Obudziłam się dość rano, bo o 8:30, ubrana w to, co wczoraj. Zwlekłam się z łóżka i mimo, że tego nie lubię, wzięłam szybki prysznic. Tym razem umyłam włosy. Przez cały czas myślałam o tym, co się wczoraj stało. Wysuszyłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i, w ręczniku, zaczęłam wypakowywać rzeczy. Zostawiłam sobie świeży zestaw bielizny, czarne rurki, białą bokserkę z czarnym napisem "hungry" i te same converse, co wczoraj. Westchnęłam. Gdy skończyłam wszystko układać, ubrałam się w przygotowane wcześniej rzeczy, a włosy związałam w luźnego koka. Pościeliłam łóżko i dokładnie wszystko poukładałam. Weszłam na Twittera i Facebooka. Chłopcy już mnie obserwowali. Dodałam Twitta : " Dzięki za wspaniały wieczór. Wiecie o co chodzi . Kocham xoxo'' . Uśmiechnęłam się. W prywatnych dostałam wiadomość od Zayn'a, jeszcze wczoraj wieczorem:" Przepraszam! Nie powinienem. Po prostu... Nie mogłem się oprzeć. Zapomnijmy o tym, dobrze?" . Uśmiechnęłam się do ekranu. Poczułam ulgę, ale i... lekkie rozczarowanie. Dlaczego ? Kochasz Niall'a, ogarnij się, dziewczyno ! Krzyczałam na siebie w myślach. Mimo tego wszystkiego byłam pewna, że coś w nim jest. W nim, czyli Zayn'ie. Jak to możliwe, że przez 2 lata nawet nie spojrzałam na żadnego chłopaka, a jednego dnia przy Niall'u już mnie ktoś całuje ? Co jest ze mną, do cholery, nie tak?! Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie. Powiedziałam"proszę", a do pokoju wszedł Niall. Uśmiechał się, ale zobaczywszy moją minę od razu spoważniał.
-Obiecaj, że jak ci coś powiem, to nie będziesz krzyczał, ani w ogóle nic nie zrobisz.- Szepnęłam, spuszczając wzrok. Może źle robię, ale muszę mu powiedzieć. Nie należę do tych osób, które ze strachu starają się wszystko ukryć. To prawda - bałam się jak jasna cholera. Bałam się tego, że mnie zostawi. Jak ja przeżyję bez niego choć chwilę ? Całe 2 lata na niego czekałam, a teraz, po jednym dniu, to wszystko ma się spieprzyć ? Nie. Zrobię wszystko, byleby tego nie zepsuć. Jeśli teraz mnie zostawi, to chyba oszaleję.
-Obiecuję.- Powiedział, siadając obok mnie i łapiąc mnie za dłoń. Splótł nasze palce, a ja spojrzałam mu głęboko w jego niebieskie oczy.
-Gadałam wczoraj z Zayn'em. Dla tego tak zniknęłam. Był smutny, chciał się wyżalić. Przepraszam, ale obiecałam, że nie powiem czemu. Jak odprowadził mnie pod pokój, to...- Wzięłam głęboki oddech. Jego oczy uspokajały, ale bałam się jego reakcji. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. On chciał mnie przytulić, ale delikatnie się od niego odsunęłam. Wytarłam łzy rękawem, ale ich miejsce zajęły nowe. Zaczęłam głęboko oddychać. Po kilku minutach w końcu się uspokoiłam.
-On mnie pocałował.- Wypaliłam z zamkniętymi oczami. Nic nie usłyszałam, żadnego dźwięku. Jakby... Wcale go tu nie było. Otworzyłam oczy, a on stał przede mną. Wtuliłam się w jego tors, ponownie zanosząc się szlochem. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Cholernie mnie to bolało.
-Caroline... Jest okej. Powiedziałaś mi od razu. To się liczy. Jesteś szczera i jestem pewien, że tego nie chciałaś, a Zayn... Zerwał z Perrie ? - Niall usiadł na moim łóżku, a mnie posadził sobie na kolanach.
-Konkretnie , to ona z nim. - Powiedziałam, gładząc go delikatnie po policzku. Tak się cieszyłam, że był. Potrzebowałam go . Na każdym kroku, zawsze i wszędzie.
- No więc... To i tak dobrze, jak na niego. Tak to pewnie schlałby się w trupa, a dzięki tobie... Poza tym, nie można nikogo obwiniać, bo on nie wie, a ty nie chciałaś się zdradzić.- Uśmiechnął się. Złączyłam nasze wargi w długim, namiętnym, pełnym miłości i ulgi pocałunku.
-Nie ważne co się stanie, ja i tak będę cię kochał, Caroline.- Szepnął, całując mnie w nosek. Uśmiechnęłam się delikatnie i musnęłam go przelotnie w usta.
