Stała tyłem do wejścia i mieszała,
właśnie gotującą się, zupę. Aromat dyni roznosił się po całej
kuchni. Uwielbiała to proste danie. Gotować, jak i jeść. Kremowa
konsystencja i słodkawy posmak, nadawały magiczności potrawie.
Nagle na swojej rozgrzanej skórze
poczuła chłodne palce, odgarniające jej włosy z karku. {T.I}
odchyliła lekko głowę, a następnie poczuła na szyi ciepłe i
wilgotne wargi. Z jej gardła wydobył się cichy jęk.
-Zayn, proszę. Bo spalę obiad...-
Wyszeptała brunetka. Jej oddech był płytki i szybszy, a serce biło
mocniej. Odwróciła się, a całe uczucie prysło, jak mydlana
bańka. Za nią nie było nikogo.
Zielonooka zsunęła się na jasne
kafelki, zanosząc głośnym szlochem.
Znów to samo. Zwów wydawało jej się,
szatyn jest obok niej. Był jak uzależnienie. Jego dotyk, ciepło,
zapach i głos... On cały był jej narkotykiem.
Wytarła twarz i wstała. Wyłączyła
gaz i nie martwiąc się o nic więcej, wolnym krokiem udała się do
sypialni, by tam wspominać.
-Zayn...- Jęknęła {T.I}, zanim w
całości oddała się uczuciu. Szatyn sunął mokrymi pocałunkami
po szyi dziewczyny, aż dotarł do jej pełnych, lekko wilgotnych
warg. Najpierw całował delikatnie, ale gdy tylko brunetka
rozchyliła wargi, a ich pocałunek się pogłębił, usta bardziej
napierały na siebie, prosząc, o więcej. Językami walczyli o
dominację, będąc co raz bardziej zachłannym.
Brązowooki przyparł brunetkę do
ściany, napierając na nią całym swoim ciałem. Chłodnymi palcami
delikatnie muskał wrażliwą skórę jej brzucha. Jego dotyk
wywoływał u dziewczyny przyjemne dreszcze.
W końcu oderwali się od siebie.
Oboje zdyszani, pragnąc więcej.
-Kocham cię.- Szepnął Zayn,
patrząc {T.I} głęboko w oczy. Jego ciepły oddech omiótł
zazwyczaj porcelanowy, choć teraz zarumieniony policzek
zielonookiej.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziała, a
jej pewny głos rozniósł się echem po dużym domu.
***
Stanęła przed ciemnym, marmurowym
nagrobkiem. W jego gładkiej, lśniącej i czystej powierzchni
widziała swoją lekko rozmazaną sylwetkę. Uklękła i kciukiem
wytarła łzę, która wydarła się z jej oka i opadła na zimny
pomnik. Próbowała uspokoić drżący oddech. Niestety, nie
wychodziło jej to najlepiej.
Siedząc tutaj, wspomnienia zawsze
wracały. Wszystkie. Przed oczami brunetki przewijały się chwile
szczęścia, smutku i złości. Jego słodkie, malinowe wargi, ciemna
karnacja, kruczoczarne włosy i te głębokie, czekoladowe oczy...
Wszystko to sprawiało, że był jej ideałem. Z biegiem czasu
zaakceptowała w nim każdą skazę. Wszystkie wady, przyzwyczajenia
i nawyki. W oczach innych chłopak pełen skaz.
W oczach {T.I} człowiek, który był
oparciem, dawał pomoc, poczucie bezpieczeństwa i...Miłość.
Dawał jej to wyjątkowe uczucie, od
którego po pewnym czasie się uzależniła.
-To nie tak miało być...- Wyszeptała
cicho dziewczyna. Nie potrafiła opanować słonych
łez, które płynęły z jej oczu, jak rzeka. Z bólem po raz
kolejny wspominała. Dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
-Te wspomnienia nie dają mi spokoju.
Ja nadal czuję twój dotyk, zapach, ciepło... Czuję, że tak
naprawdę nie odszedłeś.- Ukryła twarz w dłonie, a fala wspomnień
zaatakowała słabą psychikę zielonookiej.
-Mam zwyczajnie dosyć, że ciągle
nie masz dla mnie czasu!- Krzyknęła brunetka. Wybiegła z dużego
domu, z całej siły trzaskając frontowymi drzwiami. Szła, nawet
nie wiedząc, dokąd. Nogi same ją niosły. Chciała być jak
najdalej od tego domu i chłopaka, do którego miała zbyt wielką
słabość. {T.I} była pewna, że gdyby wypowiedział choć jedno
słowo, od razu wybaczyłaby mu. Czekoladowe tęczówki Zayn'a nie
dałyby spokoju jej drobnej postaci.
Ubrana w krótkie, jeansowe
spodenki, szalą, luźną koszulkę i czarne converse, brunetka z l
długimi, falowanymi, brązowymi włosami stanęła przed
apartamentowcem swojej najlepszej przyjaciółki.
Zielonooka zadzwoniła kilkukrotnie,
aż poczuła, że szklane drzwi się otwierają. Zdecydowanym krokiem
udała się do mieszkania Danielle.
