wtorek, 29 stycznia 2013

Seven - Zayn


Stała tyłem do wejścia i mieszała, właśnie gotującą się, zupę. Aromat dyni roznosił się po całej kuchni. Uwielbiała to proste danie. Gotować, jak i jeść. Kremowa konsystencja i słodkawy posmak, nadawały magiczności potrawie.
Nagle na swojej rozgrzanej skórze poczuła chłodne palce, odgarniające jej włosy z karku. {T.I} odchyliła lekko głowę, a następnie poczuła na szyi ciepłe i wilgotne wargi. Z jej gardła wydobył się cichy jęk.
-Zayn, proszę. Bo spalę obiad...- Wyszeptała brunetka. Jej oddech był płytki i szybszy, a serce biło mocniej. Odwróciła się, a całe uczucie prysło, jak mydlana bańka. Za nią nie było nikogo.
Zielonooka zsunęła się na jasne kafelki, zanosząc głośnym szlochem.
Znów to samo. Zwów wydawało jej się, szatyn jest obok niej. Był jak uzależnienie. Jego dotyk, ciepło, zapach i głos... On cały był jej narkotykiem.
Wytarła twarz i wstała. Wyłączyła gaz i nie martwiąc się o nic więcej, wolnym krokiem udała się do sypialni, by tam wspominać.

-Zayn...- Jęknęła {T.I}, zanim w całości oddała się uczuciu. Szatyn sunął mokrymi pocałunkami po szyi dziewczyny, aż dotarł do jej pełnych, lekko wilgotnych warg. Najpierw całował delikatnie, ale gdy tylko brunetka rozchyliła wargi, a ich pocałunek się pogłębił, usta bardziej napierały na siebie, prosząc, o więcej. Językami walczyli o dominację, będąc co raz bardziej zachłannym.
Brązowooki przyparł brunetkę do ściany, napierając na nią całym swoim ciałem. Chłodnymi palcami delikatnie muskał wrażliwą skórę jej brzucha. Jego dotyk wywoływał u dziewczyny przyjemne dreszcze.
W końcu oderwali się od siebie. Oboje zdyszani, pragnąc więcej.
-Kocham cię.- Szepnął Zayn, patrząc {T.I} głęboko w oczy. Jego ciepły oddech omiótł zazwyczaj porcelanowy, choć teraz zarumieniony policzek zielonookiej.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziała, a jej pewny głos rozniósł się echem po dużym domu.
                                                                                     ***
Stanęła przed ciemnym, marmurowym nagrobkiem. W jego gładkiej, lśniącej i czystej powierzchni widziała swoją lekko rozmazaną sylwetkę. Uklękła i kciukiem wytarła łzę, która wydarła się z jej oka i opadła na zimny pomnik. Próbowała uspokoić drżący oddech. Niestety, nie wychodziło jej to najlepiej.
Siedząc tutaj, wspomnienia zawsze wracały. Wszystkie. Przed oczami brunetki przewijały się chwile szczęścia, smutku i złości. Jego słodkie, malinowe wargi, ciemna karnacja, kruczoczarne włosy i te głębokie, czekoladowe oczy... Wszystko to sprawiało, że był jej ideałem. Z biegiem czasu zaakceptowała w nim każdą skazę. Wszystkie wady, przyzwyczajenia i nawyki. W oczach innych chłopak pełen skaz.
W oczach {T.I} człowiek, który był oparciem, dawał pomoc, poczucie bezpieczeństwa i...Miłość.
Dawał jej to wyjątkowe uczucie, od którego po pewnym czasie się uzależniła.
-To nie tak miało być...- Wyszeptała cicho dziewczyna. Nie potrafiła opanować słonych łez, które płynęły z jej oczu, jak rzeka. Z bólem po raz kolejny wspominała. Dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
-Te wspomnienia nie dają mi spokoju. Ja nadal czuję twój dotyk, zapach, ciepło... Czuję, że tak naprawdę nie odszedłeś.- Ukryła twarz w dłonie, a fala wspomnień zaatakowała słabą psychikę zielonookiej.