-Ja ciebie też, Niall. Zawsze.- Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, napawając jego zapachem i bliskością. Chciałam tak trwać wiecznie, ale mój żołądek miał inne zdanie. Zaryczał przeraźliwie, a ja i blondyn wybuchnęliśmy śmiechem. Zeszliśmy na dół, a tam zjadłam płatki z mlekiem. O dziwo, nikogo nie było. Usiedliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy bajki. Oparłam się o blondyna, tylko na tyle mogłam teraz liczyć. W każdej chwili ktoś mógł się tu zjawić. Horan jadł ciastka, a w kieszeni bluzy miał jeszcze żelki i M&M-sy. Po jakichś 10 minutach dołączyli do nas Louis i Harry.
- Co oglądacie ? - Krzyknął ten 1 i zabrał pilota. Przełączył na jakiś film, gdzie para się całowała. Loczek spojrzał na mnie i teatralnie poruszył brwiami, a ja spłonęłam rumieńcem, po czym wtuliłam się w Irlandczyka. Ten zaczął się śmiać. Po chwili znów usiadłam normalnie, nie patrząc na chłopaków z boku. Wygłupiali się .
-Gdzie Liam i Zayn ? - Spytał Niall, nadal nie odrywając wzroku od telewizora. Szczerze, mnie też to ciekawiło. Chłopcy przerwali swoją zabawę.
- Zayn wstał wcześnie. Był jakiś zły... Pogadał z Liam'em chwilę i gdzieś poszli. Nic nie mówili.- Powiedział Lou, po czym wrócił do okładania Hazzy. Westchnęłam. Musnęłam Niall'a w policzek, na co on spojrzał się na mnie dziwnie. Uśmiechnęłam się lekko i wstałam.
-Idę na spacer.- Oznajmiłam.
-Może pójść z tobą ? - Spytał troskliwie blondyn. Ja tylko pokiwałam przecząco głową. Chciałam mieć chwilę dla siebie. Poszłam na górę, do swojego pokoju. Do czarnej, średniej torby spakowałam telefon, klucze od pokoju, chusteczki(tak w razie co) butelkę wody i paczkę żelek. Na dole założyłam na siebie jeszcze czarny płaszcz do kolan. Wyszłam z budynku i skierowałam się do parku. Szłam powoli, zachwycając się zielenią. Londyn był pięknym miastem, wiele o nim czytałam. Usiadłam na ławce. Było dość zimno, jak na 1 dzień wakacji. Właśnie ! Zapomniałam o moich urodzinach. Westchnęłam. Skoro ja nie pamiętam, to pewnie nikt inny też. Przez telefon weszłam na Twittera, a tam mnóstwo osób złożyło mi życzenia, tak samo Facebook. Tylko chłopaki nic nie pisali. Spojrzałam na skrzynkę odbiorczą. Też dużo wiadomości i także życzenia. Od mamy, młodszej siostry, przyjaciół i byłego chłopaka. Od 2 lat tłumaczę mu, że nie ma szans na to, żebyśmy byli razem, ale do niego to nie dociera. Schowałam telefon lekko pocieszona. Z przyjaciółmi już byśmy świętowali, przecież to 18 urodziny, a tu... Niall zapomniał, a reszta pewnie nie wiedziała. Napiłam się wody, po czym zjadłam żelki. Było mi tak cholernie smutno, że zapomniał. Wróciłam do apartamentu, zdjęłam płaszcz i nic nie mówiąc poszłam do swojego pokoju. W salonie byli już wszyscy i chyba na mnie czekali, ale kompletnie ich olałam. Zamknęłam drzwi na klucz, torbę rzuciłam gdzieś w kąt, a sama opadłam na łóżko. Łzy cisnęły mi się do oczu. Już po chwili ktoś zapukał.
-Nie chcę cię, kim kolwiek jesteś. - Warknęłam do drzwi. Założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Głównie polskiej, bo nie miałam na nic innego ochoty. Pomyślałam, że zrobię im niezły żart. To znaczy, ja będę się nieźle śmiać. Wyłączyłam muzykę i zeszłam na dół. Gdy stanęłam u spodu schodów, 5 par oczu skierowało się w moją stronę.
-Co chcecie ? - Zapytałam PO POLSKU i szeroko się uśmiechnęłam. Każdy patrzył na mnie ze zdziwieniem. - O to teraz wam nawtykam. Zapomnieliście o moich urodzinach, barany !
Kontynuowałam w swoim ojczystym języku. Oni po angielsku zaczęli mnie pytać, o co chodzi i dlaczego mówię po polsku. Zaśmiałam się. Mogłam im powiedzieć wszystko.
-A brązowooki mnie całował, a blondyn ze mną chodzi ! - Wszyscy słuchali mnie uważnie, ale mimo to nadal nic nie rozumieli. Uśmiechnęłam się do siebie i powiedziałam, tym razem po angielsku:
-Walcie się.- Wróciłam na górę i trzasnęłam drzwiami. Myślałam, że będzie śmiesznie, a zamiast tego, leżałam na łóżku płacząc. Do cholery, co ja tu robię ?! Wyszłam na balkon. Zaśmiałam się i zaczęłam schodzić po poręczy, na ziemię.Opłacało się ćwiczenie gimnastyki i zwiewanie ze znajomymi przed policją. Tak, wiem, nikt się tego nie spodziewał. Ruszyłam powoli trawnikiem. Odwróciłam się i zobaczyłam, że na balkonie stoi Zayn. Uśmiechnęłam się i pokazałam mu środkowy palec.