-Ten dzień był
początkiem końca. - Powiedziała dziewczyna w pustą przestrzeń,
wpatrując się wzrokiem bez emocji na ciemny marmur. Targały nią
sprzeczne emocje. Smutek, żal, złość i … Poczucie winy. Była
pewna, że gdyby tamtego dnia go nie opuściła, wszystko potoczyłoby
się inaczej, a Zayn nadal by żył.
Brunetka siedząc na parapecie,
uparcie wpatrywała się w pustą ulicę. Oświetlało ją słabe
światło, pojedynczej latarni.
Był wieczór, a do tego straszna
ulewa, co dla Londynu nie było niczym nadzwyczajnym. Na dworze nie
dało się dostrzec żadnej żywej duszy, a powód był raczej
oczywisty.
Upiła kolejny łyk gorącej
herbaty, malując różnorodne wzorki na zaparowanej szybie.
Zastanawiało ją, czy Zayn o niej myśli? Po tym, jak wyjechał w
trasę, {T.I} wróciła do ich wspólnego domu. Szatyn nie zadzwonił,
ani nie napisał. Jakby zapomniał o dziewczynie, którą rzekomo
kochał.
Zielonooka nie zdawała sobie
jeszcze sprawy, jak głupio się zachowywała.
-Dlaczego
to się stało? Dlaczego ty?- Spytała cichym, łamiącym się
głosem. Nie mogła być obojętna na te wszystkie wspomnienia.
Brunetka nie potrafiła już dłużej się przed tym bronić.
Usiadła
na ziemi i przejechała opuszkami palców po zimnej, gładkiej
powierzchni nagrobka. Czuła się winna. Winna jego śmierci.
+SKOŃCZONY. Oj i chyba nawet z końcówki jestem zadowolona. Bardzo mi się spodobał : ) Pierwszy raz chyba xD
Kolejne wspomnienia
doprowadzały ją do coraz to większego bólu.
{T.I} siedziała na dużym,
skórzanym fotelu, szczelnie owinięta grubym kocem i oglądała
telewizję. Nie było nic ciekawego, więc zmieniała programy. W
pewnym momencie zatrzymała się na stacji informacyjnej, uważnie
wsłuchując się w każde słowo młodego reportera.
-”Samolot lecący z Nowego Jorku
do Londynu rozbił się, podczas lądowania. Z dotychczasowych
ustaleń wynika, że przyczyną zdarzenia była usterka, oraz
niesprzyjające warunki atmosferyczne. Jak na razie
najprawdopodobniej nikt nie przeżył. Właśnie dotarła do nas
informacja, że na pokładzie znajdował się Zayn Malik, słynny
piosenkarz z Boysbandu One Direction.”- Zielonooka nie słyszała
już reszty wypowiedzi. Jej serce zatrzymało się, a do oczu
napłynęła słona ciecz. Z jej gardła wydobył się przeciągły
krzyk bólu. Brunetka nie potrafiła opanować łez, krzyków i bólu,
który wręcz paraliżował jej kruche ciało. Nie mogła się z tym
pogodzić.
-Czas nie leczy
ran, wiesz? On tylko powoli przyzwyczaja nas do bólu.- Szepnęła z
wyrzutem. Z kieszeni wyjęła starą, pożółkłą kartkę.
Ostrożnie odwinęła papier i przyglądała się z uwagą każdemu
słowu, które ponownie raniły jej serce, jak miliony ostrzy.
„Droga
{T.I T.N}!
Pilot
powiedział, że nie przeżyjemy.
W tym
liście chciałem Cię głównie przeprosić.
Najpierw
dlatego, że nie dzwoniłem. Wydaje się to śmieszne, ale zgubiłem
telefon, a Twojego numeru nie znam na pamięć. Przepraszam Cię,
{T.I}.
Jeśli
kiedykolwiek byłaś przeze mnie zła, lub smutna, także Cię
przepraszam.
Zawsze
chciałem dla Ciebie wszystkiego, co najlepsze.
Przepraszam,
że mieliśmy tak mało czasu razem. Mimo to, każda minuta przy
Tobie była najlepszą chwilą w moim życiu. W Twoich objęciach
chciałbym zatrzymać czas.
Nie
żałuję, że lecę tym samolotem choć wiem, że to koniec.
Chciałbym naprawić wiele rzeczy, ale nie będzie mi to dane.
Leciałem do Ciebie, {T.I}. Umrę ze świadomością, że zrobiłem
wszystko, by do Ciebie wrócić.
Kocham
Cię, całym moim sercem. Jak nikogo, nigdy wcześniej.
Twój Zayn”
***
Twój Zayn”
***
Brunetka
podniosła się gwałtownie i szybko nabrała powietrza do płuc.
Oddychała płytko, a na jej czole widniały krople potu. Po
porcelanowych policzkach zielonookiej spływały strumienie łez.
Na
swojej talii poczuła silne i ciepłe ramiona, które pewnie
przyciągnęły ją do siebie tak, aż przywarła do niego całym
ciałem.
-Jesteś...-
Szepnęła {T.I}, odwracając twarz.
-I
nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedział Zayn, a następnie złożył
na wargach dziewczyny słodki pocałunek.
+SKOŃCZONY. Oj i chyba nawet z końcówki jestem zadowolona. Bardzo mi się spodobał : ) Pierwszy raz chyba xD