-Mam zwyczajnie dosyć, że ciągle nie masz dla mnie czasu!- Krzyknęła brunetka. Wybiegła z dużego domu, z całej siły trzaskając frontowymi drzwiami. Szła, nawet nie wiedząc, dokąd. Nogi same ją niosły. Chciała być jak najdalej od tego domu i chłopaka, do którego miała zbyt wielką słabość. {T.I} była pewna, że gdyby wypowiedział choć jedno słowo, od razu wybaczyłaby mu. Czekoladowe tęczówki Zayn'a nie dałyby spokoju jej drobnej postaci.
Ubrana w krótkie, jeansowe spodenki, szalą, luźną koszulkę i czarne converse, brunetka z l długimi, falowanymi, brązowymi włosami stanęła przed apartamentowcem swojej najlepszej przyjaciółki.
Zielonooka zadzwoniła kilkukrotnie, aż poczuła, że szklane drzwi się otwierają. Zdecydowanym krokiem udała się do mieszkania Danielle.

-Ten dzień był początkiem końca. - Powiedziała dziewczyna w pustą przestrzeń, wpatrując się wzrokiem bez emocji na ciemny marmur. Targały nią sprzeczne emocje. Smutek, żal, złość i … Poczucie winy. Była pewna, że gdyby tamtego dnia go nie opuściła, wszystko potoczyłoby się inaczej, a Zayn nadal by żył.

Brunetka siedząc na parapecie, uparcie wpatrywała się w pustą ulicę. Oświetlało ją słabe światło, pojedynczej latarni.
Był wieczór, a do tego straszna ulewa, co dla Londynu nie było niczym nadzwyczajnym. Na dworze nie dało się dostrzec żadnej żywej duszy, a powód był raczej oczywisty.
Upiła kolejny łyk gorącej herbaty, malując różnorodne wzorki na zaparowanej szybie. Zastanawiało ją, czy Zayn o niej myśli? Po tym, jak wyjechał w trasę, {T.I} wróciła do ich wspólnego domu. Szatyn nie zadzwonił, ani nie napisał. Jakby zapomniał o dziewczynie, którą rzekomo kochał.
Zielonooka nie zdawała sobie jeszcze sprawy, jak głupio się zachowywała.

-Dlaczego to się stało? Dlaczego ty?- Spytała cichym, łamiącym się głosem. Nie mogła być obojętna na te wszystkie wspomnienia. Brunetka nie potrafiła już dłużej się przed tym bronić.
Usiadła na ziemi i przejechała opuszkami palców po zimnej, gładkiej powierzchni nagrobka. Czuła się winna. Winna jego śmierci.

Kolejne wspomnienia doprowadzały ją do coraz to większego bólu.

{T.I} siedziała na dużym, skórzanym fotelu, szczelnie owinięta grubym kocem i oglądała telewizję. Nie było nic ciekawego, więc zmieniała programy. W pewnym momencie zatrzymała się na stacji informacyjnej, uważnie wsłuchując się w każde słowo młodego reportera.
-”Samolot lecący z Nowego Jorku do Londynu rozbił się, podczas lądowania. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przyczyną zdarzenia była usterka, oraz niesprzyjające warunki atmosferyczne. Jak na razie najprawdopodobniej nikt nie przeżył. Właśnie dotarła do nas informacja, że na pokładzie znajdował się Zayn Malik, słynny piosenkarz z Boysbandu One Direction.”- Zielonooka nie słyszała już reszty wypowiedzi. Jej serce zatrzymało się, a do oczu napłynęła słona ciecz. Z jej gardła wydobył się przeciągły krzyk bólu. Brunetka nie potrafiła opanować łez, krzyków i bólu, który wręcz paraliżował jej kruche ciało. Nie mogła się z tym pogodzić.

-Czas nie leczy ran, wiesz? On tylko powoli przyzwyczaja nas do bólu.- Szepnęła z wyrzutem. Z kieszeni wyjęła starą, pożółkłą kartkę. Ostrożnie odwinęła papier i przyglądała się z uwagą każdemu słowu, które ponownie raniły jej serce, jak miliony ostrzy.
„Droga {T.I T.N}!
Pilot powiedział, że nie przeżyjemy.
W tym liście chciałem Cię głównie przeprosić.
Najpierw dlatego, że nie dzwoniłem. Wydaje się to śmieszne, ale zgubiłem telefon, a Twojego numeru nie znam na pamięć. Przepraszam Cię, {T.I}.
Jeśli kiedykolwiek byłaś przeze mnie zła, lub smutna, także Cię przepraszam.
Zawsze chciałem dla Ciebie wszystkiego, co najlepsze.
Przepraszam, że mieliśmy tak mało czasu razem. Mimo to, każda minuta przy Tobie była najlepszą chwilą w moim życiu. W Twoich objęciach chciałbym zatrzymać czas.
Nie żałuję, że lecę tym samolotem choć wiem, że to koniec. Chciałbym naprawić wiele rzeczy, ale nie będzie mi to dane. Leciałem do Ciebie, {T.I}. Umrę ze świadomością, że zrobiłem wszystko, by do Ciebie wrócić.
Kocham Cię, całym moim sercem. Jak nikogo, nigdy wcześniej.

Twój Zayn”
***
Brunetka podniosła się gwałtownie i szybko nabrała powietrza do płuc. Oddychała płytko, a na jej czole widniały krople potu. Po porcelanowych policzkach zielonookiej spływały strumienie łez.
Na swojej talii poczuła silne i ciepłe ramiona, które pewnie przyciągnęły ją do siebie tak, aż przywarła do niego całym ciałem.
-Jesteś...- Szepnęła {T.I}, odwracając twarz.
-I nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedział Zayn, a następnie złożył na wargach dziewczyny słodki pocałunek.


  

+SKOŃCZONY. Oj i chyba nawet z końcówki jestem zadowolona. Bardzo mi się spodobał : ) Pierwszy raz chyba xD 

środa, 2 stycznia 2013

Epilog


Półtora miesiąca później jemy romantyczną kolację przy świecach. A gdzie? Na wieży Eiffla. Widok jest nieziemski. Gra muzyka, a chłopak, który siedzi przede mną, jest najpiękniejszy na świecie. Jego oczy i uśmiech doprowadzają mnie do szaleństwa. Jak z psychologiem? Dobrze. Świetnie. Otworzyłam się przed nim. Opowiedziałam o ojcu, snach, obawach. Wysłuchał mnie i w miarę pomógł, choć nadal jeszcze mam mu wiele do powiedzenia. Jak z przyjaciółmi? Często spędzamy razem czas. Co tydzień chodzę z dziewczynami na zakupy. Z Eleanor, Danielle i Perrie. Tak, zaprzyjaźniłam się nawet z Pezz. Właśnie, co do Panny Edwards. Wrócili do siebie z Zayn'em i są naprawdę szczęśliwi. Teraz nawiązka do pana Malik'a. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, przeprosił. Jest jak dawniej. Czyli przyjaźń, nie do zdarcia. Co dalej... Harry! I Jenna. Są parą, ale to nie jest trwały związek. Są ze sobą dla rozrywki i oboje o tym wiedzą. Hejty. Jest ich nadal dużo, ale znacznie mniej, niż na początku. Wiele osób mnie wspiera. To naprawdę miłe, gdy piszą, że jestem idealna dla Niall'a. Znalazłam pracę, jako tester dźwięku. Wszystko układa się jak w bajce. Minusy są takie, że mojego chłopaka często nie ma, a za miesiąc jedzie na 2 miesięczną trasę. Teraz dawali pojedyncze koncerty. Coś śmiesznego? Odwiedzili mnie rodzice. Razem. Przepraszali. Mama za to, że mnie zostawiła, a ojciec za to, że mnie bił. Kazałam im się wynosić. W najbliższym czasie nie planuję im wybaczyć. Marzyłam o pracy, którą mam. . Widać marzenia się spełniają. Miłość, przyjaciele, szczęście. Może kiedyś rodzina. Niall patrzy na mnie wyczekująco.
-Mówiłeś coś?- Pytam zakłopotana.
-Tak. Czy dolać ci wina?- Odpowiada również pytaniem. Kręcę przecząco głową. Blondyn wstaje i podchodzi do mnie. Patrzę na niego zdziwiona, gdy on klęka i wyjmuje z kieszeni piękny pierścionek. Mały, srebrny z diamencikiem, ale dla mnie najpiękniejszy na świecie. Bo od niego.
-Zostaniesz moją panią Horan? - Pyta. W jego głosie słyszę zdenerwowanie. Nie odzywam się, przez co wydaje się przerażony. Delikatnie go podnoszę i całuję w usta.
-Taka odpowiedź może być?
-Taaak. - Odpowiada. Wkłada mi pierścionek na palec i całuje. Przeciągle, namiętnie. Robi to z taką finezją, jakby był to nasz pierwszy raz.
-Chyba wiem, jak uczcić nasze zaręczyny.- Mruczę mu do ucha, a następnie ciągnę w stronę naszego hotelu. Chyba każdy się domyśla, co było później? ; )


+ MASSIVE THANK YOU ! Dziękuję, że wytrwaliście do końca. No tak. Koniec... Dziwnie to brzmi. Ciężko mi się rozstawać ze zmyśloną osobą. To dopiero głupie, prawda? Nieistniejąca, nienormalna Caroline. Wiecie... Może nie istnieje naprawdę, ale przez cały ten czas żyła. W mojej głowie. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że to rozstanie jest dla mnie ciężkie. Tylko dlaczego, skoro byłam gotowa ją zabić? Sama nie wiem. Pisząc tą notkę płaczę, ponieważ kończę coś w swoim życiu. Wiem, że to otworzy drogę do następnych „sukcesów” (?). Uważacie, że Carla była sukcesem? Jestem z niej zadowolona. Moim zdaniem udało mi się. Nie było to aż tak nudne i monotonne, jak zakładałam. Pamiętam, jak pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Leżąc, wpadłam na pomysł. Dziewczyna, która dwa lata nie widziała miłości swojego życia. Wiecie, jak ją nazwałam? Emilly. Postanowiłam to zmienić w 3 rozdziale, wzorując się aktorką. Candice Accola. Taak... To przez nią, albo dzięki niej, powstała Caroline. Choć charakterem się nie wzorowałam. Caroline to osoba z mieszanką mojego charakteru, choć też własnym, którego chciałabym mieć. Jeszcze raz dziękuję, że tą historię w ogóle ktoś przeczytał. To wiele dla mnie znaczy. Każdy komentarz mnie uszczęśliwiał. DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁY 2012 ROK I ŚWIETNY POCZĄTEK 2013. Zastanawiam się tylko, czy pisać jakieś nowe opowiadanie? Wasza opinia jest dla mnie najważniejsza, pamiętajcie. Jeśli wy powiecie NIE, ja się dostosuję.
Twitter : @HoranIsMyDrugxx
Ask :
http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Kocham was xx Malwina.

wtorek, 1 stycznia 2013

Caroline Rose - Rozdział 15


Jak powiedział, tak zrobił. Cały czas byłam w jego objęciach. Woda była letnia, ale jego ciało wystarczało, by było mi ciepło. Po około 20 minutach wróciliśmy na koc. Chłopcy rozstawili namioty. Było ich 5. Rozpalili ognisko. Zaczynało się już ściemniać. Przebrałam się w suchą bieliznę i założyłam na siebie ubrania. Oprócz tego założyłam jeszcze bluzę mojego chłopaka. Siadam koło nich. Niall gra na gitarze, a my śpiewamy. Typowe, obozowe piosenki. W końcu oni zaczynają śpiewać swoje, a my z uwagą słuchamy. W pewnym momencie słyszymy warkot silnika. Każdy patrzy w tamtą stronę, gdzie pojawia się jakiś stary samochód. Wysiada z niego ładna blondynka. Dochodzi do nas i z każdym się wita. Gdy przychodzi moja kolej, wyciąga rękę i szeroko się uśmiecha.
-Perrie.- Mówi. Delikatnie ściskam jej dłoń.
-Caroline.- Odpowiadam, dość głośno. Blondynka siada koło Zayn'a, a chłopcy znów śpiewają. Czy to znaczy, że do siebie wrócili? Jeśli tak, to świetnie.(NIE MA SARKAZMU)
-Właściwie dlaczego 5 namiotów?- Pytam na ucho Eleanor.
-Ja i Louis, Zayn i Perrie, Liam i Danielle, ty i Niall i Harry sam.- Odpowiada szeptem. Trochę szkoda mi Harry'ego. Same pary... A właśnie.
-Zayn i Perrie są znowu razem?- Znów pytam El. Ona kręci przecząco głową.
-Przyjaźnią się na razie, ale są blisko.- Obie się uśmiechamy. Później dochodzi alkohol. Ja i Liam nie pijemy wcale, El, Dan i Pezz tylko trochę, a chłopaki chlają ile wlezie.
-Zagrajmy w butelkę! - Krzyczy Louis. Ja tylko wzdycham.
-Grajcie, ale ja jestem zmęczona i idę spać.- Wymuszam ziewnięcie, by było bardziej realistycznie.
-No weź, Carla.- Błaga Lou.
-Carla?- Dziwię się, a wszyscy się śmieją. - Zapomniałeś, że ja nie stąd, chyba.- Mówię cicho.
-No tak. Więc Carla to zdrobnienie. Więc jak?- Nie daje za wygraną.
-Okej, ale odpowiadam tylko na pytania.
-Jak chcesz...- Mówi zrezygnowany. Wszyscy siadamy w kółku, a Liam kręci butelką po Whisky. Wypada na Zayn'a.
-Pytanie czy zadanie?- Pyta Liam. Malik chwilę się zastanawia.
-Niech będzie... Zadanie.- Odpowiada. Teraz Liam chwilę się zastanawia.
-Rozbierz się i wskocz do jeziora nago.- Mówi spokojnie. Wszyscy się śmieją.
-Okej.-Mówi Zayn. Chwilę później jest na pomoście i się rozbiera. Widzimy i słyszymy, jak wskakuje do wody. Perrie biegnie tam, a po chwili wraca z jego ubraniami. Teraz już nikt nie wyrabia ze śmiechu.
-No chyba żart ! - Krzyczy Zayn.
-I to całkiem śmieszny!- Odkrzykuje mu Pezz. Jest naprawdę fajna. Na początku wydawała się... Nudna? Nie wiem, jak to nazwać.
-Jak mam wrócić, co?- Pyta Malik.
-Nago? - Odpowiadam pytaniem. Wszyscy znów wybuchają śmiechem. Po chwili widzimy Zayn'a, który skutecznie zasłania swoje krocze. Teraz to już nie wyrabiam ze śmiechu.  Gdy jest przy namiocie, Perrie rzuca w jego stronę ubrania.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?- Pyta z niedowierzaniem. Znika w namiocie i kilka minut później jest przy nas.
-Nie można wam zaufać...- Kręci głową, a następnie butelką. Wypada na Harry'ego.
-Pytanie! - Mówi szybko, zanim Malik zdąży zapytać.
-Która z tych dziewczyn jest twoim zdaniem najładniejsza?
-Caroline.- Mówi i porusza znacząco brwiami.
-Taak... Widać, że lubisz suHarry- Wszyscy znów się śmieją. Hazza kręci i wypada na El. I tak leci czas, a ja ani Niall ani razu nie odpowiadamy, czy nie robimy zadań. Robię się senna, więc spoglądam na zegarek. 2 w nocy. Ognisko już wygasa, a oni nadal bawią się w najlepsze. W końcu wypada na Horan'a. Krzyczy coś, czego nie rozumiem, ale za bardzo się tym nie przejmuję. I ja.
-Pytanie, tak, kochanie?- Pyta słodko. Ledwo kiwam głową, ponieważ prawie śpię.
-Kochasz Zayn'a?- Piorunuję go wzrokiem. Wiem, że to pytanie dużo go kosztowało.
-Tak, jak brata.- Odpowiadam pewnie, ale zmęczonym głosem. Jestem tak śpiąca, że prawie nic nie dostrzegam. Nie patrzę na Malik'a. Nie chcę widzieć jego reakcji. Wstaję i ciągnę za sobą Niall'a.
-To nie nasz namiot.- Śmieje się i wskazuje inny. Idziemy do niego, a gdy tylko jesteśmy w środku od razu wskakuję pod kołdrę. On dołącza do mnie i mocno mnie tuli.
-Dobranoc.- Szepcze mi do ucha i delikatnie całuje mój policzek. Nie mam siły by odpowiedzieć, więc kiwam głową. Po chwili już śpię.
                                                                                  ***
