśnie spragniona. Niall uśmiechnął się do mnie tajemniczo, gdy ja łapałam głębokie oddechy. Położył się na mnie, przyciskając nagą skórę do skóry. Kiedy moje dłonie zeszły niżej i zaczęły ściskać i pieścić jego erekcję, westchnął z rozkoszą.
-Boże, {T.I}.- sapał, patrząc mi w oczy.- Nie wiesz, jak bardzo cię pragnę.
Wiedziałam.
Pokierowałam go i wsunęłam w siebie. Moje ciało otworzyło się przed nim, witając go ja kawałek mnie samej, którego mi brakowało, a on zaczął poruszać się we mnie długimi, kontrolowanymi pchnięciami. Obserwował uważnie moją twarz i sprawdzał, jak działa na mnie każdy kąt i ruch. Poruszaliśmy się wyćwiczonym rytmem, jakby nasze ciała robiły to ze sobą bez przerwy. Kontrolowane pchnięcia stały się bardziej gwałtowne, mniej precyzyjne. Wchodził we mnie mocniej i ostrzej, jakby chciał przebić się przez materac. Powoli traciłam poczucie wszystkiego, co dzieje się dookoła. Liczyły się tylko reakcje mojego ciała, narastająca siła, która pożerała mnie, spalała, a jednak kazała żądać więcej. Pragnęłam już spełnienia i popędzałam do, unosząc ciało, wychodząc mu na spotkanie, zaciskając wokół niego mięśnie. Chwycił gwałtowny wdech, kiedy poczuł, że robię się ciaśniejsza. Wiedziałam, że to końcówka. Pchnął mnie na sam szczyt ekstazy tak, że krzyknęłam. Wyraz mojej twarzy wystarczył by i jego doprowadzić do końca. Ułożył się wygodnie obok mnie. Po kilku minutach, gdy się uspokoiliśmy, wzięliśmy wspólny prysznic. Po powrocie do pokoju ułożyłam się obok niego pod kołdrą.
-Nigdy więcej mnie nie zostawiaj.- Szepnął, całując mnie w głowę.
-Jeśli masz dostarczać mi takich wrażeń, nie zamierzam.- Oboje się zaśmialiśmy. Wtuliłam się w niego. Zasnęłam szybko, ponieważ byłam baaardzoo zmęczona.


+ Imagin, który napisałam dla osób z Twittera :) 

czwartek, 27 grudnia 2012

Informacja

Rozczaruję wszystkich, ale rozdziały są dodawane co tydzień, więc następny będzie w czw za tydzień...
Pozdrawiam xx

Caroline Rose - Rozdział 10


Obudziłam się, wrzeszcząc na całe gardło. Niall i Zayn od razu do mnie podbiegli. Zerwałam się z łóżka i mocno wtuliłam w blondyna, płacząc. Strasznie głośno szlochałam, i z całych sił tuliłam Irlandczyka, przez co całe ciało mnie bolało. Czułam na sobie kilka spojrzeń. Wszyscy na pewno byli zdziwieni. Nie mogłam z siebie wykrztusić ani słowa. Cieszyłam się, że to był tylko zły sen. Bałam się, cholernie się bałam, że to może być prawdą. Co ja zrobię, jeśli coś mu się stanie? Nie potrafię bez niego żyć. Chłopak szeptał mi coś do ucha, ale przez szum w mojej głowie, nic nie zrozumiałam. Tylko tuliłam go do siebie, nie pozwalając mu się odsunąć nawet na centymetr. Wdychałam jego zapach, jakby od tego zależało moje życie. Był ciepły, a jego ramiona dawały ukojenie. Zmoczyłam już spory kawałek jego szarej bluzy swoimi łzami. Nie mogłam przestać płakać, mimo tego, że mnie tulił i głaskał po plecach i włosach. Delikatnie całował w policzek między słowami. Chyba chciał wiedzieć, co się stało. Choć niby jak mam mu to powiedzieć? " Śniło mi się, że broniłeś mnie przed ojcem, a on przez to cię zabił". Przecież to brzmi niedorzecznie, a jednak sen był tak realistyczny, że byłam pewna, że to dzieje się naprawdę. Może tak było, a teraz śnię? Nie wiem, co jest realią. Nie wiem, czy żyje. Nie wiem, czy naprawdę go przytulam. Wiem tylko, że kocham go ponad wszystko. Uszczypnęłam się delikatnie w rękę. Zabolało. Wcześniej, jak mnie bił, też bolało. Czy może to wspomnienie bólu? Niall powiedział coś do pozostałych i wszyscy wyszli. Posadził mnie na łóżku, a sam usiadł obok.
-Powiesz mi? - Spytał cicho, splatając swoje palce z moimi.
-Nie wiem, czy jesteś tu naprawdę. Nie wiem, czy żyjesz. - Szepnęłam, ponownie zanosząc się szlochem. Niall bez słowa mnie przytulił. Płakałam i pociągałam nosem.
-Boję się. Nie chcę cię stracić. Proszę, udowodnij mi, że tu jesteś.- Powiedziałam, lekko się jąkając. Nie wiedziałam, co robić. Jak zdobyć pewność, że nie śnię? Irlandczyk odsunął się ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy. Złączył nasze usta w długim, namiętnym i pełnym miłości pocałunku. Jego usta były miękkie i słodkie. Jak zawsze. Pełne uczucia. Oparł się czołem, o moje czoło i spojrzał w oczy. Delikatnie się uśmiechał.
-Może być? - Spytał cicho. Przygryzłam dolną wargę.
-Może. - Uśmiechnęłam się słodko.
-Jestem tu, Caroline. Nigdy cię nie opuszczę. Kocham cię.- Szepnął cicho. Delikatnie musnęłam jego wargi.
-Ja także ciebie kocham. Po prostu... Śniło mi się, że jestem w domu. W Polsce. On znów mnie bił, a ty zacząłeś mnie bronić...- Głośno przełknęłam ślinę. Łzy znów zasłoniły cały świat.
-On cię zabił.- Powiedziałam, a słony płyn spłynął po moich policzkach. Wzdrygnęłam się na wspomnienie dużej ilości krwi, wokół ciała ukochanego. Tak bardzo się wtedy bałam i tak bardzo mnie bolała myśl, że już nigdy więcej mnie nie przytuli, nie pocałuje, nie powie, że mnie kocha... Że stracę cały mój świat w jednej chwili, a moje serce pęknie na miliony małych kawałeczków. Już pękło. W śnie, choć ból był bardzo realistyczny. Niall mnie przytulił. Tak mocno i pewnie...
-A co się stało z twoją mamą?- Spytał po chwili ciszy. Westchnęłam i odsunęłam się od niego.
-Gdy tylko ojciec zaczął pić, zostawiła go i mnie. Znalazła sobie innego. Niby utrzymuję z nią kontakt. Wysyła mi prezenty, życzenia... Ale to wszystko. Nawet nie wie, że jestem tu, w Londynie. Z resztą ojciec też nie.- Zamknęłam oczy. Teoretycznie mogli już wiedzieć, z gazet lub internetu...
-Nie rozumiem... Tak, jakby mój wyjazd spowodował, że wszystko w twoim życiu zaczęło się walić. -Potarł czoło. Ma rację, to dziwne. On wyjechał, a później... Chwyciłam jego dłoń.
-Mimo tego się nie podałam. Dla ciebie.- Uśmiechnęłam się delikatnie. Niall pocałował mnie w czoło.
-Może się zdrzemniesz?- Spytał cicho.
-O, nie. Nie mam zamiaru znów mieć tego zrytego snu.- Powiedziałam, lekko się krzywiąc.
-To teraz w ogóle nie masz zamiaru spać? - Zaśmiał się.
-To dobry pomysł. Przynajmniej nie będę się darła.
-A jeśli położę się z tobą? - Spytał, robiąc minę szczeniaczka. Westchnęłam ciężko.
-Pod warunkiem, że w domu.- Uśmiechnęłam się hytro. Zrobił zrezygnowaną minę.
-Okej. Idę po wypis, a ty się przebierz. - Gdy tylko wyszedł z sali, założyłam czystą bieliznę, szare rurki, czarną bokserkę, a na to bluzę, którą kupiłam niedawno, czarną z napisem "I Love London" i na koniec włożyłam czarne converse. Noga i ręka bolały, ale głowa o dziwo nie. Rozczesałam włosy szczotką, którą także znalazłam w torbie. Westchnęłam, po czym (zabierając resztę swoich rzeczy) wyszłam z sali. Wszyscy moi... Przyjaciele? Siedzieli i czekali. Na mój widok każdy się uśmiechnął, a Zayn mnie przytulił. Później dołączyli do niego wszyscy inni, łącznie z Eleanor. Staliśmy tak grupką, tuląc się nawzajem. To się nazywa wsparcie.  W moich oczach zebrały się łzy. Naprawdę mam przyjaciół, którym mogę zaufać i wszystko powiedzieć, a oni mi pomogą. Po chwili wszyscy się odsunęli, a ja wytarłam rękawem oczy. Usiadłam na krzesełku obok Malika. W końcu przyszedł Niall z lekarzem. Podpisałam potrzebne papiery i wszyscy ruszyliśmy w stronę wyjścia. W samochodzie nikt się nie odzywał, a gdy znaleźliśmy się w domu, od razu poszłam do swojego pokoju. Nie minęło nawet 5 minut, a ktoś już dobijał się do moich drzwi. Zrezygnowana powiedziałam "proszę", a do pokoju wszedł Zayn. Usiadł koło mnie na łóżku. Nie patrzyliśmy na siebie. Nie wiem po co tu przyszedł, ale zaczynał mnie coraz bardziej irytować. Miałam ochotę wyrzucić go z pokoju, powiedzieć, żeby dał mi spokój. Odwalił się. Wolałabym go w ogóle nie poznać. Dręczyło mnie i denerwowało to, co powiedział przez sen. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pogadać z nim o tym, czy może udać, że nic takiego nie było? Teraz, gdy siedział koło mnie, stykając się ze mną ramieniem... Jego bliskość mnie rozkojarzała. Jego zapach, ciepło, wzrok... Coś było.
-Kurwa, no! - Krzyknęłam po polsku, wstając. Co do cholery jest ze mną nie tak? On nadal siedział ze spuszczoną głową, jakby mnie tu nie było. Wyszłam na balkon i oparłam się łokciami o barierki. Słońce właśnie wschodziło. Patrzyłam na piękność natury, nad cudownym miastem. Nie byłam zmęczona. Nagle poczułam, jak ktoś obejmuje mnie od tyłu w pasie. Poczułam się dość dziwnie, gdyż wiedziałam, że to Zayn.
-Pięknie, prawda?- Szepnął mi do ucha. Pokiwałam tylko głową, sparaliżowana jego dotykiem i głosem. Nie mogłam zrobić zupełnie nic. Znowu to dziwne uczucie w środku... Jeden głos w mojej głowie krzyczy: "Caroline, ogarnij się! NIALL!", a drugi: " Daj się ponieść. Przecież to Zayn...". Nosz kuźwa mać. Czy tylko ja mam tak posraną psychikę? Miałam ochotę krzyczeć, płakać i tupać nogami, jak małe dziecko. Odsunęłam się od Malika, i weszłam z powrotem do pokoju. Chłopak nadal stał na balkonie. Podeszłam do drzwi i zamknęłam je. Zayn się na mnie spojrzał i lekko skrzywił.
-Caroline, nie żartuj...- Powiedział delikatnie pukając w szybę. Nie wiem, co mnie naszło. Zaczęłam się śmiać, a on patrzył na mnie z wyrzutem.
-Biedny. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. - Powiedziałam i słodko się uśmiechnęłam. Chłopak delikatnie uniósł kąciki ust, a ja zasłoniłam szybę roletami i ponownie wybuchnęłam śmiechem. Po kilku minutach, gdy w końcu się uspokoiłam, otworzyłam balkon. Zayn powoli wszedł do pomieszczenia.
-Masz przechlapane. - Powiedział i uśmiechnął się chytro. Pchnął mnie na łóżko. Nie wiedziałam co robi i sie wystraszyłam, ale on tylko zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się i krzyczałam.