-Jesteś niemożliwa. - Zaśmiał się.
-Nie. Po prostu zapomnę o was tak, jak wy o moich urodzinach.- Krzyknęłam, odwróciłam się i odeszłam. Zachowałam się jak kompletny szczeniak. Tak samo jak wtedy, gdy uciekałam przed ojcem, gdy chciał mnie bić. Ucieczka. Tchórzostwo, ale też dobre i bezpieczne wyjście. Było mi trochę chłodno, ale zignorowałam to uczucie. Wróciłam do tego parku, co wcześniej. Szłam powoli i myślałam. Boże, co ja najlepszego odwaliłam ?! Miałam nie postępować impulsywnie, a teraz poszłam na całkowitą improwizację. Z drugiej strony uśmiechnęłam się sama do siebie. Niech mają i się martwią, mam ich gdzieś. A może zapomną o mnie, tak jak o urodzinach ? Zamyślona wpadłam na kogoś.
-Przepraszam ! - Pisnęłam. Podniosłam wzrok. Nade mną stał blondyn ( nie farbowany, jak Niall) z zielonymi oczami. Szmaragdowymi wręcz. Miał mleczną cerę i był naprawdę przystojny. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Nie, to ja przepraszam. Moja wina, jakiś nie swój dziś jestem... Może w ramach przeprosin dasz się zaprosić na kawę ? - Miał typowo brytyjski akcent.
-Jasne, ale twierdzę, że to moja wina. - Oparłam rękę na biodrze.
-Dlaczego ? - Spytał, unosząc jedną brew i delikatnie się uśmiechając.
- Ponieważ ... Może jednak opowiem ci przy kawie ? - Zaśmiałam się.
- Widzę, że bardzo ci zależy. - Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pobliskiej kawiarni. Zamówiłam cappuccino, on stawiał.
-Tak w ogóle, to jestem Caroline.- Uśmiechnęłam się, upijając łyk słodkiej i ciepłej cieczy.
-Matt. No więc mów, co cię trapi ? - Uśmiechnął się szeroko ukazując równe, białe zęby. Boże ! Czy tutaj wszyscy takie mają ?
- To aż tak bardzo widać ? - Westchnęłam. - Przyjechałam do przyjaciela na wakacje, po 2 latach nie widzenia się... Dziś są moje urodziny, 18 w dodatku, a on zapomniał. Ja... No cóż. Można powiedzieć, że uciekłam z domu. - Zaśmiałam się sama do siebie. Schodzenie po tych balkonach było dla mnie banalne. Chłopak przyglądał mi się uważnie.
-Wiesz... Nie wiem dokładnie, jak to jest między wami, ale moim zdaniem nie można uciekać przed problemami. - Skrzywił się lekko, na wypowiedziane przez siebie słowa.
-Chciałam odpocząć... Poza tym, życie nauczyło mnie uciekać. - Zamknęłam oczy na wspomnienie ojca, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Caroline, do cholery, jego już nie ma, jesteś bezpieczna ! Krzyczałam sama na siebie w myślach. Spojrzałam do kubka. Był już pusty.
-Wiesz... Ja muszę lecieć. Miło się gadało. Masz mój numer.- Podał mi karteczkę z numerem, a na stoliku położył banknot.
-To do zobaczenia.- Szepnęłam, spuszczając głowę. Przez chwilę czułam się potrzebna, a teraz znów byłam sama, zapomniana. Spojrzałam na zegar w rogu pomieszczenia. 11:12. Westchnęłam, wstałam i skierowałam się do wyjścia. Znów zamyślona, ponownie na kogoś wpadłam. Silne ręce mnie przytrzymały.
-Caroline ! - Krzyknął znajomy głos pełen ulgi. Podniosłam wzrok. Zayn.
-Puść mnie może,co ? - Powiedziałam do niego z wyrzutem.
-Nie mam zamiaru. Idziesz ze mną. - Wsadził mnie prawie siłą do czarnej limuzyny. Byli tam chłopcy i szeroko się uśmiechali. No nie wszyscy. Niall nawet na mnie nie patrzył.
-Świetnie.- Burknęłam po polsku, żeby nikt nie zrozumiał. - Gdzie jedziemy ? - Spytałam, tym razem po angielsku. Louis uśmiechnął się tajemniczo.
-Niespodzianka.- Westchnęłam. Spojrzałam błagalnie na blondyna, ale on nadal nie patrzył. Był zły, z pewnością. Schowałam twarz w dłonie i resztę drogi się nie odzywałam.+ No więc rozdziały będą we wtorek. Iii... gdy dodam 10 będę musiała zadać wam kluczowe pytanie. Choć mogę zadać i teraz, tylko, że nie będziecie do końca zapoznani z sytuacją. Czy Caroline ma umrzeć? Haha. Jak to brzmi.... Dziękuję ! Niedługo dodam jakiegoś imagina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz