wtorek, 29 stycznia 2013

Seven - Zayn


Stała tyłem do wejścia i mieszała, właśnie gotującą się, zupę. Aromat dyni roznosił się po całej kuchni. Uwielbiała to proste danie. Gotować, jak i jeść. Kremowa konsystencja i słodkawy posmak, nadawały magiczności potrawie.
Nagle na swojej rozgrzanej skórze poczuła chłodne palce, odgarniające jej włosy z karku. {T.I} odchyliła lekko głowę, a następnie poczuła na szyi ciepłe i wilgotne wargi. Z jej gardła wydobył się cichy jęk.
-Zayn, proszę. Bo spalę obiad...- Wyszeptała brunetka. Jej oddech był płytki i szybszy, a serce biło mocniej. Odwróciła się, a całe uczucie prysło, jak mydlana bańka. Za nią nie było nikogo.
Zielonooka zsunęła się na jasne kafelki, zanosząc głośnym szlochem.
Znów to samo. Zwów wydawało jej się, szatyn jest obok niej. Był jak uzależnienie. Jego dotyk, ciepło, zapach i głos... On cały był jej narkotykiem.
Wytarła twarz i wstała. Wyłączyła gaz i nie martwiąc się o nic więcej, wolnym krokiem udała się do sypialni, by tam wspominać.

-Zayn...- Jęknęła {T.I}, zanim w całości oddała się uczuciu. Szatyn sunął mokrymi pocałunkami po szyi dziewczyny, aż dotarł do jej pełnych, lekko wilgotnych warg. Najpierw całował delikatnie, ale gdy tylko brunetka rozchyliła wargi, a ich pocałunek się pogłębił, usta bardziej napierały na siebie, prosząc, o więcej. Językami walczyli o dominację, będąc co raz bardziej zachłannym.
Brązowooki przyparł brunetkę do ściany, napierając na nią całym swoim ciałem. Chłodnymi palcami delikatnie muskał wrażliwą skórę jej brzucha. Jego dotyk wywoływał u dziewczyny przyjemne dreszcze.
W końcu oderwali się od siebie. Oboje zdyszani, pragnąc więcej.
-Kocham cię.- Szepnął Zayn, patrząc {T.I} głęboko w oczy. Jego ciepły oddech omiótł zazwyczaj porcelanowy, choć teraz zarumieniony policzek zielonookiej.
-Ja ciebie też.- Odpowiedziała, a jej pewny głos rozniósł się echem po dużym domu.
                                                                                     ***
Stanęła przed ciemnym, marmurowym nagrobkiem. W jego gładkiej, lśniącej i czystej powierzchni widziała swoją lekko rozmazaną sylwetkę. Uklękła i kciukiem wytarła łzę, która wydarła się z jej oka i opadła na zimny pomnik. Próbowała uspokoić drżący oddech. Niestety, nie wychodziło jej to najlepiej.
Siedząc tutaj, wspomnienia zawsze wracały. Wszystkie. Przed oczami brunetki przewijały się chwile szczęścia, smutku i złości. Jego słodkie, malinowe wargi, ciemna karnacja, kruczoczarne włosy i te głębokie, czekoladowe oczy... Wszystko to sprawiało, że był jej ideałem. Z biegiem czasu zaakceptowała w nim każdą skazę. Wszystkie wady, przyzwyczajenia i nawyki. W oczach innych chłopak pełen skaz.
W oczach {T.I} człowiek, który był oparciem, dawał pomoc, poczucie bezpieczeństwa i...Miłość.
Dawał jej to wyjątkowe uczucie, od którego po pewnym czasie się uzależniła.
-To nie tak miało być...- Wyszeptała cicho dziewczyna. Nie potrafiła opanować słonych łez, które płynęły z jej oczu, jak rzeka. Z bólem po raz kolejny wspominała. Dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
-Te wspomnienia nie dają mi spokoju. Ja nadal czuję twój dotyk, zapach, ciepło... Czuję, że tak naprawdę nie odszedłeś.- Ukryła twarz w dłonie, a fala wspomnień zaatakowała słabą psychikę zielonookiej.

-Mam zwyczajnie dosyć, że ciągle nie masz dla mnie czasu!- Krzyknęła brunetka. Wybiegła z dużego domu, z całej siły trzaskając frontowymi drzwiami. Szła, nawet nie wiedząc, dokąd. Nogi same ją niosły. Chciała być jak najdalej od tego domu i chłopaka, do którego miała zbyt wielką słabość. {T.I} była pewna, że gdyby wypowiedział choć jedno słowo, od razu wybaczyłaby mu. Czekoladowe tęczówki Zayn'a nie dałyby spokoju jej drobnej postaci.
Ubrana w krótkie, jeansowe spodenki, szalą, luźną koszulkę i czarne converse, brunetka z l długimi, falowanymi, brązowymi włosami stanęła przed apartamentowcem swojej najlepszej przyjaciółki.
Zielonooka zadzwoniła kilkukrotnie, aż poczuła, że szklane drzwi się otwierają. Zdecydowanym krokiem udała się do mieszkania Danielle.

-Ten dzień był początkiem końca. - Powiedziała dziewczyna w pustą przestrzeń, wpatrując się wzrokiem bez emocji na ciemny marmur. Targały nią sprzeczne emocje. Smutek, żal, złość i … Poczucie winy. Była pewna, że gdyby tamtego dnia go nie opuściła, wszystko potoczyłoby się inaczej, a Zayn nadal by żył.

Brunetka siedząc na parapecie, uparcie wpatrywała się w pustą ulicę. Oświetlało ją słabe światło, pojedynczej latarni.
Był wieczór, a do tego straszna ulewa, co dla Londynu nie było niczym nadzwyczajnym. Na dworze nie dało się dostrzec żadnej żywej duszy, a powód był raczej oczywisty.
Upiła kolejny łyk gorącej herbaty, malując różnorodne wzorki na zaparowanej szybie. Zastanawiało ją, czy Zayn o niej myśli? Po tym, jak wyjechał w trasę, {T.I} wróciła do ich wspólnego domu. Szatyn nie zadzwonił, ani nie napisał. Jakby zapomniał o dziewczynie, którą rzekomo kochał.
Zielonooka nie zdawała sobie jeszcze sprawy, jak głupio się zachowywała.

-Dlaczego to się stało? Dlaczego ty?- Spytała cichym, łamiącym się głosem. Nie mogła być obojętna na te wszystkie wspomnienia. Brunetka nie potrafiła już dłużej się przed tym bronić.
Usiadła na ziemi i przejechała opuszkami palców po zimnej, gładkiej powierzchni nagrobka. Czuła się winna. Winna jego śmierci.

Kolejne wspomnienia doprowadzały ją do coraz to większego bólu.

{T.I} siedziała na dużym, skórzanym fotelu, szczelnie owinięta grubym kocem i oglądała telewizję. Nie było nic ciekawego, więc zmieniała programy. W pewnym momencie zatrzymała się na stacji informacyjnej, uważnie wsłuchując się w każde słowo młodego reportera.
-”Samolot lecący z Nowego Jorku do Londynu rozbił się, podczas lądowania. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że przyczyną zdarzenia była usterka, oraz niesprzyjające warunki atmosferyczne. Jak na razie najprawdopodobniej nikt nie przeżył. Właśnie dotarła do nas informacja, że na pokładzie znajdował się Zayn Malik, słynny piosenkarz z Boysbandu One Direction.”- Zielonooka nie słyszała już reszty wypowiedzi. Jej serce zatrzymało się, a do oczu napłynęła słona ciecz. Z jej gardła wydobył się przeciągły krzyk bólu. Brunetka nie potrafiła opanować łez, krzyków i bólu, który wręcz paraliżował jej kruche ciało. Nie mogła się z tym pogodzić.

-Czas nie leczy ran, wiesz? On tylko powoli przyzwyczaja nas do bólu.- Szepnęła z wyrzutem. Z kieszeni wyjęła starą, pożółkłą kartkę. Ostrożnie odwinęła papier i przyglądała się z uwagą każdemu słowu, które ponownie raniły jej serce, jak miliony ostrzy.
„Droga {T.I T.N}!
Pilot powiedział, że nie przeżyjemy.
W tym liście chciałem Cię głównie przeprosić.
Najpierw dlatego, że nie dzwoniłem. Wydaje się to śmieszne, ale zgubiłem telefon, a Twojego numeru nie znam na pamięć. Przepraszam Cię, {T.I}.
Jeśli kiedykolwiek byłaś przeze mnie zła, lub smutna, także Cię przepraszam.
Zawsze chciałem dla Ciebie wszystkiego, co najlepsze.
Przepraszam, że mieliśmy tak mało czasu razem. Mimo to, każda minuta przy Tobie była najlepszą chwilą w moim życiu. W Twoich objęciach chciałbym zatrzymać czas.
Nie żałuję, że lecę tym samolotem choć wiem, że to koniec. Chciałbym naprawić wiele rzeczy, ale nie będzie mi to dane. Leciałem do Ciebie, {T.I}. Umrę ze świadomością, że zrobiłem wszystko, by do Ciebie wrócić.
Kocham Cię, całym moim sercem. Jak nikogo, nigdy wcześniej.

Twój Zayn”
***
Brunetka podniosła się gwałtownie i szybko nabrała powietrza do płuc. Oddychała płytko, a na jej czole widniały krople potu. Po porcelanowych policzkach zielonookiej spływały strumienie łez.
Na swojej talii poczuła silne i ciepłe ramiona, które pewnie przyciągnęły ją do siebie tak, aż przywarła do niego całym ciałem.
-Jesteś...- Szepnęła {T.I}, odwracając twarz.
-I nigdzie się nie wybieram.- Odpowiedział Zayn, a następnie złożył na wargach dziewczyny słodki pocałunek.


  

+SKOŃCZONY. Oj i chyba nawet z końcówki jestem zadowolona. Bardzo mi się spodobał : ) Pierwszy raz chyba xD 

środa, 2 stycznia 2013

Epilog


Półtora miesiąca później jemy romantyczną kolację przy świecach. A gdzie? Na wieży Eiffla. Widok jest nieziemski. Gra muzyka, a chłopak, który siedzi przede mną, jest najpiękniejszy na świecie. Jego oczy i uśmiech doprowadzają mnie do szaleństwa. Jak z psychologiem? Dobrze. Świetnie. Otworzyłam się przed nim. Opowiedziałam o ojcu, snach, obawach. Wysłuchał mnie i w miarę pomógł, choć nadal jeszcze mam mu wiele do powiedzenia. Jak z przyjaciółmi? Często spędzamy razem czas. Co tydzień chodzę z dziewczynami na zakupy. Z Eleanor, Danielle i Perrie. Tak, zaprzyjaźniłam się nawet z Pezz. Właśnie, co do Panny Edwards. Wrócili do siebie z Zayn'em i są naprawdę szczęśliwi. Teraz nawiązka do pana Malik'a. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, przeprosił. Jest jak dawniej. Czyli przyjaźń, nie do zdarcia. Co dalej... Harry! I Jenna. Są parą, ale to nie jest trwały związek. Są ze sobą dla rozrywki i oboje o tym wiedzą. Hejty. Jest ich nadal dużo, ale znacznie mniej, niż na początku. Wiele osób mnie wspiera. To naprawdę miłe, gdy piszą, że jestem idealna dla Niall'a. Znalazłam pracę, jako tester dźwięku. Wszystko układa się jak w bajce. Minusy są takie, że mojego chłopaka często nie ma, a za miesiąc jedzie na 2 miesięczną trasę. Teraz dawali pojedyncze koncerty. Coś śmiesznego? Odwiedzili mnie rodzice. Razem. Przepraszali. Mama za to, że mnie zostawiła, a ojciec za to, że mnie bił. Kazałam im się wynosić. W najbliższym czasie nie planuję im wybaczyć. Marzyłam o pracy, którą mam. . Widać marzenia się spełniają. Miłość, przyjaciele, szczęście. Może kiedyś rodzina. Niall patrzy na mnie wyczekująco.
-Mówiłeś coś?- Pytam zakłopotana.
-Tak. Czy dolać ci wina?- Odpowiada również pytaniem. Kręcę przecząco głową. Blondyn wstaje i podchodzi do mnie. Patrzę na niego zdziwiona, gdy on klęka i wyjmuje z kieszeni piękny pierścionek. Mały, srebrny z diamencikiem, ale dla mnie najpiękniejszy na świecie. Bo od niego.
-Zostaniesz moją panią Horan? - Pyta. W jego głosie słyszę zdenerwowanie. Nie odzywam się, przez co wydaje się przerażony. Delikatnie go podnoszę i całuję w usta.
-Taka odpowiedź może być?
-Taaak. - Odpowiada. Wkłada mi pierścionek na palec i całuje. Przeciągle, namiętnie. Robi to z taką finezją, jakby był to nasz pierwszy raz.
-Chyba wiem, jak uczcić nasze zaręczyny.- Mruczę mu do ucha, a następnie ciągnę w stronę naszego hotelu. Chyba każdy się domyśla, co było później? ; )


+ MASSIVE THANK YOU ! Dziękuję, że wytrwaliście do końca. No tak. Koniec... Dziwnie to brzmi. Ciężko mi się rozstawać ze zmyśloną osobą. To dopiero głupie, prawda? Nieistniejąca, nienormalna Caroline. Wiecie... Może nie istnieje naprawdę, ale przez cały ten czas żyła. W mojej głowie. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że to rozstanie jest dla mnie ciężkie. Tylko dlaczego, skoro byłam gotowa ją zabić? Sama nie wiem. Pisząc tą notkę płaczę, ponieważ kończę coś w swoim życiu. Wiem, że to otworzy drogę do następnych „sukcesów” (?). Uważacie, że Carla była sukcesem? Jestem z niej zadowolona. Moim zdaniem udało mi się. Nie było to aż tak nudne i monotonne, jak zakładałam. Pamiętam, jak pewnej nocy nie mogłam zasnąć. Leżąc, wpadłam na pomysł. Dziewczyna, która dwa lata nie widziała miłości swojego życia. Wiecie, jak ją nazwałam? Emilly. Postanowiłam to zmienić w 3 rozdziale, wzorując się aktorką. Candice Accola. Taak... To przez nią, albo dzięki niej, powstała Caroline. Choć charakterem się nie wzorowałam. Caroline to osoba z mieszanką mojego charakteru, choć też własnym, którego chciałabym mieć. Jeszcze raz dziękuję, że tą historię w ogóle ktoś przeczytał. To wiele dla mnie znaczy. Każdy komentarz mnie uszczęśliwiał. DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁY 2012 ROK I ŚWIETNY POCZĄTEK 2013. Zastanawiam się tylko, czy pisać jakieś nowe opowiadanie? Wasza opinia jest dla mnie najważniejsza, pamiętajcie. Jeśli wy powiecie NIE, ja się dostosuję.
Twitter : @HoranIsMyDrugxx
Ask :
http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx
Jeszcze raz bardzo dziękuję. Kocham was xx Malwina.

wtorek, 1 stycznia 2013

Caroline Rose - Rozdział 15


Jak powiedział, tak zrobił. Cały czas byłam w jego objęciach. Woda była letnia, ale jego ciało wystarczało, by było mi ciepło. Po około 20 minutach wróciliśmy na koc. Chłopcy rozstawili namioty. Było ich 5. Rozpalili ognisko. Zaczynało się już ściemniać. Przebrałam się w suchą bieliznę i założyłam na siebie ubrania. Oprócz tego założyłam jeszcze bluzę mojego chłopaka. Siadam koło nich. Niall gra na gitarze, a my śpiewamy. Typowe, obozowe piosenki. W końcu oni zaczynają śpiewać swoje, a my z uwagą słuchamy. W pewnym momencie słyszymy warkot silnika. Każdy patrzy w tamtą stronę, gdzie pojawia się jakiś stary samochód. Wysiada z niego ładna blondynka. Dochodzi do nas i z każdym się wita. Gdy przychodzi moja kolej, wyciąga rękę i szeroko się uśmiecha.
-Perrie.- Mówi. Delikatnie ściskam jej dłoń.
-Caroline.- Odpowiadam, dość głośno. Blondynka siada koło Zayn'a, a chłopcy znów śpiewają. Czy to znaczy, że do siebie wrócili? Jeśli tak, to świetnie.(NIE MA SARKAZMU)
-Właściwie dlaczego 5 namiotów?- Pytam na ucho Eleanor.
-Ja i Louis, Zayn i Perrie, Liam i Danielle, ty i Niall i Harry sam.- Odpowiada szeptem. Trochę szkoda mi Harry'ego. Same pary... A właśnie.
-Zayn i Perrie są znowu razem?- Znów pytam El. Ona kręci przecząco głową.
-Przyjaźnią się na razie, ale są blisko.- Obie się uśmiechamy. Później dochodzi alkohol. Ja i Liam nie pijemy wcale, El, Dan i Pezz tylko trochę, a chłopaki chlają ile wlezie.
-Zagrajmy w butelkę! - Krzyczy Louis. Ja tylko wzdycham.
-Grajcie, ale ja jestem zmęczona i idę spać.- Wymuszam ziewnięcie, by było bardziej realistycznie.
-No weź, Carla.- Błaga Lou.
-Carla?- Dziwię się, a wszyscy się śmieją. - Zapomniałeś, że ja nie stąd, chyba.- Mówię cicho.
-No tak. Więc Carla to zdrobnienie. Więc jak?- Nie daje za wygraną.
-Okej, ale odpowiadam tylko na pytania.
-Jak chcesz...- Mówi zrezygnowany. Wszyscy siadamy w kółku, a Liam kręci butelką po Whisky. Wypada na Zayn'a.
-Pytanie czy zadanie?- Pyta Liam. Malik chwilę się zastanawia.
-Niech będzie... Zadanie.- Odpowiada. Teraz Liam chwilę się zastanawia.
-Rozbierz się i wskocz do jeziora nago.- Mówi spokojnie. Wszyscy się śmieją.
-Okej.-Mówi Zayn. Chwilę później jest na pomoście i się rozbiera. Widzimy i słyszymy, jak wskakuje do wody. Perrie biegnie tam, a po chwili wraca z jego ubraniami. Teraz już nikt nie wyrabia ze śmiechu.
-No chyba żart ! - Krzyczy Zayn.
-I to całkiem śmieszny!- Odkrzykuje mu Pezz. Jest naprawdę fajna. Na początku wydawała się... Nudna? Nie wiem, jak to nazwać.
-Jak mam wrócić, co?- Pyta Malik.
-Nago? - Odpowiadam pytaniem. Wszyscy znów wybuchają śmiechem. Po chwili widzimy Zayn'a, który skutecznie zasłania swoje krocze. Teraz to już nie wyrabiam ze śmiechu.  Gdy jest przy namiocie, Perrie rzuca w jego stronę ubrania.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?- Pyta z niedowierzaniem. Znika w namiocie i kilka minut później jest przy nas.
-Nie można wam zaufać...- Kręci głową, a następnie butelką. Wypada na Harry'ego.
-Pytanie! - Mówi szybko, zanim Malik zdąży zapytać.
-Która z tych dziewczyn jest twoim zdaniem najładniejsza?
-Caroline.- Mówi i porusza znacząco brwiami.
-Taak... Widać, że lubisz suHarry- Wszyscy znów się śmieją. Hazza kręci i wypada na El. I tak leci czas, a ja ani Niall ani razu nie odpowiadamy, czy nie robimy zadań. Robię się senna, więc spoglądam na zegarek. 2 w nocy. Ognisko już wygasa, a oni nadal bawią się w najlepsze. W końcu wypada na Horan'a. Krzyczy coś, czego nie rozumiem, ale za bardzo się tym nie przejmuję. I ja.
-Pytanie, tak, kochanie?- Pyta słodko. Ledwo kiwam głową, ponieważ prawie śpię.
-Kochasz Zayn'a?- Piorunuję go wzrokiem. Wiem, że to pytanie dużo go kosztowało.
-Tak, jak brata.- Odpowiadam pewnie, ale zmęczonym głosem. Jestem tak śpiąca, że prawie nic nie dostrzegam. Nie patrzę na Malik'a. Nie chcę widzieć jego reakcji. Wstaję i ciągnę za sobą Niall'a.
-To nie nasz namiot.- Śmieje się i wskazuje inny. Idziemy do niego, a gdy tylko jesteśmy w środku od razu wskakuję pod kołdrę. On dołącza do mnie i mocno mnie tuli.
-Dobranoc.- Szepcze mi do ucha i delikatnie całuje mój policzek. Nie mam siły by odpowiedzieć, więc kiwam głową. Po chwili już śpię.
                                                                                  ***
Jak zwykle budzę się nie z własnej woli. Spoza namiotu słychać krzyki, a obok mnie nie ma Niall'a.
Wychodzę zaspana. Jest chłodno, ale świeci słońce. Eleanor jest cała mokra i krzyczy na Louis'a i Harry'ego, którzy się śmieją. Wchodzę do namiotu i biorę z niego koc. Podchodzę do El i całą ją nim przykrywam.
-Biedactwo...- Mówię do niej, a ona dziękuje. Podchodzę do Danielle i mówię jej coś na ucho. Kiwa głową i idziemy do chłopaków.
-Louis, Harry. Możemy pogadać?- Pyta, a oni się zgadzają. Idziemy na pomost. Gdy znajdujemy się na końcu, Lou pyta.
-O czym chciałyście pogadać?- My uśmiechamy się do siebie i spychamy ich do wody. Dan Louis'a, a ja Harry'ego. Przybijamy sobie piątkę i się śmiejemy. Oni wyłaniają się spod wody i patrzą na nas z wyrzutem.
-Za Eleanor! - Krzyczymy równocześnie, przez co śmiejemy się jeszcze bardziej. Biegniemy z powrotem na plażę, by czasem nie wrzucili nas. Wszyscy, którzy tam są, śmieją się do rozpuku.
-Brawo!- Krzyczy Perrie.
-To był pomysł Caroline. - Mówi Danielle, a ja się lekko rumienię. Przybijam piątkę z Pezz i El.
-Dziewczyny powinny sobie pomagać.- Uśmiecham się.
Reszta dnia przebiega już w miarę normalnie. Zjadamy razem posiłek, jeszcze trochę się wygłupiamy, aż pora się rozstać. Harry rozwozi nas po domach. Na koniec zostajemy ja z Niall'em. Całuję przyjaciela w policzek i wysiadam z Vana. Stoję przed dużym, białym domem. Nie jest on willą. Jest jednopiętrowy, z 2 balkonami oraz dość przestronnym gankiem. Wbiegam do środka. Długi korytarz, na którego końcu są schody. Panele z jasnego drewna i beżowe ściany, na których znajduje się mnóstwo naszych wspólnych zdjęć. Na dole są 4 pomieszczenia. Ogromny salon, duża kuchnia i jadalnia, a obok nieduża toaleta. Wchodzę na górę, gdzie znajdują się 3 i ogromna łazienka. Z gigantyczną wanną i prysznicem. Wchodzę do pierwszej sypialni, która jest urządzona tak, jak w domu chłopaków. Z jednym wyjątkiem. Łóżko jest o wieeele większe. Biegam po całym domu, chłonąc każdy jego szczegół. W końcu wpadam w objęcia blondyna z piskiem.
-Jest cudowny. Jestem w raju.- Krzyczę, a on się uśmiecha. Idziemy do kuchni, gdzie Niall robi nam obojgu drinka. Pijemy powoli, siedząc na kanapie w salonie. Miękka, duża, skórzana... Kanapa idealna. Tylko, że chłopak bardziej. Idę na górę, gdzie biorę prysznic. Przebieram się w spodenki i luźną koszulkę. Piżama, nie ciuchy do chodzenia po dworze. Wracam do sypialni z wilgotnymi włosami. Niall idzie się umyć. Wraca po 15 minutach w bokserkach, a na jego jasnych włosach są widoczne krople wody. Przystaje i przygląda mi się dłuższą chwilę.
-Co ty na to, żeby wypróbować nowe łóżko i „ochrzcić” dom? - Pyta, zabawnie poruszając brwiami. Patrzę na niego i widzę taką powagę, że mam ochotę wylecieć przez okno. Patrzę na niego z przerażeniem, choć podoba mi się jego bezpośredniość.
-Mówisz poważnie?- Pytam. Nadal jestem w lekkim szoku.
-Ja...- Peszy się. Uśmiecham się i przyciągam go do siebie. Całujemy się najpierw stojąc, ale po chwili już leżymy w pościeli, na miękkim łóżku. On nie próbuje mnie rozbierać, a ja jego.
-Nie dziś, ale na pewno tak. - Odpowiadam. Wtulam się w niego i, jak zwykle ostatnio, próbuję zasnąć w jego objęciach. On jak zawsze gładzi mi włosy i nuci kołysankę. Czuję się bezpieczna. Wiem, że przy nim nic mi nie grozi. Mam swoje miejsce na świecie. Nie mogłam umrzeć, nie mogłam go zostawić. Dostałam szansę, której nie zamierzam zmarnować przez swoją głupotę. Będę chodzić do psychologa, uważać, nie podejmować pochopnych decyzji. Mam prawdziwych przyjaciół i cudownego chłopaka. Może nie mam rodziny, ale to nie jest ważne. Niedługo będę miała nową rodzinę i nigdy nie popełnię tych błędów, których dopuścili się moi rodzice. Obiecuję to sobie i Niall'owi, choć nie słyszy. Nie chcę, by moje dziecko miało kiedyś do mnie uraz za to, że je zostawiłam, lub skrzywdziłam. Nie mówię, że będę najlepszą matką, ale będę się starać. Będę robić wszystko, co się da, aby było szczęśliwe. I co najważniejsze, będę kochać je ponad własne życie. Jak osobę, która dała mi miłość, ciepło, bezpieczeństwo i … Szczęście.
-Nie śpieszy nam się. Mamy czas. Czeka nas przecież wspólne życie.

+Notka pożegnalna w epilogu. W każdym razie... Koniec. Ostatni rozdział. Ciężko mi się rozstawać, ale ... No cóż. Nie będę się rozpisywać

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 14


Otwieram oczy, ale momentalnie z powrotem je zamykam. Światło jest tak jasne, że razi niemiłosiernie. Leżę, czuję się wypoczęta. Tylko gdzie jestem? Nie zdążyłam nic dostrzec przez ten krótki moment. Wytężam słuch. Delikatne buczenie lamp, głosy dochodzące z oddali. Oddech. Jeden, nierówny, gdzieś niedaleko. Poruszam palcami. Pod opuszkami czuję gładką pościel. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak wygodnie mi się leży. W powietrzu czuć zapach chemii. Delikatnie uchylam powieki, by rozejrzeć się po sali szpitalnej. Niall śpi na małej kanapie, w rogu pomieszczenia. Pewnie zapłacił... Cicho wzdycham. Jak się tu znalazłam? Byłam pewna, że się uda. Mnie nawet śmierć nie chce... Głupi ma zawsze szczęście. Zaciskam dłonie w pięści. Czuję narastającą złość. Pierwszy raz byłam tego w 100% pewna, nie zawahałam się. Więc jak? Odludzie. Nawet, jeśli ktoś zauważył pożar, to przecież wyłamałam schody i zastawiłam drzwi. Otwieram usta i próbuję coś powiedzieć, ale mój głos odmawia mi posłuszeństwa. Zastanawiam się, jak go obudzić. Nie mam tyle siły, by wstać. Znów próbuję go zawołać, ale z mojego gardła wydobywa się tylko cichy skrzek. OBUDŹ SIĘ !, krzyczę w myślach. Tylko, że to nic nie da. Chcę z nim porozmawiać, wyjaśnić mu wszystko. Choć właściwie ja sama chcę wyjaśnień. Dlaczego żyję? Zamykam oczy i właśnie w tym momencie zaczyna dzwonić jego telefon.
-Halo?- Mówi zaspanym głosem do słuchawki. Nadal brzmi tak samo. Kilka razy potakuje i mówi, że za pewien czas przyjedzie. Słyszę, jak wzdycha. Otwieram oczy i spoglądam na niego. Od razu, gdy to zauważa, dochodzi do mojego łóżka. Delikatnie całuje mnie w głowę. Siada i mocno ściska moją dłoń.
-Nigdy więcej.- Mówi jednocześnie gniewnie, ale też z niekryjącą się ulgą. Przytula mnie delikatnie. Próbuję się odezwać, ale nie mogę. Gdy się odsuwa, wskazuję palcem na szyję i kręcę przecząco głową.
-Nie możesz mówić? - Widocznie się dziwi. Przytakuję. Wstaje i całuje mnie w usta. Przez chwilę tkwimy w bezruchu, ale on w końcu się odsuwa. Gdy otwiera drzwi mówi tylko:
-Idę po lekarza.- I wychodzi. Znów jestem sama. Chwilę na przemyślenia. Może źle zrobiłam? Nie czekam długo, ponieważ już po chwili w sali pojawia się Niall ze starszym mężczyzną. Ubrany w biały kitel z jakąś plakietką i posiwiałymi włosami. Uśmiecha się delikatnie do mnie, na co ja odpowiadam tym samym. Później zadaje mi pytania, typu jak się czuję itp., na co ja odpowiadam skinieniami głowy. Dodatkowo wiem, że byłam w śpiączce przez 2 tygodnie. To czasem nie znaczy, że wakacje się skończyły? O to nie zapytam. Zostajemy sami. Niall opowiada różne historie i o tym, jak chłopaki się martwią (ta, a szczególnie Zayn). No i też o tym, że się pogodzili. Pół sukcesu. W końcu dochodzi do tego, jak żyję. Więc śledził mnie reporter i, gdy tylko zauważył dym, zadzwonił po pomoc. Zajęło im to tyle czasu, ponieważ schody były wyłamane. Nie miał do mnie żadnych pretensji, o dziwo. Pomógł mi zjeść (FUJ), a później sam poszedł zjeść. Ja za to zrobiłam sobie krótką drzemkę.
                                                                       ***
Budzą mnie hałasy. Widać mnóstwo osób przyszło. Powoli otwieram oczy i rozglądam się po pełnej sali. Całe One Direction, Eleanor, Danielle, Jenna. Wszyscy jednocześnie cichną i patrzą na mnie, a ja tylko wytykam im język i z powrotem zamykam oczy. Mimo iż czuję się wypoczęta, z chęcią bym jeszcze pospała. Niestety, moi goście mi nie dają. Nie lubię, gdy ktoś mnie budzi. Czuję czyjeś usta na czole.
-Słońce, jak wczoraj wychodziłem coś zjeść, tak ty przespałaś cały dzień.- Mówi Niall. Patrzę na niego zdziwiona, a on uśmiecha się lekko. Następnie pomaga mi usiąść i wszyscy wypytują mnie, jak się czuję. Nie odpowiadam, więc patrzą na mnie zdziwieni. Odchrząkuję i podejmuję próbę.
-Ja...- Zbieram całe siły.- Nie mogłam mówić.- Mówię cicho, choć staram się jak najgłośniej. Blondyn mnie przytula.
-Brawo! Pierwszy raz się odezwałaś.- Całuje mój policzek, a ja posyłam mu wesoły uśmiech. Później rozmawiamy, śmiejemy się i wygłupiamy. Ja odzywam się mało, ale reszta nawija na okrągło. Po około 3 minutach żegnają się i opuszczają salę. Zostaje tylko Niall.
-Byleś przy mnie całe 2 tygodnie?- Pytam cicho. Gdybym mogła, spytałabym głośniej.
-Nie do końca. Czasem nie mogłem więc była tu któraś dziewczyna. - Siada koło mnie i głaszcze mój policzek. Wiem, co chce zrobić. Uśpić mnie. Gładzi moje włosy, składa delikatne pocałunki na całej twarzy. Zaczyna nucić kołysankę. Powoli odpływam.
-Niall?- Szepczę resztką sił. Przerywa melodię.
-Słucham?-Pyta, również szeptem. Wtulam się w niego bardziej.
-Przepraszam. Nie chciałam was poróżnić.- Mówię i mam ochotę się rozpłakać.
-Wiem. Śpij.- Chce mnie zbyć, a ja nie mam siły się stawiać. Jestem zbyt zmęczona na kłótnię.
-Wiem, że źle zrobiłam. Rozumiem to teraz.- Ciągnę. Wiem, że chce już coś powiedzieć, więc kontynuuję.- Cierpiałbyś, gdybym odeszła. Przepraszam. Nie chciałam, żebyś stracił przyjaciela. Tylko że, moja śmierć nic by nie dała.- Ziewam. Gładzę materiał jego bluzy.- Kocham cię.- Wypowiadam resztkami sił. Wiem, że jeszcze chwilę myśli nad moimi słowami.
-Ja także cię kocham.- Mówi spokojnie i z powrotem nuci kołysankę. Czuję się bezpiecznie, czego od dawna mi brakowało.
-Jak wyjdę ze szpitala, to pójdę do psychologa.- Nie jestem pewna, czy wypowiedziałam te słowa, ponieważ odpływam do krainy snów.
                                                                       ***
Gdy się budzę, czuję przy sobie ciepło drugiego ciała. Widocznie oboje zasnęliśmy w swoich objęciach. Delikatnie całuję jego malinowe usta. Czuję, że gardło dziś na więcej się zda.
-Niall...- Mówię dość głośno. Wzdycham, gdy nie otrzymuję reakcji.
-O boże, pizza! - Piszczę, a on momentalnie otwiera oczy.
-GDZIE PIZZA?!-Wydziera się. Ja tylko się śmieję.
-Nie ma. - Mówię spokojnie. On piorunuje mnie wzrokiem.
-Widzę, że humor wraca.- Mówi radośnie. Znów muskam jego usta i chcę się odsunąć, gdy on przyciska mnie bardziej do siebie. Całujemy się namiętnie i tak zachłannie, jakbyśmy nie robili tego rok. A przecież to tylko ponad 2 tygodnie. W końcu się odsuwamy. W jego oczach dostrzegam iskierki, na co przygryzam dolną wargę. Uśmiecha się.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa- Mówi, stykając swoje czoło z moim.
-Tak, jak brak jedzenia?- Pytam ze śmiechem. On tylko ponownie mnie całuje. Później spędzamy dzień zwyczajnie. Czyli wygłupy, rozmowy, jedzenie (FUJ) + jakieś badania i konsultacja z lekarzem. Wieczorem znów siedzimy w swoich objęciach.
-Jutro wychodzisz...- Mówi radośnie. Patrzę na niego, ale nie potrafię nic wyczytać z jego twarzy.
-Tak. Już nie mogę się doczekać.-Odpowiadam. Przez chwilę zastanawiam się, jak teraz będzie. Wrócę do Polski? Porozmawiam z chłopakami? Nadal będę z Niall'em? Wszystko jest jedną, wielką niewiadomą.
-Zamieszkasz ze mną.- Mówi nagle.- Kupimy coś i będziemy tylko we dwoje.- Patrzę na niego z pytającym wyrazem twarzy, a on się uśmiecha.
-Zamierzasz tak po prostu zostawić chłopaków?- Pytam.
-Wiesz. Jesteśmy parą, więc powinniśmy razem zamieszkać. Jak Liam z Danielle, albo Louis z Eleanor. - Odpowiada spokojnie.
-Wow. Aż tyle przespałam?- Oboje się śmiejemy. Po chwili jednak się ogarniamy, a on patrzy mi głęboko w oczy. Dostaję dreszczy, gdy tak przeszywa mnie spojrzeniem swoich błękitnych tęczówek.
-Chcę tego. Chcę, byś była przy mnie. Nie pozwolę ci wrócić do ojca.- Szepcze, a ja wtulam się w niego. Nie chcę wracać. Nie chcę nawet pamiętać, ale tego nie da się zrobić. Zresztą, jak on to sobie wyobraża? Ciągłe wyjazdy, wyjścia. Prawie wcale go nie będzie, więc dom będzie bardziej mój. Choć z drugiej strony, skoro czekałam na niego 2 lata, to przeczekam te trasy.
-Nie mam zamiaru wracać.- Mówię spokojnie. Nawet gdybym nie miała gdzie mieszkać, nie wróciłabym do niego. Wolałabym żyć na ulicy. Czuję jak Niall delikatnie głaszcze moje włosy.
-Więc co ty na to?- Nie daje za wygraną. Wzdycham i poprawiam się w jego objęciach. Ściągam z siebie kołdrę, ponieważ wystarcza mi jego ciepło.
-Jasne.- Mówię, bo wiem, że i tak nie zmieni zdania. W najgorszym wypadku będzie się zachowywał jak rozkapryszone dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki, na co ja (żeby się zamknął) na pewno się zgodzę. Wolę oszczędzić sobie tej szopki.
-To świetnie, bo już kupiłem dom.- Odrywam się od niego.
-Co zrobiłeś?!- Niemalże krzyczę. Patrzy na mnie z zakłopotaniem, a po chwili się wyszczerza.
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Więc kupiłem dom, a chłopaki pomogli mi urządzić.- Mówi spokojnie. Jestem na niego zła, ponieważ sam podjął taką decyzję. Odwracam się od niego i układam na łóżku.
-No nie bądź zła...-Mówi błagalnie i całuje moje ramie, szyję, policzek. Pozostaję niewzruszona, aż dochodzi do mnie z przodu i patrzy mi w oczy. Muska delikatnie moje usta. Wzdycham. Jak można być na niego złym? Wchodzi do łóżka, a ja znów wygodnie układam się w jego objęciach.
-Co nie zmienia faktu, że i tak jestem zła.- Mówię, a następnie przeciągle ziewam. On tylko przez chwilę się śmieje, a później, jak co dzień, nuci mi kołysankę i oboje zasypiamy w swoich objęciach.
                                                                                  ***
-Wstawaj, śpiochu.
-Która godzina?
-13- Słyszę jego śmiech. Otwieram oczy i widzę, że przyszli wszyscy. No poważnie?
-Pojedziemy nad jezioro. W końcu to ostatni dzień wakacji!- Krzyczy uradowany Louis, a Eleanor zakrywa mu usta dłonią.
-Jesteśmy w szpitalu, nie krzycz.- Mówi spokojnie i zabiera rękę. Teraz Lou wyglądał jak małe dziecko. Harry się z niego śmieje, a Zayn rozmawia z kimś przez telefon. Liam mówi coś do Danielle. Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma Jenny.
-Super.- Chrypię. Patrzę na Niall'a, który uśmiecha się ochoczo.
-Wypis załatwiony. Musisz się tylko ubrać i wyjść.- Chichocze. Patrzę na niego spode łba.
-A mam ubrania?- Pytam.
-Przywiozłem ! - Wydziera się Harry i podaje mi torbę. Wszyscy na mnie patrzą.
-No co? Wynocha! Chcę się ubrać.- I wychodzą. Ja z torby wybieram szare rurki, czarną bokserkę i czarne converse. Oczywiście zakładam również bieliznę. Robię delikatny makijaż, rozczesuję włosy i, uprzednio zabierając wszystkie rzeczy, wychodzę z sali szpitalnej.
-Idziemy?- Pytam, a oni przytakują. Wsiadamy do dużego Vana i ruszamy. W drodze rozmawiamy i się wygłupiamy. Po niecałej godzinie jesteśmy na miejscu. Widok jest przepiękny. Przejrzyste jezioro otacza gęsty, ciemny las. Rozkładamy koce i siadamy, a chłopaki od razu wskakują do wody. Ja, Eleanor i Danielle się z nich śmiejemy. Następnie zjadam kanapkę. Delektuję się nią, jak nie wiadomo jakim rarytasem. Nienawidzę szpitalnego żarcia.
-Chodź, popływasz.- Mówi cały mokry Niall.
-Nie umiem pływać.- Przypominam.
-Więc będę cię nosił w wodzie!- Krzyczy i zaciąga mnie w stronę jeziora.

+Coś ode mnie, jak zwykle. Lecimy ku końcowi w obrotnym tempie, bo mam wenę ! Jeaa ;D Piszę rozdział 15, który mnie osobiście bardzo się podoba i może skończę go dziś, ale dodam dopiero po nowym roku. Właśnie! Dziękuję za wspaniały rok. Dziękuję za każdy komentarz, który poprawiał mi humor. Dziękuję wam, że to czytacie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Może nie jesteście ze mną od początku, ale mam nadzieję, że będziecie do końca :) Szczęśliwego nowego roku ! Życzę wam, by był lepszy niż każdy poprzedni. I by w 2013 spełniły się wasze marzenia! Kocham, Malwina. :) 

niedziela, 30 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 13


Przez kolejne 2 dni nie działo się nic nadzwyczajnego. Na spacery zawsze chodziłam z kimś, byłam jeszcze raz na zakupach (z Eleanor i Danielle). W domu cały czas ktoś był. Jadłam, piłam, myłam się, rozmawiałam, wygłupiałam. Jutro ma być tym gorszym dniem. Pierwsza sesja z psychologiem. Z każdą chwilą czuję większy niepokój, ale staram się to ukryć. Siadam przy stole i wypijam herbatę. Patrzę w przestrzeń przed sobą. Co dziwne, nikogo nie ma w kuchni, za to w salonie się wydzierają. Zjadam jabłko i idę do salonu. Nie wygląda to na zabawę, tylko na ostrą kłótnię.
-W dupie to mam ! Ciebie też mam w dupie! -Wykrzykuje Zayn Niall'owi prosto w twarz. Patrzę oszołomiona, jak Malik wychodzi i specjalnie trąca mnie ramieniem. Spoglądam na blondyna. Nie wygląda, jakby miał się rozpłakać. Raczej jakby chciał kogoś zabić. Piorunuje mnie wzrokiem i wychodzi. Nie mam bladego pojęcia, o co poszło. Patrzę na chłopaków, którzy także nie wyglądają na skłonnych powiedzenia mi o co chodzi.
-Nie? Nikt mi nie wyjaśni?- Pytam.
-Sama się domyśl.- Mówi gniewnie Liam.
-Kretynka.- Mruka Harry. Ledwo się powstrzymuję przed strzeleniem mu w twarz.
-Sam jesteś kretynem. W dodatku z mopem na głowie.- Wykrzykuję i wychodzę. Widocznie go zaskoczyłam. Pukam do drzwi pokoju Niall'a. Nic nie mówi, więc chwytam za klamkę. Zamknięte. Cholera, co się stało? Pukałam i prosiłam przez około 10 minut. Nie to nie. To samo z Zayn'em. Wchodzę do siebie do pokoju i byle jak pakuję wszystko do walizki. Wątpię, by próbowali mnie powstrzymać. Pośpiesznie opuszczam dom, ale i tak nikogo nie było na dole. Idę, sama nie wiem, dokąd. W końcu przystaję i dzwonię do Jenny. Odbiera po 2 sygnale.
-Słucham?- Ma zachrypnięty głos, jakby płakała przez tydzień.
-Nie mam gdzie mieszkać. Przenocujesz mnie?- Mówię błagalnie. Dziewczyna po chwili podaje mi adres i już 15 minut później jestem na miejscu. Jenna ochoczo mnie wita. Rozpakowuję się w wolnej sypialni i schodzę na dół. Siedzi przy stole z dwoma kubkami gorącej herbaty.
-Co się stało?- Pyta.
-Nie mam bladego pojęcia. Zayn kłócił się z Niall'em, a potem wszyscy byli źli na mnie. Nikt się nie odzywał i dodatkowo Harry nazwał mnie kretynką.
-Co mu na to odpowiedziałaś?
-Że sam jest kretynem. Z mopem na głowie.- Obie się śmiejemy. Później rozmawiamy na różne tematy. Liam się z nią spotykał, dopóki nie wrócili do siebie z Danielle. Było mi jej szkoda. Później oglądamy film. Na koniec wchodzimy na TT. Już są zdjęcia mnie z walizką i komentarze typu: „Bravo, Niall. W końcu pozbyłeś się tej suki”. Przez chwilę jest mi przykro, ale nie na tyle, by im odpisać. Piszę tylko: „Nie rozumiem. Ta niewiedza mnie boli”. Po chwili jest już mnóstwo komentarzy. Odpisuję tylko jednej dziewczynie, która grzecznie spytała, o co chodzi. Napisałam, że nikt nie chciał mi wyjaśnić, więc się wyniosłam. Przerażała mnie tylko jedna myśl. Wracam do ojca.
Tej nocy nie obywa się bez koszmarów, w których Niall mnie wyzywa, zostawia, albo mój ojciec mnie katuje. Budzę się spocona i nie mogę opanować dreszczy. Pierwszy raz od „rozstania” płaczę. Nie mogę tego powstrzymać. Ściskam poduszki z całej siły, by opanować krzyki bólu. Na próżno. Zerkam na telefon. Zero wiadomości, czy nieodebranych połączeń. Dobra, Caroline. Nie użalamy się nad sobą. Widać to wszystko było kłamstwem. Złudzeniem. A może snem? Schodzę na dół, gdzie razem z Jenną zjadłam śniadanie. Daje mi klucze, a sama idzie do pracy. Ja za to wybieram się do centrum. A co? Trzeba pokazać, że się nie przejmuję. Choć to nieprawda. Po kilkunastu minutach jestem w budynku. Najpierw kupuję i zjadłam loda czekoladowego, a później ruszam do sklepów. Chyba w 5 zauważam Dan i El. Pośpiesznie wychodzę,aby mnie nie zauważyły. Podchodzi do mnie dziewczyna i przytula mnie z całych sił. Odsuwa się i patrzy na mnie przepraszająco.
-Dlaczego?- Pytam. Ona mocno chwyta moją dłoń.
-Wierzę, że go kochasz. Czekałaś na niego 2 lata i gdy jesteście razem nagle wszystko się sypie? To raczej głupie, że dopiero teraz cię nie chce. Ta historia jest jak dramat.-Szepcze, uciekając wzrokiem. Teraz to ja ją przytulam. Przez chwilę czuję bezpieczeństwo, jakiego brakowało mi dziś w nocy. Na koniec robimy sobie zdjęcie, a ona odchodzi. Siadam przy stoliku i zamawiam kawę. Czuję się oszołomiona słowami dziewczyny, choć ma rację. Czekałam 2 lata, a teraz nawet nie otrzymuję wyjaśnień. Wypijam czarne paskudztwo. Nie lubię kawy. Siedzę ze spuszczoną głową i nie zauważam, jak ktoś się do mnie dosiada.
-I fajnie się z tym czujesz?- Pyta jadowicie Eleanor. Spoglądam na nią.
-Jakbym wiedziała, z czym.- Wzdycham i wstaję od stolika. Dziś nie porozmawiamy normalnie.
-Czekaj.- Zamyka mój nadgarstek w żelaznym uścisku, aż sykam z bólu. Patrzy mi prosto w oczy, a w jej widzę pogardę. Ciekawe, co ona dostrzega w moich? Wiem tyle, że zaufałam złym osobom. Znowu.
-Co chcesz?- Pytam zniecierpliwiona. Dziewczyna puszcza moją rękę.
-Nie wiesz, co się stało?- Jest lekko zdziwiona.
-Wiem tylko, że Zayn i Niall się kłócili. Nikt nie powiedział o co.-Przełykam ślinę. Boję się tego, co może wyjść z jej ust.
-Pokłócili się o ciebie.- Mówi spokojnie. Danielle patrzy na nas z boku.
-Jak to o mnie? - Akcentuję dokładnie ostatnie słowo. Jak głupia jestem?
-Zayn powiedział, że cię kocha. I że ty go też, bo się całowaliście.- Spogląda na swoje palce, a mi rozszerzają się źrenice.
-Czyli to nie był sen... Zabiłabym się...- Po ostatnich słowach Eleanor podnosi głowę a Danielle do nas podchodzi.
-Co?- Pyta, przyciszonym tonem. Nerwowo przełykam ślinę i błądzę wzrokiem po budynku.
-Obudziłam się w nocy i on mnie pocałował. Chciałam... Wbić sobie nóż w brzuch, ponieważ powiedział, że to sen. On zapewnił, że wystarczy się położyć.- Tłumaczę cicho, gdyż jestem bliska rozsypki. Dziewczyny mnie przytulają. Dlaczego? Przed chwilą były gotowe mnie rozszarpać. W końcu mnie puszczają. Dlaczego Zayn to zrobił? Przecież to nieprawda. Wybiegam z galerii, mimo krzyków dziewczyn. Zapewne zaraz zadzwonią do Niall'a. Potrzebuję czasu. Biegnę przed siebie, ledwo unikając wypadku. Jestem. Ta altanka, na której z nim byłam. Jak tu trafiłam? Jestem pewna, że ktoś mnie śledził. Mimo to staję na środku. Z mojego telefonu zaczyna płynąć muzyka. Tak szybko? Spoglądam na jego zdjęcie. Muszę podjąć decyzję. Wiem, że się nie zawaham. Pragnę jego szczęścia. Nie będzie szczęśliwy, gdy straci przyjaciela, prawda? Wyłączam telefon. Czas. Tak mało go mam. Biegnę dalej, aż znajduję się przy Tamizie. Na moście. Szybko go mijam i mknę dalej, ku obrzeżom miasta. W końcu znajduję jakiś stary, opuszczony dom. Tu mnie nie znajdom. W razie co barykaduję jeszcze drzwi i spróchniałymi schodami udaję się na górę. Wyłamuję je tak, by nikt nie dostał się na górę. W końcu, gdy siedzę przy ścianie, włączam telefon i dzwonię do Niall'a. Odbiera natychmiast.
-Gdzie jesteś?- Pyta zdyszany i zmartwiony jednocześnie.
-Nie szukaj mnie. I tak nie znajdziesz.- Odpowiadam spokojnie, choć mam ochotę się rozpłakać. On za to łka do słuchawki.
-Nie wrócę, Niall. Przepraszam, że zadaję ci ból, ale tak będzie lepiej. Gdybym mogła cofnąć czas i wiedziała to, co wiem teraz, nigdy nie pozwoliłabym ci mnie pokochać. Tylko cię ranię.
Nie odpowiada od razu. Słyszę, jak dławi się łzami.
-To nieprawda. Przy tobie byłem najszczęśliwszy. Nie oddałbym tego za nic na świecie. Wróć...- Błaga. Ja tylko kręcę głową do samej siebie.
-Przepraszam.- Powtarzam. Zamykam oczy, by nie popłynęły z nich łzy.- Kocham cię. - Zanim zdąża coś powiedzieć, ja się rozłączam i wyłączam telefon. Kładę go delikatnie na brudnej i zimnej podłodze. Mam czas, powtarzam sobie. Boję się tego, co zamierzam zrobić. Wyobrażam sobie jego twarz, pełną bólu i żalu, ale to w końcu minie. A gdy będę żyć? Będę go ranić, to oczywiste. Szukam czegoś, czym mogłabym pozbawić się życia, jednak na próżno. Jedyna myśl, to taka, że przecież mam czas. W końcu postanawiam podpalić dom. Opary zabiją mnie szybciej niż ogień. Rozprzestrzenia się długo, ale już po chwili budynek wypełnia szary dym. Kaszlę i krztuszę się nim. Mam coraz mniej sił. Osuwam się na podłogę. Tracę poczucie miejsca, czasu. Nie dociera do mnie żaden dźwięk. Zamykam oczy.
-Kocham cię, Niall.- Staram się wypowiedzieć to najgłośniej, jak potrafię, choć sama siebie nie słyszę. Czuję ruch. Dom się wali? Nie mam siły, by otworzyć oczy i to sprawdzić. Zasypiam, choć może umieram? Niknę. Przez moją głowę przewijają się momenty, które spędziliśmy razem. Te szczęśliwe i te mniej. Ostatni raz szepczę jego imię i osuwam się do świata, którego nie znam. Śmierć? Przenikliwe, jasne światło. Niepokoi mnie, więc odwracam się i biegnę ku ciemności. Tylko dokąd ona prowadzi? Wybrałam śmierć, czy życie? Przechodzę i wiem, jakiego wyboru dokonałam nieświadomie. Sama nie wiem, czy się cieszyć, czy może załamać. Choć w pewnym stopniu czuję radość. Pewnie tak samo byłoby z tym drugim wyborem.

+ Jak widać, zmieniłam sposób pisania. Nie jest w czasie przeszłym (typu byłam) tylko teraźniejszym (czyli jestem). Nie zamierzam nic dodać na temat tego rozdziału. Niektóre osoby mogą czuć się... Zawiedzione? Sama nie wiem.
PYTANIA? :) http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx

sobota, 29 grudnia 2012

Caroline Rose - Rozdział 12


Gdy już znaleźliśmy się w domu, Niall od razu się na mnie rzucił. Przytulał, pytał czy jestem cała. Myślałam, że oszaleję. Pierwszy raz nie chciałam, by się martwił. Pierwszy raz nie było to dla mnie słodkie. Po kilku minutach odpowiadania na jego pytania, udałam się do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam pod prysznic. 15 minut później stałam przed lustrem. Wysuszyłam włosy, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam się w czarne, krótkie spodenki, a do tego szary, duży t-shirt. Zeszłam na dół, gdzie zjadłam jabłko. Zrobiłam to po cichu, by chłopcy mnie nie usłyszeli.
-Martwię się o nią.- Usłyszałam nagle głos Horan'a z salonu.
-Wszyscy się o nią martwimy.-Powiedział Zayn.
-To nie jest normalne. Ona musi iść do lekarza. Przecież może być tak, że nie odróżni snu od rzeczywistości i...- Liam nie skończył, ponieważ Niall przeciągle jęknął.
-A może będziemy jej na zmianę pilnować?- Zaproponował Harry.
-Lepiej nie. Jak się wkurzy, to nie wiadomo co jej strzeli.- Odpowiedział spokojnie blondyn. Słuchanie ich rozmowy było dla mnie naprawdę ciekawe. Usiadłam na blacie i czekałam na ciąg dalszy.
-Musisz z nią pogadać, Niall.- Powiedział cicho Louis. To się nasiedziałam... Zsunęłam się cicho i przystanęłam przy wejściu do salonu. Za ścianą, oczywiście, żeby mnie widać nie było.
-A jak mnie nie posłucha? - Chyba płakał. Aż miałam ochotę wejść i z całych sił go przytulić.
-Posłucha. Przecież...- Zayn się zawahał. No tak, czego można się po nim spodziewać?
-Kochasz ją?- Spytał Liam. Nastała grobowa cisza, a ja wstrzymałam oddech.
-Jak jeszcze nikogo, nigdy wcześniej.- Prawie nie usłyszałam. Gdybym oddychała, raczej bym nie usłyszała. Powoli się wycofałam i weszłam na górę. Głupi schodek cicho skrzypnął, a ja pędem wleciałam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz.
Niall
-Podsłuchiwała. - Stwierdził Harry. Wytarłem rękawem oczy.
-Skąd wiesz, może nie?- Wyszeptałem. Ufam jej, zresztą nie ma tu nic do ukrycia. Byleby tylko nie pomyślała czegoś głupiego.
-Może idź z nią pogadać teraz? - Zaproponował Liam. Sam nie wiedziałem, co robić. Ostatecznie wstałem i poszedłem na górę. Zapukałem, a ona po chwili mi otworzyła. Wszedłem i usiadłem obok niej na łóżku.
-Podsłuchiwałaś?- Spytałem wprost. Nie patrzyła na mnie.
-Nie specjalnie. Zeszłam na dół zjeść jabłko i jakoś tak wyszło – Położyłem się, a ona nadal siedziała.
-Nie sądzisz, że decyzje powinnam podejmować sama?- Drążyła.
-Nikt nie podejmuje ich za ciebie. Po prostu się martwimy.- Zapewniłem szeptem. Miałem ochotę się rozpłakać. Sam nie rozumiem, dlaczego. Może bałem się wizji, w której ją stracę? Chyba jeszcze nigdy na nikim mi tak nie zależało. Była zwyczajna, ale też wyjątkowa. Po chwili ułożyła się obok, z głową na mojej klatce piersiowej. Poczułem się nieco lepiej.
-Nie chcę cię stracić.- Wyszeptałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Poczułem jak wzdycha.
-Nie stracisz.- Zapewniła, ale skąd może mieć pewność? Nie wiemy, co czeka nas w życiu. Po kilkunastu minutach ciszy, zasnęliśmy.
Caroline
Obudziłam się o 8, a Niall jeszcze spał. Poszłam do łazienki i zrobiłam podstawowe czynności. Prysznic, włosy, makijaż. W samym ręczniku wróciłam do sypialni, a blondyn uważnie mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się do niego, co on odwzajemnił. Wzięłam bieliznę, rurki i jego bluzę. Uwielbiam jego rzeczy, ponieważ... Pachną nim. Chłopak poszedł do siebie, a ja się ubrałam. Weszłam na Twittera. Uhu... Hejty. Dużo. I dużo więcej obserwujących. Dodałam tweeta : „Wszystko się ułoży”. Po chwili były same pytania, co się ułoży i co się dzieje, coś z Niall'em? Myślałam, że nie wytrzymam. Trzasnęłam klapą laptopa i zeszłam na dół. W salonie byli wszyscy + 2 dziewczyny, w tym Eleanor. Śmiali się i gadali. Ja poszłam do kuchni, gdzie zjadłam kanapkę i napiłam się wody. W końcu ktoś mnie zawołał i weszłam do salonu, gdzie El od razu rzuciła mi się na szyję. Chyba chłopaki ją wtajemniczyli...
-Dziś idziesz ze mną i Danielle na zakupy! - Powiedziała. Popatrzyłam na nią zdezorientowanym wzrokiem, a następnie na dziewczynę, która trzymała Liam'a za rękę. Pierwsza myśl? Biedna Jenna. Uśmiechnęłam się sztucznie, choć już czułam niesmak do dziewczyny. Liam nas sobie przedstawił. No więc Dan to jego dziewczyna i jest tancerką. Pewnie każda Directioner wie o niej więcej, niż ja. Nie zawracałam sobie długo nią głowy, gdyż zaczęłam rozmawiać ze wszystkimi. Tak właściwie nie rozmawialiśmy o niczym konkretnym, więc tym bardziej nie czułam się... Dobrze. Po pół godzinie poszłam do kuchni, zrobić herbaty. Oczywiście musiałam zrobić wszystkim. Dołączyła do mnie Eleanor, deklarując, że mi pomorze. Nie miałam nic przeciwko. Już po chwili zaczęła wypytywać mnie na temat snów i tego wszystkiego. Odpowiadałam wymijająco. Dziewczyna chyba chciała mi w jakiś sposób pomóc. Po pewnym czasie dołączyła do nas Danielle, która pomogła zanieść kupki z parującym napojem. Wszyscy pili i rozmawiali, ale ja sama wróciłam do kuchni. Nie pasuję. Mieszałam zimną już herbatę, wzrokiem tępo wbitym w blat stołu.
-Pora iść się szykować! - Wyrwał mnie z zamyślenia głos Eleanor. Zabierają mnie na zakupy, żebym się nie nudziła, gdy chłopcy będą udzielać wywiadu. Miło z ich strony. Właściwie się nie przebrałam, tylko wzięłam torbę, a do niej najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak klucze, telefon i oczywiście portfel.
Po 4 godzinach zakupów (w tym robienia zdjęć z fankami, wygłupów i rozmów) poszłyśmy do Nados, coś zjeść. Zamówiłam pierwsze lepsze danie, bo i tak nie byłam zbyt głodna. Przekonałam się do Danielle. Była naprawdę sympatyczna. W końcu Eleanor zaczęła ten temat. Wiedziałam, że w końcu to nastąpi.
-Chłopaki chcą, żebyś poszła do psychologa.- Powiedziała stanowczo, ale delikatnie. Zabrzmiała zupełnie jak Malik. Z jednej strony zmartwienie, z drugiej pełne zdecydowanie.
-Wiem.- Odpowiedziałam, bo tylko to przyszło mi do głowy.
-Pójdziesz?-Spytała, kładąc dłoń na mojej dłoni i patrząc mi w oczy. Chwilę się wahałam.
-Tak.- Westchnęłam, a ona szeroko się uśmiechnęła.
-Chodzi o to...- Zaczęła Danielle. Przełknęła ślinę.- Niall będzie się obwiniał, jeśli coś ci się stanie.
I to uderzyło we mnie jak piorun. Raniąc siebie, zranię jedyną osobę, którą kocham.
-Pójdę, obiecuję.- Odpowiedziałam stanowczo. Później już nie poruszałyśmy tego tematu i po kilku godzinach byłyśmy w swoich domach. U mnie jeszcze nikogo nie było, więc umyłam się i poszłam spać.

+Krótki, wiem. Nie miałam pomysłu. Przepraszam, bo jedna wielka lipa. Później będzie się działo więcej. Wpadłam na pewien pomysł i ... Może ostatecznie uda mi się nie zabić Caroline. Powolutku zbliżamy się do końca tej opowieści :) Nie wiem czy wam smutno, czy nie, ale taka prawda. Jeszcze kilka rozdziałów i pora się pożegnać. Może będę pisała "część drugą"? Tego jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od tego, jak WAM będzie się podobać i czy będziecie chcieli więcej. Dziękuję, bo dzięki wam mam jakiś cel w życiu... Obowiązek, który był przyjemnością. Przemówienie, jakby właśnie teraz miał być koniec. Pewnie jeszcze z 3 rozdziały. Może więcej, ale wątpię, że dojadę do 20. Planowałam ją zabić w 11 ostatecznie, więc... Jeśli cieszycie się, że do tego nie doszło, dziękujcie @wantyoubackxx z TT.
Pytania? :) http://ask.fm/HoranIsMyDrugxx