-Pomocy! Hahaha!- I tak w kółko. Zayn uśmiechał się. Widać czuł się na wygranej pozycji. Wtedy do pokoju wpadli chłopcy i zaczęli go okładać poduszkami tak, że spadł na podłogę. Nie mogłam wyrobić ze śmiechu. Okładali go poduszkami tak mocno, że wszystkie popękały. Cały pokój był w pieżu. Niall nie przestawał do momentu, w którym wskoczyłam mu na plecy. Zaczął biegać po całym piętrze i drzeć sie, że mnie nie puści. Przystanął na chwilę, ponieważ chyba się zmęczył, a z jego pleców porwał mnie Harry.
-Moja! - Krzyknął i się zaśmiał. Zaczęłam piszczeć, a on rzucił mnie na łóżko w swoim pokoju, po czym zamknął od zewnątrz. Wyszłam na balkon, i zaczęłam schodzić po kolejnych piętrach. Jak się okazało, nie był to najlepszy pomysł, gdyż wszystko zaczęło mnie boleć jeszcze bardziej, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Weszłam do domu drzwiami. Wszyscy zebrani spojrzeli na mnie przerażeni, a ja zaczęłam się śmiać.
- Lamy! - Krzyknęłam i poszłam do kuchni. Piątka chłopców podążyła za mną. Nalałam do miski wody. Każdy z uwagą mi się przyglądał.
-Zrobisz coś dobrego? - Spytał Niall, szeroko się uśmiechając. Pokręciłam przecząco głową i całą zawartość miski wylałam na twarz blondyna. Spojrzał na mnie zdziwiony, a reszta się zaczęła śmiać. Wyjęłam z szafki żelki i zaczęłam przyklejać do jego mokrej twarzy. Irlandczyk nawet się nie poruszył. Gdy skończyłam, Louis zaczął zjadać żelki z twarzy blondyna, na co ten lekko się skrzywił, a wszyscy znów się śmiali. Gdy oni zajęli się zabawą, ja zaczęłam robić ciasto czekoladowe. Na szczęście składników nie brakowało. W końcu chłopcy poszli do salonu, z zamiarem wybrania jakiegoś filmu. Wstawiłam ciasto do piekarnika, a do kuchni wszedł Liam. Uśmiechnął się do mnie lekko, po czym z lodówki wyjął serek.
-Poczekaj.- Powiedziałam, a on odwrócił się w moją stronę.- Łap.- Powiedziałam, rzucając łyżką. Chłopak w ostatniej chwili się uchylił, piszcząc, jak dziewczyna.
-Zamach! - Krzyknął. Spojrzał na mnie z wyrzutem, kucając przy podłodze. Wyszedł z kuchni, obrzucając mnie gniewnym spojrzeniem. Zayn widząc całą tą sytuację, zaczął się głośno śmiać. Następnie przyszli chłopcy, a on opowiedział im o zajściu, na co oni również wybuchnęli śmiechem. Zayn opierał się o ścianę, Louis leżał na podłodze, Niall był zgięty w pół, a Harry opierał się o stół.
-Nie wiem, o co wam chodzi. Chciałam mu tylko podać łyżeczkę. -Powiedziałam, lekko zirytowana.
-Liam boi się łyżek. - Wysapał Harry, między napadami śmiechu. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do salonu. Liam siedział na kanapie, a ja usiadłam obok niego i wtuliłam się w jego bok.
-Przepraszam. Nie wiedziałam. - Szepnęłam. Na pewno był na mnie zły. Objął mnie ramieniem.
-Rozumiem. - Powiedział i ciepło się do mnie uśmiechnął. Odsunęłam się od niego i wróciłam do kuchni. Chłopcy już się ogarnęli i nawet posprzątali kuchnię.  Wyciągnęłam gotowe ciasto z piekarnika i postawiłam na stole.
-Radzę nie jeść, dopóki nie wystygnie. Dla własnego bezpieczeństwa. - Spojrzałam na Niall'a, a on lekko się zarumienił. - Idę spać. - Powiedziałam, a następnie ruszyłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i związałam je w luźnego koka, a na koniec ubrałam piżamę. Wskoczyłam szybko do łóżka, a sen przyszedł natychmiast.

Byłam na pogrzebie. Właśnie zakopywano trumnę z ciemnego dębu. Rozejrzałam się po twarzach zebranych. Byli chłopcy z zespołu, moja rodzina, przyjaciele z Polski... Niall płakał, jak małe dziecko. Szlochał i patrzył się z wyrzutem na ziemię. Z resztą, jak wszyscy inni. Eleanor była wtulona w Louis'a  i mimo, że nie było widać jej twarzy, jestem pewna, że płakała. Tommo mocną ją do siebie tulił, a po jego policzkach samowolnie spływały łzy. Podszedł do nich Harry i także wtulił się w przyjaciela. Liam przytulał moją matkę. Nie rozumiałam całej tej sytuacji. Do mojego blondyna podszedł Zayn i mocno go objął, na co on rozpłakał się jeszcze bardziej. Malik chciał być twardy, ale po jego policzkach w końcu i tak spłynęły słone łzy. Po kilkunastu minutach, na zakopanej trumnie postawiono tabliczkę. Niestety, nie widziałam, kto umarł. W końcu prawie wszyscy się rozeszli, zostali tylko Zayn i Niall. Irlandczyk nagle oderwał się od czarnowłosego i przykucnął przy grobie.
-Dlaczego mnie zostawiłaś?! - Krzyknął, zrospaczonym głosem. - Tak bardzo cię kochałem...- Dodał ciszej. Miałam ochotę płakać razem z nim, widząc rozpacz malującą się na jego twarzy.
-Wszyscy ją kochaliśmy.- Szepnął Zayn, kładąc mu dloń na ramieniu.
-Dlaczego to się stało?!- Wykrzyczał na całe gardło blondyn. Malik mocno go do siebie przytulił. Otarł swoje oczy i policzki rękawem.
-Musimy iść, Niall.- Powiedział zdecydowanym głosem. Horan nawet na niego nie spojrzał.
-Chcę zostać z nią chwilę sam. - Powiedział, ocierając łzy, ale ich miejsce zajęły nowe.
-Będę czekał w samochodzie. - Szepnął Zayn, po czym odszedł. Niall położył się na ziemii, obok grobu i zamknął oczy. Policzki były całe mokre, a skóra bledsza niż zwykle. Uśmiech i rumieńce zniknęły. Była tylko... Rozpacz. Spojrzałam na tabliczkę. Tym razem zobaczyłam cały napis, bardzo wyraźnie. "Caroline Horan". Horan... Umarłam, jako jego żona? Czy może tylko tak zrobiono? Czekaj, wróć. Umarłam?! Jak? Miałam ochotę się rozpłakać, ale do moich oczu nie napływały łzy. Czułam taki żal w środku... Nie da się tego opisać. Położyłam się koło Irlandczyka, a następnie splotłam jego palce z moimi. Proszę, poczuj coś... Szeptałam w głowie. Chłopak otworzył oczy i spojrzał na mnie. Czy mnie widział? Chyba tak, ponieważ na jego twarzy zagościł ogromny uśmiech.
-Jesteś tu... - Szepnął, ze łzami w oczach.
-Zawsze przy tobie będę, Niall. Pamiętaj. Nie poddawaj się, proszę. - Wychrypiałam. Mój głos był inny, zdeformowany. Chłopak płakał. Tak bardzo, prawdziwie. Wiedział, że to rozstanie, że już nigdy się nie zobaczymy.
-Kocham cię, Caroline. - Powiedział spokojnie. Delikatnie musnęłam jego wargi.
-Ja ciebie też. Zawsze i wszędzie. - Wstałam. Już mnie nie widział. Znów się rozpłakał, zakrywając twarz dłońmi. Bolało. Jego- moje odejście, mnie- jego ból...

+ Jeśli ktoś nie rozumie, to proszę pytać. Mój ask: http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
Mam nadzieję, że się podoba. CZYTASZ + KOMENTUJESZ. KOMENTARZ OZNACZA SZACUNEK DLA AUTORA. Dziękuję xx