Jak zwykle budzę się nie z własnej woli. Spoza namiotu słychać krzyki, a obok mnie nie ma Niall'a.
Wychodzę zaspana. Jest chłodno, ale świeci słońce. Eleanor jest cała mokra i krzyczy na Louis'a i Harry'ego, którzy się śmieją. Wchodzę do namiotu i biorę z niego koc. Podchodzę do El i całą ją nim przykrywam.
-Biedactwo...- Mówię do niej, a ona dziękuje. Podchodzę do Danielle i mówię jej coś na ucho. Kiwa głową i idziemy do chłopaków.
-Louis, Harry. Możemy pogadać?- Pyta, a oni się zgadzają. Idziemy na pomost. Gdy znajdujemy się na końcu, Lou pyta.
-O czym chciałyście pogadać?- My uśmiechamy się do siebie i spychamy ich do wody. Dan Louis'a, a ja Harry'ego. Przybijamy sobie piątkę i się śmiejemy. Oni wyłaniają się spod wody i patrzą na nas z wyrzutem.
-Za Eleanor! - Krzyczymy równocześnie, przez co śmiejemy się jeszcze bardziej. Biegniemy z powrotem na plażę, by czasem nie wrzucili nas. Wszyscy, którzy tam są, śmieją się do rozpuku.
-Brawo!- Krzyczy Perrie.
-To był pomysł Caroline. - Mówi Danielle, a ja się lekko rumienię. Przybijam piątkę z Pezz i El.
-Dziewczyny powinny sobie pomagać.- Uśmiecham się.
Reszta dnia przebiega już w miarę normalnie. Zjadamy razem posiłek, jeszcze trochę się wygłupiamy, aż pora się rozstać. Harry rozwozi nas po domach. Na koniec zostajemy ja z Niall'em. Całuję przyjaciela w policzek i wysiadam z Vana. Stoję przed dużym, białym domem. Nie jest on willą. Jest jednopiętrowy, z 2 balkonami oraz dość przestronnym gankiem. Wbiegam do środka. Długi korytarz, na którego końcu są schody. Panele z jasnego drewna i beżowe ściany, na których znajduje się mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. Na dole są 4 pomieszczenia. Ogromny salon, duża kuchnia i jadalnia, a obok nieduża toaleta. Wchodzę na górę, gdzie znajdują się 3 i ogromna łazienka. Z gigantyczną wanną i prysznicem. Wchodzę do pierwszej sypialni, która jest urządzona tak, jak w domu chłopaków. Z jednym wyjątkiem. Łóżko jest o wieeele większe. Biegam po całym domu, chłonąc każdy jego szczegół. W końcu wpadam w objęcia blondyna z piskiem.
-Jest cudowny. Jestem w raju.- Krzyczę, a on się uśmiecha. Idziemy do kuchni, gdzie Niall robi nam obojgu drinka. Pijemy powoli, siedząc na kanapie w salonie. Miękka, duża, skórzana... Kanapa idealna. Tylko, że chłopak bardziej. Idę na górę, gdzie biorę prysznic. Przebieram się w spodenki i luźną koszulkę. Piżama, nie ciuchy do chodzenia po dworze. Wracam do sypialni z wilgotnymi włosami. Niall idzie się umyć. Wraca po 15 minutach w bokserkach, a na jego jasnych włosach są widoczne krople wody. Przystaje i przygląda mi się dłuższą chwilę.
-Co ty na to, żeby wypróbować nowe łóżko i „ochrzcić” dom? - Pyta, zabawnie poruszając brwiami. Patrzę na niego i widzę taką powagę, że mam ochotę wylecieć przez okno. Patrzę na niego z przerażeniem, choć podoba mi się jego bezpośredniość.
-Mówisz poważnie?- Pytam. Nadal jestem w lekkim szoku.
-Ja...- Peszy się. Uśmiecham się i przyciągam go do siebie. Całujemy się najpierw stojąc, ale po chwili już leżymy w pościeli, na miękkim łóżku. On nie próbuje mnie rozbierać, a ja jego.
-Nie dziś, ale na pewno tak. - Odpowiadam. Wtulam się w niego i, jak zwykle ostatnio, próbuję zasnąć w jego objęciach. On jak zawsze gładzi mi włosy i nuci kołysankę. Czuję się bezpieczna. Wiem, że przy nim nic mi nie grozi. Mam swoje miejsce na świecie. Nie mogłam umrzeć, nie mogłam go zostawić. Dostałam szansę, której nie zamierzam zmarnować przez swoją głupotę. Będę chodzić do psychologa, uważać, nie podejmować pochopnych decyzji. Mam prawdziwych przyjaciół i cudownego chłopaka. Może nie mam rodziny, ale to nie jest ważne. Niedługo będę miała nową rodzinę i nigdy nie popełnię tych błędów, których dopuścili się moi rodzice. Obiecuję to sobie i Niall'owi, choć nie słyszy. Nie chcę, by moje dziecko miało kiedyś do mnie uraz za to, że je zostawiłam, lub skrzywdziłam. Nie mówię, że będę najlepszą matką, ale będę się starać. Będę robić wszystko, co się da, aby było szczęśliwe. I co najważniejsze, będę kochać je ponad własne życie. Jak osobę, która dała mi miłość, ciepło, bezpieczeństwo i … Szczęście.
-Nie śpieszy nam się. Mamy czas. Czeka nas przecież wspólne życie.

+Notka pożegnalna w epilogu. W każdym razie... Koniec. Ostatni rozdział. Ciężko mi się rozstawać, ale ... No cóż. Nie będę się rozpisywać